Duchy są w teatrze. I wśród nas?

"Przyjazne dusze" - reż: Stefan Szaciłowski - Teatr Polski w Szczecinie

"Przyjazne dusze" - najnowsza sztuka Teatru Polskiego - ma być zabawną i wzruszającą próbą odpowiedzi na pytanie, czy to duchy towarzyszą nam w życiu, czy może to my jesteśmy dodatkiem do ich świata

O zaplanowanej na sobotę premierze opowiadali w poniedziałek w teatrze reżyser i aktorzy.

"Przyjazne dusze" Pam Valentine opowiadają o młodym małżeństwie, które wynajmuje dom pod Londynem. Mężczyzna zafascynowany jest twórczością pisarza, który wcześniej mieszkał w tym miejscu. Ów pisarz, wraz z żoną, zginęli tragicznie. Nie zostali jednak wpuszczeni do Królestwa Niebieskiego, bo literat był ateistą. Przez to w jednym domu mieszkają dwie pary: jedna żywa, spodziewająca się dziecka i borykająca się z codziennymi problemami, druga - zawieszona między światem ziemskim a niebem. Ci drudzy zdecydują się pomóc młodej parze. Choć żywi nie mogą ich zobaczyć, dotknąć ani usłyszeć, cała czwórka pomaga sobie nawzajem. Wszystko kończy się optymistycznie: duchy, przy dźwiękach ponadczasowego Mozarta, idą w zaświaty. Szczegółów fabuły i realizacji reżyser zdradzać nie chce - by nie psuć niespodzianki.

- To sztuka, o której trudno opowiedzieć - mówi Stefan Szaciłowski. - Nie jest tylko farsą czy komedią. Dla mnie samego to sztuka wyjątkowa. We wszystkich realizacjach, jakie robiłem dla Teatru Polskiego, pomagał mi scenograf Jan Banucha. Teraz go zabrakło [zmarł w listopadzie 2008 r. - przyp. red.], ale wierzę, że cały czas jest z nami. Jemu chciałbym tę sztukę poświęcić.

W "Przyjaznych duszach" występuje też anioł. Ale znacznie różni się od stereotypowych białych zjaw z aureolami. Jego znaczenie podobno jest kluczowe. Jaki będzie? To najbardziej strzeżona tajemnica ekipy.

- Mogę też powiedzieć, że warto, by panie wyposażyły się w wodoodporny tusz do rzęs - radzi reżyser. - Bo okazji do wzruszeń nie zabraknie.

Aktorzy też czekają na premierę.

- Najtrudniej było odtworzyć te dwa światy, które są od siebie niejako niezależnie - mówi Zbigniew Filary, który wciela się w rolę ducha. - Mówiąc musieliśmy udawać, że nie widzimy się nawzajem. Ale praca przy tej sztuce była też bardzo przyjemna. To opowieść o życiu, gdzie można tak zwyczajnie pogadać o wszystkim, bez nadęcia, bez sztuczności. Mamy nadzieję, że spodoba się widzom.

Anna Łukaszuk
Gazeta Wyborcza Szczecin
24 marca 2010

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...