Dom straconych marzeń

„Szklana Menażeria" - 26. Gliwickie Spotkania Teatralne

„Szklana Menażeria" to spektakl Teatru im. Jana Kochanowskiego z Opola stworzony na podstawie napisanego w 1944 roku dramatu Tennessee Williamsa. Powszechnie przyjmuje się, iż jest to pierwsza sztuka, która przyniosła autorowi światową sławę. Tytuł nawiązuje do kolekcji szklanych figurek, które z pieczołowitością czyści, dogląda, pielęgnuje jedna z głównych bohaterek dramatu.

Sztuka została wystawiona pierwszy raz na Broadwayu w 1945 roku. Tekst okazał się na tyle nośny, iż dokonano wielu ekranizacji, w tym m.in. w: 1950 r. (reżyseria Irving Rapper), 1973 r. (reż. Anthony Harvey), czy w 1987 r. (reż. Paul Newman). We wrześniu 2014 roku miała miejsce polska premiera spektaklu w reżyserii Jacka Poniedziałka, który dokonał także przekładu na język polski. Na uwagę zasługuje scenografia, stworzona przez Michała Korchowca. Aby zająć miejsca na widowni, widzowie muszą przejść przez kręty korytarz stanowiący element budynku, w którym mieszkają główni bohaterowie. Publiczność stąpa po pokrytej śmieciami podłodze, wyobrażając sobie, iż zwiedza dotknięte zębem czasu opuszczone domostwo. Oglądając staroświecką meblościankę, fotele i inne meble, stanowiące wystrój mieszkania należącego do Wingfieldów, widz kolekcjonuje strzępki informacji, układając rozsypane puzzle w pewną całość myślową, dającą wskazówki na temat statusu materialnego bohaterów. Tak zaaranżowana przestrzeń sceniczna sytuuje publiczność w samym centrum akcji. Widzowie zostali zintegrowali z przestrzenią sceniczną, podniesieni do roli Wielkiego Brata śledzącego ludzi zamkniętych w panoptycznym więzieniu, czy też dyskretnych podglądaczy – może sąsiadów?

Dom jest piekłem na ziemi dla każdego z członków toksycznej rodziny. Piekłem utkanym z pogłębiających się frustracji, niespełnionych marzeń, niewykorzystanych możliwości. Bohaterowie dają upust swoim emocjom używając wulgaryzmów i ekspresyjnego języka ciała. Wykrzykując to, co ich gnębi, osiągają chwilowe oczyszczenie. Każda z postaci posiada okaleczoną w różnorodny sposób duszę. Matka Amanda (fenomenalna rola Grażyny Misiorowskiej) posiada skłonności do wynurzeń. Nie spełniła swoich aspiracji i miast zostać małżonką plantatora, wyszła za mąż za pijaka, który ją szybko porzucił. Postać została perfekcyjnie zbudowana i jest niezwykle autentyczna. Amanda jest męczącą, zrzędzącą panią domu. Laura (Grażyna Rogowska) to zamknięta w sobie, chorobliwie nieśmiała 30-letnia dziewczyna, przypominająca alabastrową lalkę pozbawioną energii życiowej. Tli się niej jednak iskra minionego życia, która podczas spotkania z miłością ze szkolnej ławy, eksploduje, przywracając dziewczynę do świata żywych. Niestety, szybko następuje regres. Jej matka za wszelką cenę chce ją wydać za mąż. Prędko okazuje się, że nie jest to łatwe zadanie.

Matka i brat aranżują spotkanie z jednym z jego kolegów, który zgodnie z planem Amandy ma aspirować do ręki neurotycznej Laury. Mężczyzna odkrywa, iż dziewczynie brak pewności siebie. Pragnie jej pomóc w przezwyciężeniu kompleksu niższości. Niestety, nie zdaje sobie sprawy, że stał się przyczyną całkowitego załamania się dziewczyny. Tom (Sylwester Piechura) posiada tożsamość rozdwojoną, podlegającą wewnętrznej metamorfozie- z kochającego brata i opiekuńczego syna przemienia się w wulgarnego ćpuna marzącego o wyrwaniu się ze szponów toksycznej rodziny. Aktor został świetnie ucharakteryzowany i nadano mu wygląd topielca, zjawy, czy morfinisty. W jednej ze scen Tom do złudzenia przypomina Kruka, czyli mroczne wcielenie filmowego Erica Draven'a (Brandon Lee), będącego brutalnie zamordowaną gwiazdą rocka powracającą z zaświatów, by zemścić się na swoich oprawcach. W każdym drzemią demony, nie pozwalające osiągnąć szczęścia. Podobnie jest z nami. Każdy dzień to nieustająca walka toczona pomiędzy koniecznościami a możliwościami realizacji własnych marzeń. Nierzadko, poczucie odpowiedzialności za los rodziny nie pozwala na samospełnienie. W sztuce ukazano pewne uniwersalne typy osobowości oraz zaakcentowano chorobliwe uzależnienie od dysfunkcyjnej rodziny, będącej niczym wampir energetyczny, wysysający soki życiowe z potomka męskiego rodu predestynowanego do utrzymywania rodziny.

W spektaklu dominuje kołtuństwo, filisterstwo oraz dulszczyzna. Obłuda i zakłamanie pogłębia rodzinny kryzys. Choć tekst powstał w 1944 roku, to w niczym nie stracił na aktualności. Przecież zarówno jak 70 lat temu, tak i dziś ludzie przeżywają podobne rozterki: nie lubią swojej pracy, aczkolwiek wykonują ją, ponieważ dzięki temu otrzymują wynagrodzenie niezbędne do opłacenia rachunków. Opuszczając widownię ponownie trzeba przejść przez mieszkanie bohaterów, dokonując symbolicznego aktu pożegnania. Spektakl posiada zakończenie otwarte. Widzowie mogą jedynie gdybać i domyślać się dalszych losów bohaterów. Po zakończeniu spektaklu w głowie kołacze się jedna z sentencji, jakie padły podczas przedstawienia: „Ludzie przeżywają film, zamiast samemu coś przeżyć". Stanowi to zarazem wyzwanie i motywację do podjęcia działań, do przeżycia własnego życia na swój sposób. Losy bohaterów są antyprzykładem, za którym nie należy podążać. Tennessee Williams apeluje do naszej świadomości: idź i zrób coś ze swoim życiem, nie żyj życiem gwiazd szklanego ekranu!

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
19 maja 2015

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia