Drzwi i fotografie

"To nie są drzwi" - reż. Wiesław Hołdys - Teatr Mumerus w Krakowie

1.
Początkiem 2016 roku robiliśmy porządki w Teatrze Zależnym i wśród wielu porzuconych, osieroconych bezdomnych i zużytych rekwizytów i sprzętów z różnych spektakli różnych teatrów znalazły się drzwi - solidne i ciężkie. Nie otwierały, ani nie zamykały jakiejkolwiek przestrzeni, pozbawione swej funkcji przestały być drzwiami. Wtedy znalazłem już tytuł przyszłego spektaklu: "To nie są drzwi" nawiązujący do tytułu obrazu René Magritte'a "To nie jest fajka", który przedstawiał namalowaną fajkę - w istocie nie była to fajka, a jej malarskie wyobrażenie.

Tytuł już był, należało już tylko do niego dorobić przedstawienie, w którym niepoślednią rolę odgrywać będą drzwi, a właściwie ich teatralne wyobrażenie. Pasjonuje mnie wchodzenie na scenę, ustawianie się w określonych miejscach. Różne są na to sposoby. Na przykład aktorzy obdarzeni dużym ego zawsze na początku wchodzą na środek sceny, przed wejściem robiąc tzw. dramatyczną pauzę, celem wyakcentowania owego ego. Jedyny sposób na to, aby ich ze środka przegonić - to zabrać stamtąd światło, wtedy będą krzyczeć: "Światełko na mnie, proszę!", trzeba im odpowiedzieć, że się reflektor zepsuł - będą się wtedy błąkać po scenie , mówiąc "szukam światła". Ale przynajmniej nie będą stać stadnie na środku. Jest jeszcze inny typ aktora - obdarzony superego: taki wchodzi na scenę zdecydowanym krokiem jak bohater westernu do saloonu, po czym spogląda spode łba na partnerów i na publiczność.

Są też tacy, którzy wchodzą na scenę, by tak rzec - lunatycznie, a potem błąkają się równie lunatycznie po proscenium - jest to przedświadoma gra aktorska, która bardzo rzadko zmienia się w świadomą. Są też tacy nieśmiali aktorzy, którzy wchodzą na scenę i grają w sposób niepostrzeżony i tajny - przemykając jak najbliżej kulis, jakby chcieli uciec ze sceny i schować się za tymi kulisami, a najchętniej to porobić na drutach w garderobie.

Zaś aktorzy nieświadomi wchodzą na scenę, po to, aby się ukryć - zwykle okupują tyły sceny, gdzie - przynajmniej tak im się wydaje - ich nie widać, a więc dłubią w nosie, szeptem obgadują kolegów, a nawet zasypiają.

Ale jest też sytuacja, która jest bardzo teatralna, a nie pochodzi z teatru - to pozowanie do fotografii. I to nie takie byle jakie pozowanie jak w dzisiejszych czasach: okrzyk "cziiis!" i pozujący robią głupie, na ogół nadekspresyjne miny, potem jedno pstryknięcie i ułamek ułamka sekundy zostaje uwieczniony na karcie elektronicznego aparatu. Myślę o pozowaniu do fotografii studyjnej, atelierowej, takiej sprzed ponad stu lat, kiedy pozujący musieli bez ruchu wytrzymać nieraz i po kilkadziesiąt sekund - przez swą statykę przekazując pamięci przyszłych pokoleń swoje zatrzymane w czasie trwanie. Tak więc wiedziałem już, że zrobię spektakl inspirowany starymi fotografiami.

Kilka miesięcy wcześniej, wraz z grupą młodych ludzi z Krakowa (nie byli to zawodowi aktorzy) i studentami konserwatorium teatralnego (odpowiednik naszej szkoły teatralnej) w Lyonie, w Théâtre des Asphodèles robiliśmy warsztat zakończony pokazem powstałego w ich wyniku spektaklu inspirowany "Lekcjami mediolańskimi" Tadeusza Kantora. Nie chodziło w nim o inscenizację tego, co Kantor zrobił i opisał w swojej książce, raczej studiowaliśmy podejście Kantora do sztuki. Warsztaty i spektakle odbywały się najpierw w Lyonie, gdzie odbył się pokaz pierwszej wersji spektaklu, potem znów w Lyonie, gdzie dołączyli aktorzy zawodowi, a na koniec w Krakowie. Przy realizacji tego projektu współpracowałem z Michaelem Fillerem z Théâtre des Asphodèles, który między innymi stworzył znakomitą oprawę akustyczną.

Tak się złożyło, że miałem szczęście poznać Tadeusza Kantora osobiście, a nawet Mistrz zaszczycił mnie rozmową: kiedy zaczynałem, końcem lat osiemdziesiątych, reżyserowanie po różnych teatrach, a jednym ze spektakli, które w tym czasie robiłem była adaptacja "Ameryki" Franza Kafki w Grudziądzu. Tadeusz Kantor wysłuchał tego, co mam na temat Kafki do powiedzenia, po czym przeprowadził błyskotliwą analizę "Przemiany" Kafki, którą zakończył następującymi słowami: "Niech pan pier...li Kafkę, niech pan robi własny teatr". Co - jak widzę po kilkudziesięciu latach pracy - nie jest takie proste, bywa, że łatwiej jest ukryć się niejako za na przykład Kafką niż robić spektakl na przykład o drzwiach.

Nagranie spektaklu w wersji prezentowanej w Lyonie dostępne jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=YmzMF22Xqpg&t=11s ; a wersji prezentowanej w Krakowie tu: https://www.youtube.com/watch?v=3ryIuIvU0As&t=20s
Z dzieła Tadeusza Kantora można wysnuć wiele nauk i wniosków, także i taki, że warto próbować stworzyć grupę składającą się z ludzi różnych profesji, niekoniecznie tylko z aktorów (choć z nich także też). W każdym razie - ponieważ była chęć dalszej kontynuacji pracy rozpoczętej w Lyonie - z tą grupą (Joanna Gałdecka, Monika Gigier, Alicja Margolin, Marcin Kapusta, Bartłomiej Zdeb) rozpoczęliśmy próby spektaklu o drzwiach: Po pewnym czasie dołączyli zawodowi aktorzy - Ewa Breguła, Anna Lenczewska, Jan Mancewicz i Robert Żurek.
Rozpoczęliśmy próby - nie mając nic oprócz drzwi i starych studyjnych fotografii: prosiłem uczestników o przynoszenie fotografii rodzinnych. Zebrała się ich dość spora kolekcja dostępna pod:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157715410575137?fbclid=IwAR2Z-nDp6QPvC4BK9yT3MsiurPsvRpMxvOFz9uh7Z4t2OEJ-iyRGqJk_ig0.

Analizowaliśmy je, opowiadając historie uwiecznionych na zdjęciach postaci, a przede wszystkim analizując pozy na zdjęciu. Potem staraliśmy się te pozy powtórzyć - to znaczy wejść na scenę, przybrać pozę, trwać w niej jakiś czas i potem zejść ze sceny. To wchodzenie, trwanie i wychodzenie różnych postaci w różnych rytmach zaczęło stwarzać pewnego rodzaju dramaturgię, w której niepoślednią rolę grały też drzwi: raz jako aktywny uczestnik pozowania, raz jako element spoza którego się wchodziło i za którym się chowało. Oczekiwanie pod drzwiami, wejścia i wyjścia, to jak nieustanne pozowanie do fotografii. Tak też powinni zachowywać się aktorzy - jakby bezustannie do fotografii pozowali.

Obiektywem aparatu fotograficznego jest widownia - bacznie obserwowana przez pozujących. Stąd podczas całego spektaklu widownia powinna być oświetlona.

Celem działających na scenie miało być wprowadzenie widzów w rodzaj hipnozy: ciszą, wolnym rytmem, zaskakującymi, kontrapunktowymi skojarzeniami.

Ustaliliśmy, że przestrzeń musi być ciasna, niewygodna dla wykonawców, dająca możliwość maksymalnego zagęszczenia: na małej przestrzeni absurdalnie duża liczba przedmiotów i osób. Tak jak na zdjęciu, kiedy przed obiektywem pozuje dużą ilość osób.

Scenę podzieliliśmy na dwie części - lewą i prawą. Lewa przestrzeń sceny to porzucone atelier fotograficzne z białymi blejtramami (tła do zdjęć). Przedmioty i sprzęty przykryte materiałem, tak jak przykrywa się meble w salonach i muzeach. Ale to atelier przechowuje pamięć wszystkich zdjęć, które w nim zrobiono i mieszkają w nim duchy postaci z fotografii. Jasne światło fotograficznych żarówek, ze szczególnym uwzględnieniem rampy święcącej od dołu. Od czasu do czasu błysk flesza.

Prawa strona to antyteza lewej: z ciemnymi kulisami, słabo oświetlona - coś na kształt ciemni. Tu wywołuje się i utrwala fotograficzne wizerunki postaci, które zdjęło się po lewej stronie.

Ustaliliśmy także w trakcie prób, że drzwi powinny być są ruchome i działać jak migawka szczelinowa uruchamiając kolejne ujęcia. Niech drzwi się przesuwają, odwracają, pokazując swój awers i rewers. Drzwi dźwiga i od czasu do czasu wygląda zza nich postać z niesforną ręką, która wykonuje gesty jakby wbrew intencjom tej postaci, które po pewnym czasie zaczyna obsesyjnie powtarzać, wpadając w rytm obłędnych ćwiczeń pozowania. Inspiracją był tu cykl fotografii Heinricha Hoffmana przedstawiających Hitlera, który ćwiczył gesty słuchając jednocześnie swoich przemówień. Hitler kazał to fotografować, po czym bardzo dokładnie analizował te fotografie. Nie chodziło tu o powtarzanie wiadomego gestu - chodzi o całą grę spojrzeń, mimiki, ruchów - czyli o cały teatr, który temu towarzyszy. Okropny teatr, który uwiódł miliony. Po drugiej stronie drzwi wisielcza pętla.-jak gdyby noszący drzwi nosił własne samobójstwo na plecach.

Kolorystyka spektaklu oczywiście czarna, biała, szara, w różnych odcieniach sepii - jak na starej fotografii. Oprócz kłębka czerwonej włóczki, która działa jak nić Ariadny.
2.
Kiedy oglądam zdjęcia, szczególnie te stare, uderza mnie cisza obrazu. Z początku myślałem, że spektakl obędzie się bez jednego słowa, ani bez żadnego dźwięku. Nie jest możliwa cisza absolutna, bo przecież słychać dźwięki ze sceny, a przede wszystkim - w takiej pozornej ciszy słyszy się widownia. Ale po pewnym czasie stało sie to nużące, wydawało mi się, że widz odbierze to jako nie celowe zmierzenie, tylko jako brak. Przypadkowo znalazłem magnetofonową taśmę szpulową, przegrałem ją na zapis cyfrowy i otóż okazało się, że ktoś na tej szpuli nagrał godzinę dźwięków jakie dochodzą z mieszkania: kroki, dźwięk czajnika, kaszlnięcia i chrząknięcia, przesuwane krzesło, włączane i wyłączane radio, nucona melodia. ... Ten ktoś musiał być sam, bo nie słychać było rozmów. Kiedy użyliśmy tej taśmy na próbach - zauważyliśmy, że te dźwięki, podkreślają ciszę. I samotność.
Z początku próbowaliśmy z tymi dźwiękami - po pewnym czasie Michał Braszak skomponował coś na kształt muzycznego kolażu różnych dźwięków przetykanych długimi okresami ciszy i to nagranie ostatecznie znalazło się w spektaklu: kiedy odzywało się to z nagła i równie z nagła zamierało.

W końcu zdecydowaliśmy się również na użycie kilku tekstów. Przede wszystkim wiersz Brunona Jasieńskiego "Marsz", gdzie powtarzająca się fraza "obcas - karabin" niejako narzucała działania aktorskie:
"Tutaj. I tu. I tu. I tam.
Jeden. Siedm. Czterysta-cztery.
Panie. Na głowach. Mają. Rajery.
Damy. Damy. Tyle tych. Dam.
Tam. Ta. To tu. To tu. To tam.

Obcas. Karabin. Obcas. Karabin.
Ludzie. Ludzie. Ludzie. Do bram.
Tra-ta-ta-ta-tam. Tra-ta-ta-ta-tam.
Szli. Szli. Rzędem. Po rzędzie.
Tam. I tam. I dalej. I wszędzie.
Szli. Szli. Rzędem. Po rzędzie.
Tam. I tam. I dalej. I wszędzie.
(...)
Panna. Płacze: ? Idą. Na wojnę.
Takie. Młode. Takie. Przystojne. ?
Rzędem. Za rzędem. Z rzędem. Rząd.
Wszyscy. Wszyscy. Wszyscy. Na, front.
Eh by. Było. Młodych. Mam!
Tra-ta-ta-ta-tam. Tra-ta-ta-ta-tam.

Ktoś. Ktoś. Upadł. Nagły. Krwotok.
Ludzie. Ludzie. Skłębienie. Potok.
Co?... Co?... Leży... Krew...
Łapią... Kapią. Liście. Z drzew.
? Puśćcie! Puśćcie! Puśćcie! Ja nieechcę!
Kurz. Kłębem. W zębach. Łechce.
Krzyk. Popłoch. Włosy. Drżą.
Krew... W krwi... Pachnie. Krwią...
Tam. Tam. Poszli. Pobiegły.
Duszno. Pusto. Usta. O cegły.
Tu. I tu. I na rękach. Krew.
Bydło! Dranie! Ścierwy! Psia krew!
Eh tam! Gdzie już. Nam!
Tra-ta-ta-ta-tam. Tra-ta-ta-ta-tam.
Obcas. Karabin. Obcas. Karabin.
Ludzie. Ludzie. Ludzie. Do bram.
Tra-ta-ta-ta-tam. Tra-ta-ta-ta-tam.

Użyliśmy także fragmentów, a właściwie strzępów innych tekstów. Z monologu Tadeusza Boy - Żeleńskiego "Uwiedziona" - w oryginale jest to "dialog (!) sceniczny", który prowadzi "ONA, piękna, wykształcona i ozdobnie mówiąca" i "ON, naturalnej wielkości, wypchany, uzdolniony wszelako do wykonywania pewnej ilości automatycznych poruszeń." - wzięliśmy 94 słowa, między innymi:
"Och, nie, proszę się na mnie w ten sposób nie patrzeć...
Pan ma w oczach dziwnego coś...
...zbyt trudno mi w pamięci zatrzeć
Ten wyraz, jaki mają oczy pańskie... twoje...
Kiedy tak patrzysz, patrzysz, coś się budzi we mnie...
Nie zmysły...Ale coś, coś, co schwycić silę się daremnie,
Lecz we mnie jakaś dusza czai się pogańska,
Umiłowanie życia namiętne, bezkresne,
O czyśmy mówili? O Xiędzu Fauście , prawda?
Czy ja cię kiedyś znałam... czym istniała w tobie...
Czyśmy gdzieś, na planecie jakiejś, wspólnie żyli...
Czekaj... czekaj... ja muszę... och, przy... po... mnieć sobie..."
A także po jednym zdaniu z futurystycznego wiersza Jerzego Jankowskiego "tram wpopszek ulicy" : ("myszy wyszły z kaszt") oraz z powieści Stefana Żeromskiego "Dzieje grzechu" ("Patrzyła mu prosto w oczy zezem odpychającym.").
I kilkakrotnie powtarzana fraza z piosenki "Więc pijmy wino, szwoleżerowie":
"Szare mundury, srebrne obszycia
Ach, jak to wszystko cudownie lśni!
Lecz co jest na dnie w sercu ukryte
Tego nie będzie wiedział nikt".

Te fragmenty tekstów i jednej piosenki miały wzmocnić grę z ciszą (która przeważała w przedstawieniu), co powinno dać efekt wzajemnego słyszenia się sceny i widowni, które jest przecież podstawą porozumienia.

Podczas prób kolekcjonowaliśmy również wszelkiego rodzaju aparaty fotograficzne i uświadomiliśmy sobie, jak bardzo ciszę podkreślają także dźwięki migawki, samowyzwalacza, sprężyny naciągającej film. Wykorzystaliśmy te dźwięki w spektaklu, ale ponieważ część aparatów była sprawna, poprosiłem aktorów, aby już w trakcie spektaklu, będąc w akcji robili zdjęcia tego, co ich na scenie i za kulisami otacza. Szybko, bez specjalnego zastanawiania się nad kompozycja ujęcia, ani nad jego jakością techniczną (zdjęcia mogą być poruszone, prześwietlone bądź niedoświetlone) starając się uchwycić to, co widzą jako postaci. Zdjęcia te są dostępne tu: https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157665722083627

Pracowaliśmy, spotykając się kilka albo kilkanaście razy w miesiącu od początku do końca 2016 roku, nie mając zresztą jakichkolwiek pieniędzy na spektakl, ani gwarancji, że kiedykolwiek mieć je będziemy. Ale za to przez te kilka miesięcy pracy uświadomiliśmy sobie, że tworzymy coś na kształt teatralnego testamentu ludzi, którzy kiedyś pozowali do zdjęć i których już nie ma wśród żywych, a pozostały po nich utrwalone na światłoczułym papierze wizerunki. Więc nadaliśmy powstającemu spektaklowi podtytuł "Kodycyl fotografji".

3.
Początkiem roku 2017 zaczęliśmy materializować to przedstawienie. Udało się pozyskać dotacje (skromne, ale jednak) z Gminy Kraków i Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, więc mogliśmy przystąpić do pracy nad scenicznym enturażem, kostiumami i promocją (plakat) - czego bez pieniędzy zrobić się nie da.

Zdecydowałem, że większość rzeczy, które znajdą się na scenie powinna być zrobiona z przedmiotów już istniejących - taki rodzaj teatralnego recyklingu. Zbieraliśmy zatem różne porzucone rzeczy - największy entuzjazm wzbudziła porzucona, zardzewiała blacha znaleziona w śmietniku Muzeum Archeologicznego, z której - poddawszy ją wszelakim zabiegom fizykochemicznym - zrobiliśmy stół laboratoryjny. Zajął się tym Tadeusz Przybylski, który także na podstawie rysunków w starych podręcznikach do fotograficznych skonstruował lampy atelierowe. Z kilkudziesięcioletniej przenośnej sztalugi powstał kopfhalter - urządzenie do podtrzymywania głowy fotografowanego podczas długiego czasu ekspozycji (co było szczególnie przydatne, gdy fotografowało się nieboszczyków w pozycji siedzącej bądź stojącej).

Od początku 2017 w próbach uczestniczyła Dorota Morawetz, projektantka kostiumów. Najpierw na podstawie tego, co zobaczyła na próbach tworzyła kolaże, będące równocześnie projektami kostiumów, potem kolaże te materializowała w formę scenicznego ubioru łącząc różne fragmenty materiałów, gotowych części ubrań i różnych przedmiotów jednocześnie farbując je np. w herbacie, mnąc i znów prasując, a nawet zakopując w ziemię i odkopując - po to, aby nadać kostiumom specyficzny charakter wiecznego zużycia. Aktualnie eksponowane są one w Muzeum Śląskim w Katowicach.

Plakat - również w formie kolażu zaprojektował Jan Polewka.

Końcem lipca 2017, po półtorarocznym okresie prób, odbyła się premiera. Spektakl graliśmy blisko dwa lata, nie jest już w naszym repertuarze - można za to obejrzeć pełne nagranie wideo dostępne tu https://www.youtube.com/watch?v=tVGu77Unu0I&t=1099s
Zapewne dlatego, że spektakl - jako poświęcony fotografii, bardzo chętnie fotografowany był przez znakomitych artystów obiektywu (między innym przez Jacka Marię Stokłosę i Ilję van de Paverta). Kolekcję albumów zdjęć różnych autorów ze spektaklu "To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" można zobaczyć tutaj: https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums.Również na tej stronie dostępne jest kilka albumów poświęconych projektowi "Lekcje mediolańskie. Hommage a Tadeusz Kantor"

__
Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Wiesław Hołdys
Dziennik Teatralny
13 sierpnia 2020

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Proces
Pia Partum
19 stycznia 2019 roku na scenie pojaw...