Domostwo 26 pokojów

"Wujaszek Wania" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Teatr Bagatela w Krakowie

Gdy znów pójdę do nich z wizytą, by kolejny raz odczuć, jak delikatnie przez dwie godziny niczego ode mnie nie chcą, niczego poza bliskością - do kogo się przysiądę? Przy kim stanę?

Z kim będę się włóczył po skrytych za wielkim jak warownia kredensem i szarymi szafami korytarzach domu, o którym emerytowany profesor Sieriebriakow (Paweł Sanakiewicz) powie: "Dwadzieścia sześć wielkich pokojów, wszyscy się rozłażą i nigdy nikogo nie można znaleźć"?

Stareńki Parobek (Piotr Różański) uparcie konserwuje samowar, bo wszystko może się zdarzyć, nawet świata koniec, lecz nie może być tak, by herbaty nie podano. Usiąść przy nim - który ratuje plan boży? A może przy Soni (Magdalena Walach) - dobroci o jasnym mózgu, co się jej miłość do Astrowa (Wojciech Leonowicz) w palcach rozsypuje jak próchno? Astrow - pan o sennych powiekach człowieka całe życie kontemplującego siną dal. Jego uczucie do młodej Heleny (Urszula Grabowska), żony Sieriebriakowa, smakującej swe wystyganie u boku dziecinniejącego, przez podagrę zżeranego emeryta - kolejna garść próchna w labiryncie 26 pokojów. Sieriebriako - łysa bezsenność, błąkająca się między dniami i nocami. Jeszcze przykrywający swą nędzę fircykowatością Tielegin (Marek Bogucki). Jeszcze podobna do pszczoły Maria Wojnicka (Alicja Kobielska) - Królowa Matka, co słowo, co gest gubiąca się w nieubłaganych katatoniach. Wreszcie Wujaszek Wania (Dariusz Starczewski) - ciemna, basowa furia, puchnąca na zerze, co wyszło z podsumowania minionego życia. Przy kim usiąść? Za kim stanąć? Z kim się włóczyć?

Co właściwie powiedziałem, wymieniając rezydentów domostwa 26 pokojów? Mało, prawie nic. Tylko dotknąłem 8 punktów hipnotycznej całości - wyreżyserowanego przez Waldemara Śmigasiewicza "Wujaszka Wani" Antoniego Czechowa. 8 aktorów, doskonale przez Śmigasiewicza zapętlonych. 8 punktów, pląsających na tafli od zawsze obojętnego czasu. 8 milczeń, przerywanych kruchym słowem, strzępem zdania, nagłym wrzaskiem, po czym znów to, co najważniejsze - pajęczyna, dla widza nie do ogarnięcia. Tak, 8 samotności, pod których słowami Śmigasiewicz rozpiął detaliczną pajęczynę gestów, tików, spojrzeń i długich serpentyn bezruchu - sieć, której niespieszne falowanie między krzesłami, szafami, kredensem, sofą, białymi drzwiami, stolikiem z patefonem, stolikiem z rozłożonymi szachami i pustym stołem, układa się w opowieść o wystyganiu żył, mebli, pamięci, powietrza, korytarzy i 26 pokojów. W opowieść o końcówce przyszłych 8 kopczyków prochu. Słowem - Czechow.

Czechow pełny, czyli bezlitosny, nie dający żadnej nadziei, i wsysający zarazem. Wyznam - nie wierzyłem, że jest to jeszcze możliwe. Tak delikatne aktorstwo, po prostu piękne w swej czystej dyskrecji i w dokumentnym braku jakiejkolwiek nachalności, aktorstwo nie z naszej epoki. I świat Czechowa ulepiony tak, że gdy go oglądasz, masz wrażenie, że jest on stworzony wyłącznie dla ciebie, czujesz się więc, jakbyś zupełnie sam wszedł na chwilę do czyjegoś domu, z palcem na ustach usiadł blisko któregoś z rezydentów i oglądając jego marność, słuchając jego bezsilności - nieubłaganie tracił swe stare, tanie pocieszenia.

Nie inaczej: takie ma się wrażenie na "Wujaszku Wani" Śmigasiewicza. Po czym przychodzi pewność, że dom ten i gorzkie sekrety jego 26 pokojów trwać będą po naszym na palcach wyjściu, tak jak trwały od zawsze, nim o zmierzchu zapukaliśmy w białe drzwi.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski nr 4 online
7 stycznia 2012

Książka tygodnia

Wiersze prawie wszystkie. Tom I
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Agnieszka Osiecka

Trailer tygodnia