Dobry, zły, brzydki

"Wiedźmin" - reż. Wojciech Kościelniak - Teatr Muzyczny w Gdyni

Gdybym nie znał wcześniejszych widowisk Wojciecha Kościelniaka, można by posądzać tego twórcę o brawurę. Mierzyć się w teatrze z "Wiedźminem", to tak jak sięgnąć w kinie po "Świętoszka" Moliera. Są powieści i sztuki łatwo przekładalne na język teatru czy kina, są i takie które stawiają gwałtowny opór. W przypadku "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego chodzi nade wszystko o rozmach i barokowość tej prozy, dziesiątki postaci, wątków, irrealną stylistykę.

Teatr to umowność, znak, dialog, a u Sapkowskiego dominują jednak wyraziste charaktery, akcja i suspens. No ale skoro Kościelniakowi i jego wiernej, sprawdzonej ekipie, na czele z autorem tekstów piosenek Rafałem Dziwiszem, i kompozytorem, Piotrem Dziubkiem, udało się przepisać wcześniej na język teatru "Ziemię obiecaną", "Lalkę" czy "Chłopów", nie należało obawiać się również podejścia do "Wiedźmina". Słusznie, spektakl się udał.

Oglądając świetnie przygotowane widowisko, chciałbym w tej recenzji docenić przede wszystkim pracę zespołową Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej. Z reguły jest przecież tak, że skupiamy się w recenzjach na głównych dwóch, trzech partiach, brakuje miejsca na docenienie drugiego i trzeciego planu, w wypadku teatru muzycznego czy musicalu wręcz niezbędnego. W "Wiedźminie" na tym pierwszym planie są oczywiście prawdziwe perełki. Uważam, że Krzysztof Kowalski w roli Geralta (tę partię gra na zmianę z Modestem Rucińskim) jest wręcz charyzmatyczny, świetny głosowo i ruchowo, a po obejrzeniu widowiska Kościelniaka trudno byłoby wyobrazić mi sobie ciekawszego Geralta, ale sukces przedstawienia buduje wrażliwość, świetne przygotowanie wokalne i taneczne całego zespołu Teatru Muzycznego.

Celowo piszę tę recenzję czas jakiś po premierze, opadły pierwsze emocje, wiadomo już, że spektakl jest hitem, który będziemy oglądać w Gdyni przez wiele sezonów, kiedy jednak doszukuję się w pamięci elementów spektaklu które zostały we mnie najdłużej i najpełniej, to są właśnie sceny zbiorowe, wykorzystujące potencjał aktorskiego zespołu Teatru Muzycznego. W błyskotliwie wymyślonych kostiumach Bożeny Ślagi, łączących wyobrażenie świata Sapkowskiego znanego z filmu i przede wszystkim z bestsellerowej gry komputerowej, z intuicją własną artystki, zderzającej turpizm i finezją, wreszcie w ciekawie plastycznie pomyślanej przestrzeni przez scenografa, Damiana Styrnę (kolejny stały współpracownik Kościelniaka), ogromny zespół Muzycznego tworzy idealną i niezbywalną dla powodzenia widowiska całość. To znak plastyczny, umowny, ale i - w tym tkwi siła tego ensemble'u - jakość indywidualna. Pamiętam doskonale mimikę, charaktery, tożsamość większości postaci. Lista wykonawców jest naprawdę długa, a ponieważ doceniam prawie wszystkich, dlatego nie chciałbym nikogo pominąć, i zbiorowo podziękować państwu, solistom i aktorom Teatru Muzycznego, za tak perfekcyjnie wykonaną pracę.

"Wiedźmin" w Muzycznym to również wyraziste przesłanie. Na zderzeniu skomplikowanych relacji Geralta, Jaskiera, Yennefer, Ciri, czy pozostałych bohaterów, rodzi się coś na kształt schematu zmiennych zachowań, prowadzących do wspólnej sumy wartości. Wojciech Kościelniak za Andrzejem Sapkowskim kreuje świat który jest groźny, zdradziecki, często podstępny i niewrażliwy, ale pokazuje również, że aby przetrwać w tym świecie - czytaj: w każdym świecie - nie potrzeba wcale skóry wieloryba. Wystarczy kierować się uczuciami. Wiarą w miłość, wiarą w przeznaczenie, czasami także wiarą w ludzi - współtowarzyszy naszej podróży. I w tym aspekcie gdyński "Wiedźmin" wybrzmiewa bardzo współcześnie. Jak w klasycznych filmach samurajskich: ponieważ - trawestując klasyczny western Sergia Leone - świat jest "zły" i "brzydki", owo zło można oswoić jedynie zasadami które regulują zachowania. Kodeks honorowy to hasło, o które warto zawalczyć. Nie tylko w Rivii i okolicach, również wszędzie tam, gdzie tego honoru nie ma już wcale...

Łukasz Maciejewski
www.aict.art.pl
17 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia