Dopiero teraz będę ja

"Ciała obce" - 15. Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej INTERPRETACJE

Nic tak nie jednoczy Polaków jak narodowe mity. Znacznie łatwiej i efektowniej z tłumem wykrzykiwać hasła o wolność, niepodległość i solidarność, niż stojąc z boku po cichu walczyć o resztki człowieczeństwa. W "Ciałach obcych" Julii Holewińskiej w reżyserii Kuby Kowalskiego walkę podejmuje Adam, który nie tylko pragnie drastycznej zmiany w swoim życiu, lecz robi wszystko, by tej zmiany dokonać.

Otoczony narodowymi, kulturowymi i religijnymi mitami Adam (Marek Tynda) początkowo niczym się nie wyróżnia w kraju zbudowanym na powstańczej krwi i tradycji tańczenia poloneza. Solidarnościowe podziemie, kolportaż ulotek, sąsiedzkie donosy i noce za kratami skutecznie budowały przyjaźń i poczucie wspólnoty. Lata 80. sprzyjały jednoczeniu się, wszak nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg, wspólne nakazy, zakazy i konsekwencje. I wszyscy dostawali po równo: i Maryjka, i Jadwiga, i Alina, i nawet Rysiek, którego i tak znali już wszyscy milicjanci.

Adamowi jako aktywnemu opozycjoniście znajomi nie mogli nic zarzucić: był lojalny i nie sypał, nawet odsiedział tyle co inni, zgarnięty za kratki za Kaczmarskiego. Solidarność przyjaciół została wystawiona na próbę dopiero wtedy, gdy prawdziwa natura Adama zaczęła coraz dobitniej dopominać się o swoje prawa. Bo jak wytłumaczyć przyjaciołom, mężczyznom z krwi i kości, którzy potrafią i zakląć, i wypić, i siłą wymierzyć sprawiedliwość, że jest się gotowym na korekcję płci i że jest się tego pewnym niemal od zawsze?

W pełni świadoma i przemyślana decyzja Adama wpływa na wszystkie role społeczne, które dotąd pełnił: przyjaciele nagle znikają z pola widzenia, a rozgoryczona żona Maryjka odchodzi razem z małym synkiem. Ostatecznie Ewa zostaje więc sama, wciąż jednak wierząc, że idący do przodu świat i nowa rzeczywistość pozwolą jej pozostać sobą w takim kształcie, jaki sobie wymarzyła i o jaki walczyła wszystkimi możliwymi środkami. Jak bardzo wiara rozminęła się z rzeczywistością, pokaże dopiero doświadczenie poważnej choroby, podczas której syn co prawda wraca do jej domu, lecz i tak nie stać go na najmniejszy czuły gest wobec właściwie kogo? Matki, ojca, niesprecyzowanego rodzica?

Równolegle z transformacją Ewy, burzliwe zmiany przechodził też sam kraj, jednak i tu trudno mówić o sukcesie: znudzony lekarz-rutyniarz przysypia w gabinecie i w mało zachęcający sposób doradza prywatne leczenie, pozbawiony cierpliwości i empatii ksiądz w biegu udziela kolejnych sakramentów, a szkolna młodzież, która wygodnie rozsiadła się na wijącej się po scenie konstrukcji DNA, jest wyraźnie bardziej zainteresowana poniżaniem wrażliwej nauczycielki niż jej wykładem z polskiego. Próba odbudowania utraconej społecznej tożsamości przynosi kolejne rozczarowania, choć Ewa rozpaczliwie zachowuje wierność sobie i swoim potrzebom, wierząc konsekwentnie, że "dopiero teraz będę ja". I choć można uznać za tragedię to, że Ewa zostaje sama w chorobie, to dość szybko pojawia się świadomość dużo bardziej przerażającego faktu: Ewa w zdrowiu, w pełni swoich nowych, kobiecych sił fizycznych, byłaby dokładnie tak samo samotna i wykluczona ze świata.

Kontrowersyjny tekst Julii Holewińskiej z ostrym, satyrycznym zacięciem uderza w polskie narodowe grzechy i grzeszki, rozsadza mity i bez skrępowania bawi się symbolami i językiem. Raz męski, raz żeński chór przywołuje upiorne kołysanki i porzekadła, rymuje i przeistacza dziecięce wyliczanki w groźne przepowiednie. Siłę zbiorowości wobec kruchości pojedynczego człowieka podkreśla też ruch sceniczny: chór nie tylko odtwarza wędrówkę dzielących się komórek, ale też pewnie paraduje w biało-czerwonym transseksualnym korowodzie i na szpilkach wspina się na barykady genetycznych kodów. Dzięki dopracowanej, równej grze aktorów i odważnej reżyserii, "Ciała obce" boleśnie udowadniają, jak obco wciąż potrafią brzmieć takie słowa jak wolność, godność i tolerancja.

Julia Korus
Teatr dla Was
14 marca 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...