Domorosły Hamlet

"Hamlet" - reż: Jan Peszek - Teatr PWST w Krakowie

Poprzeczka, którą od stuleci stawia twórcom teatralnym Shakespeare, i tym razem okazała się za wysoka. Mierząc się z arcytekstem, trzeba mieć w zanadrzu poważne działa interpretacyjno-kreacyjne. W spektaklu zaprezentowanym na scenie krakowskiej PWST zaproponowano nam tylko atrapy

Scena w rusztowaniach, pozwalających na trzypoziomowe wykorzystanie przestrzeni. Na najwyższym stopniu siedzi Hamlet, plecami do widowni. Rusztowania ustawione są przy ścianie budynku, przez okna pozbawione firanek z łatwością możemy obserwować, co dzieje się w środku. Zarówno Hamlet jak i widzowie ustawieni zostają w pozycji podglądaczy. Obserwujemy Klaudiusza i Gertrudę w ich domowych pieleszach, które odkrywają raczej szkice postaci niż figury z krwi i kości. Właściwie mamy przed sobą marionetkowy teatr cieni. Zjawienie się starego Hamleta zostaje przeniesione w sen młodego bohatera. Groteskowa postać w białym podkoszulku z napisem R. I. P. krąży po pokojach królewskich, by następnie zabrać głos w dziwnej serenadzie do księżyca, która jak uciążliwe dla ucha echo powtarza szereg fraz z kwestii starego króla. Nie wiadomo, czy ma kogoś przestraszyć czy rozśmieszyć, z pewnością na poważnie nikt jej nie weźmie. No, może tylko Hamlet, do którego najwyraźniej przemawiają tego typu drażniące dźwięki. W ogóle strona dźwiękowa spektaklu nie przedstawia się zbyt zachęcająco. Klaudiusz, nieudolnie wygrywający swoje wyrzuty sumienia na trąbce, bęben ustawiony w pierwszym rzędzie widowni, do którego podchodzą aktorzy, żeby dobitniej zaakcentować chyba niektóre swoje kwestie, w tle odgłos czegoś w rodzaju zwarcia – nie umilają czasu błonie bębenkowej.  

Próba odmłodzenia Hamleta zatrzymała się chyba na etapie prób. Kompilacja już gdzieś widzianych motywów, typu przebranie Laertesa w strój do szermierki podczas pojedynku z Hamletem czy filmowanie na żywo reakcji Klaudiusza podczas słynnej „pułapki na myszy” pokazywanej na ekranach ustawionych na scenie, niczego tak naprawdę nowego nie wnosi. Mimo wszystko trzeba przyznać, że ambitne podjęcie się udźwignięcia tego dramatu zasługuje na pochwałę, ponieważ wielkie, uznane dzieła nie powinny jedynie stać na półce, a krążyć po scenie, po głowie, może niekoniecznie jednak z napisem R. I. P. na koszulce.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
8 marca 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia