Drobiny pyłu osiadającego na butach widowni

"Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" - reż. Monika Strzępka - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Spektakl Nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU! duetu Demirski / Strzępka z Narodowego Starego Teatru w Krakowie zaprezentowany podczas 40. OKT "Klasyka Polska 2015", w swojej gniotowatości przypomina pokazaną podczas festiwalu rzeszowską Balladynę, aczkolwiek spektakl trzyma nieco wyższy poziom ze względu na znacząco dobry poziom indywidualnej gry aktorskiej.

Nie mniej jednak na scenie czuć gwiazdorzenie i nie widać wspólnoty scenicznej w graniu do jednej bramki. Próba poruszenia istotnej moralnie tematyki na kanwie rewolucyjnej, ustawia twórców spektaklu gdzieś na nieistotnych obrzeżach teatru roszczącego sobie prawo do bycia ambitnym, ale nie sięgającego nawet do kostek tak uznanego twórcy jak Warlikowski (chociażby jego (A)polonia).

Miało być o strachu, przyjściu jakichś bliżej nieokreślonych "onych", którzy podpalą świat. No wzięli i nie przyszli. Przynajmniej nie przyszli na scenie i niczego w moich myślach nie podpalili. W jednym z tekstów okołospektaklowych podanym przez Newsweek Polska przeczytałem: "W sali prób na Starowiślnej w Krakowie wszystkim puszczają nerwy. Strzępka siedzi skulona na krześle i przygląda się aktorom. - Może my się niepotrzebnie zapędziliśmy w tę stronę? - pyta głośno w którymś momencie. Jedna z aktorek zaczyna płakać. Inna każe mi wyjść. - Kim pan jest? - pyta wściekła. - Monika, ja tak nie mogę. Może i się podkładam, wszystko mi jedno. My tu mamy pracować, a ja się czuję jak kurwa. Z oryginalnego tekstu "Nie-Boskiej komedii" w spektaklu Strzępki i Demirskiego została jedna scena, fakt - rozciągnięta na 25 minut. Resztę napisał Demirski".

Parafrazując, my tu mamy oglądać festiwalową prezentację, a ja się czuję jak kurwa. Pikantnych epitetów ze słownika wulgaryzmów pada na scenie wiele. Małżeński duet słynie z bezkompromisowości i jechania po tak zwanej bandzie. Ich spektakle oparte o współczesne problemy społeczne są czymś nad wyraz ciekawym w teatrze. Czuję w nich ten pozytywny "drajw", ale nie tym razem. Na klasycznym, niemal od nowa przepisanym tekście, zwyczajnie polegli. Spotęgowanie wrzasków na scenie, pył rozwalanej ściany lecący na widownię, bardzo dobre fragmenty muzyczne i nade wszystko, co jakiś czas prezentowane błyskawice i grzmoty - to jedyne, co do mnie na swój sposób dotarło. Wrzaskliwość i wulgaryzmy nie miały w moim odbiorze żadnego istotnego znaczenia. Moc znaczeniową miały fragmenty muzyczne, bo to świetna robota aktorów. Najistotniejszym scenicznym czynnikiem były jednakże błyski i grzmoty - te jedynie wyrywały mnie z popadania w senność i katatonię w związku ze sceniczną próżnią oraz otchłanią braku wrażeń zwanych zwyczajnie nudą.

Obleśna próba wprzęgnięcia karuzeli kręcącej się pod murami getta z wiersza Miłosza, czy też "nekroturystyka" potomków ludzi zabitych w Auschwitz, którzy zatracają pamięć dziejową o holocauście, a dosadnie uwidoczniona na scenie, zakrawa na tani chwyt reżyserski, który w założeniu miał poruszyć, a jedyne co robi, to zniesmacza wobec braku kompetencji tematycznych twórców spektaklu. Temat śmierci obozowej oraz wykorzeniania pamięci, mocno podkreśla scenografia spektaklu, która jest bardzo udana, ale wobec scenicznej pustki reżyserskiej - nie działa.

Wypada w tym miejscu przytoczyć rozmyślania Stefana Chwina na temat twórczości Miłosza w tym względzie: "Jakie jest pięć najstraszniejszych słów w ludzkim języku? To dwa zwięzłe określenia: "Dachau koników polnych", "mrówek Oświęcimie". Nie znam słów straszniejszych. Miłosz umieścił je w wierszu "Przyrodzie pogróżka", który napisał w roku 1944 po zagładzie getta w Warszawie i upadku powstania warszawskiego. Lecz co właściwie te słowa oznaczają? Jak należy je rozumieć? Co to właściwie znaczy "Dachau koników polnych", "mrówek Oświęcimie"? Oburzenie Miłosza skandalem zagłady? Wstrząs wyjątkowością zbrodni? Czy raczej myśl zupełnie przeciwna, że to, co się działo w Auschwitz, dzieje się od tysięcy lat każdego dnia na każdej łące, w pierwszym z brzegu mrowisku, i będzie się działo zawsze? Że Auschwitz jest normą istnienia, zaś anomalią, mylącym, złudnym intermedium w dziejach, przejściowym, ontologicznym nieporozumieniem, po którym wszystko do normy powraca, jest właśnie czas, kiedy Auschwitzu na Ziemi nie ma?"

Z tego też względu, sorry Strzępka, sorry Demirski. Nie pokazaliście mi duchowej pałki. To tylko wulgarne ślizganie się po klasyce bez większej głębi i przerobienia tematu na poziomie szamotania się gdzieś pomiędzy drobinkami pyłu osiadającego na butach widowni. Sceniczny kurz bez ognia z dobrym zespołem aktorskim zmarnowanym w tej realizacji.

Mateusz Rossa
www.tekturaopolska.pl
23 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki