Duchy

"Pomysłowe mebelki z gąbki", "Nie jedz tego! To jest na święta!", " Dzieci widzą duchy" - reż. Mariusz Grzegorzek

W każdym z trzech przedstawień aż gęsto od psychodelicznej atmosfery, prowokującej do myślenia o tym, co dla ludzi uwięzionych w doraźności pozostaje niedostrzegalne.

Spektakle Mariusza Grzegorzka – Pomysłowe mebelki z gąbki, Nie jedz tego! To jest na święta! i Dzieci widzą duchy – układają się w teatralny tryptyk. Łączą je kolażowa forma i eksperymentalny charakter. Dwa pierwsze z wymienionych przedstawień powstały jako dyplomy łódzkiej Filmówki zrealizowane na scenie Teatru Studyjnego, trzeci wyreżyserował Grzegorzek w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza.

Kompozycja widowisk oparta jest na swobodnym zestawianiu scen, nie tylko należących do rozmaitych wątków, ale poważnie różniących się pod względem estetycznym. Układ ów nie sprawia jednak wrażenia chaotycznego, ale starannie przemyślanego. Kojarzy się z kontrapunktem, który lepiej pozwala wybrzmieć najistotniejszym znaczeniom.

Bez wątpienia głównym twórcą tego autorskiego teatru jest sam Mariusz Grzegorzek, który niczym nieposkromiony demiurg nie ograniczył się do reżyserii, ale zajął się również dramaturgią, scenografią i światłem. Niemniej jednak równoprawnymi współautorami okazują się młodzi aktorzy: dyplomanci bądź niedawni adepci. Młodość, brawura i skłonność do improwizacji stanowią istotne składniki konwencji przyjętej przez reżysera (i pedagoga). Aktorzy dosłownie rozsadzają każde z przedstawień swoim potencjałem. Nieustannie obecni na scenie, ani na chwilę nie schodzą z wysokiego poziomu aktywności.

Pomysłowe mebelki z gąbki w dużej mierze składają się ze scen imitujących kolejne odcinki idiotycznego paradokumentu. Produkcję nie bez ironii zatytułowano Nabrzmiałe problemy, dzięki czemu widownia szybko się orientuje, że ogląda coś w rodzaju Trudnych spraw. Historia przedstawiona w Nabrzmiałych problemach oscyluje wokół trosk państwa Maluchów z Łodzi, których nastoletnia córka Sandra rozpoczęła seksualne współżycie ze swym kolegą Patrykiem. Aktorzy, grając w przerysowany, pastiszowy sposób, zamieniają się rolami w kolejnych scenach, w których Patryk opowiada Brajanowi o swoim powodzeniu, tudzież zazdrosna Sandra wdaje się w bójkę z Eweliną. Ale sekwencje te łatwo przechodzą do „metapoziomu", ukazującego aktorów poza planem filmowym, a więc niejako poza rolami. To zderzenie ich własnego piękna z tandetą telewizyjnej konwencji ma w widzach wzbudzać tęsknotę za autentyczną rzeczywistością, ukrytą pod warstwą popkulturowego pozoru.

Podążając tym tropem, zrozumiemy, czemu fragmenty Nabrzmiałych problemów reżyser poprzeplatał ze scenami ukazującymi huculskie obyczaje czy nawiązującymi do Andersenowskiej Dziewczynki z zapałkami. Błahość telenoweli skontrastowana została z wizją człowieka zależnego od sił przyrody, ale też i od ponadnaturalnego porządku. Płytkości cechującej kulturę popularną przeciwstawiony został fatalizm podnoszący nieszczęście do kategorii tragedii.

Podobny schemat konstrukcyjny został zastosowany w kolejnym przedstawieniu dyplomowym. Główny wątek spektaklu Nie jedz tego! To jest na święta! to „dokumentalny" serial Uprowadzona, ukazujący historię porwania nastolatki przez pedofila. W porównaniu do Mebelków Grzegorzek wybrał tym razem tonację znacznie bardziej serio, wydobywając z historii Suzi i Brajana (takie są imiona dziewczynki i jej czterdziestoletniego prześladowcy) pełen dramatyzm i niepokojącą problematykę. Niezwykle silne wrażenie robią motywy związane z osaczeniem Suzi przez pedofila, który aby uzyskać do niej nieograniczony dostęp, najpierw uwodzi jej matkę, a następnie wciąga ojca w homoseksualną relację. Inspirację stanowiła tym razem amerykańska produkcja Abducted in Plain Sight. Jako kontrapunkt posłużyły parodie telewizyjnych programów ukazujących wróżbitę, który odpowiada na pytania telewidzów, czy policjantów użerających się z pijanymi kierowcami. Dobrym pomysłem okazało się powierzenie jednemu z dyplomantów (brawurowo wypełniający to zadanie Dominik Mironiuk) roli wodzireja komentującego spektakl. Pozostali aktorzy nieustannie zamieniają się rolami. Porywacz już po chwili staje się tropiącym go detektywem, a Suzi przemienia się we własną naiwną matkę.

W spektaklu Dzieci widzą duchy wykorzystano między innymi pełen tajemniczej atmosfery Cień Edgara Allana Poego, ale przewodnim wątkiem jest nie mniej mroczny Krzak jałowca napisany przez braci Grimmów. Baśń ta opowiada o złej macosze (w tej roli bardzo przekonująca Elżbieta Zajko), która, odciąwszy pasierbowi głowę, przyrządza z ciała potrawę, aby nakarmić nią jego ojca. Istotną część spektaklu stanowią również niesamowite opowieści aktorów z dzieciństwa, przypominające o utraconej przez większość z nas wrażliwości czy umiejętności dostrzegania mniej oczywistych wymiarów.

Do wszystkich spektakli kostiumy zaprojektował Tomasz Armada. Ów absolwent łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych należy do najciekawszych projektantów mody, a inspiracje chętnie czerpie z ulicznego kiczu. Podkreślić jednak trzeba, że jego projekty to odważne kreacje podnoszące tandetne wzory do fantazyjnych form czy łączące ze sobą zjawiska tak odległe, jak sposób ubierania się dresiarzy z modą dawnych sarmatów.

We wszystkich spektaklach wykorzystano coś w rodzaju kostiumów roboczych, podkreślających laboratoryjny charakter przedstawień, a jednocześnie pozwalających na szybkie przeistoczenie w inną postać. W Mebelkach są to luźne, dwuczęściowe stroje, uszyte z ciemnoszarej dresówki i ozdobione odblaskowymi paskami. Na to – w zależności od scenicznych potrzeb – nakładane są kolejne warstwy kostiumu, wygrzebane w lumpeksie czy też nabyte na Bałuckim Rynku.

W Nie jedz tego! aktorzy przebrani są w kostiumy z białego, niewykończonego na brzegach płótna. Stroje te kojarzyłyby się z sielankową naturalnością, gdyby nie obleczono ich z zewnątrz przezroczystą folią. W odpowiednim świetle nabierają niesamowitego wyglądu, łącząc w sobie surowość lnu z syntetycznym połyskiem. Każdy z kostiumów zaopatrzony został w prostokąt z rzepów pozwalających na szybkie przypięcie napisu z imieniem aktora bądź postaci, w którą ten właśnie się wciela.

W spektaklu Dzieci widzą duchy funkcję roboczych strojów pełnią czarne brokatowe kombinezony, na które w scenach przedstawiających Grimmowski Krzak jałowca nakładane są niezwykle barwne patchworkowe kostiumy, jak gdyby uszyte z indyjskich narzut. Stroje te oszałamiają kolorami, a aktorskim sylwetkom nadają monumentalny charakter. Kojarzą się z cyrkiem, rosyjską baśnią, ale w jakimś stopniu i z estetyką teatru kathakali. Rozmaitość ubioru w tym spektaklu jest jednak jeszcze szersza. Obok brokatowych kombinezonów, wizjonerskich patchworków czy obszernych szat o antracytowej barwie (te pojawiają się w inscenizacji Cienia) aktorzy występują także w ubraniach wyglądających na wyciągnięte z ich prywatnych garderób.

Scenografia w obydwu dyplomach jest bardzo ascetyczna. I tu, i tu widzimy tylko krzesła, a dopiero w finalnej scenie Mebelków pojawią się jeszcze miednice z wodą, płócienne chusty i biała kurtyna, na której podczas wykonywania ballady Cztery mile za Warszawą aktorzy będą pozostawiać krwawe odbicia dłoni.

W przedstawieniu przygotowanym w Teatrze Jaracza Grzegorzek postanowił również postawić na scenograficzną prostotę, ale wykorzystał ją w zupełnie odmienny sposób, projektując coś w rodzaju lasu aluminiowych prętów, zwisających po obu stronach sceny. Konstruując tę metalową gęstwinę, reżyser zdołał na środku wydzielić przestrzeń posiadającą intrygującą głębię, zbliżoną w kształcie do wąskiej sceny Teatru Studyjnego. Lekkość materiału, z którego wykonano pręty, pozwoliła z kolei na łatwe wprawianie ich w ruch. Zaczarowany las drga nie tylko wówczas, gdy metalowymi konarami manipulują aktorzy, ale także wtedy, gdy musną je najmniejsze drgnienia powietrza. Dzięki temu uzyskujemy wrażenie, że przez scenę rzeczywiście przechodzą duchy.

Operowanie pozostałymi elementami scenografii jest dość oszczędne. W głębi ustawiono stół, w jednej ze scen wykorzystano ocynkowaną balię. W innej – rozgrywającej się w łódzkim McDonaldzie – foliowe dziecinne balony, skutecznie zagęszczające i ożywiające pustą przestrzeń. Warstwę wizualną współtworzą doskonale dobrane projekcje, poszerzające rzeczywistość wyczarowywaną na scenie. Surowe piękno gór będzie stanowić tło opowieści o huculskich wierzeniach, a psychodeliczne kombinacje barw i wzorów będą co i raz powracać w spektaklu Dzieci widzą duchy.

Z każdego ze spektakli zapadają w pamięć niezwykłe obrazy. Gdy przychodzi zainscenizować scenę śmierci w Dziewczynce z zapałkami, aktorzy w ciemnościach świecą ku nam ekranami smartfonów. Po obejrzeniu Nie jedz tego! trudno zapomnieć sekwencję zdetonowania bomby atomowej, podczas której w niepokojąco białym świetle aktorzy – grający obecnych przy eksplozji marynarzy – będą w zagłębieniach łokci chowali swoje twarze. Ogromne wrażenie wywołuje obraz z Krzaku jałowca, w którym do zwłok chłopca prowizorycznie zostaje przymocowana sztuczna głowa. Czerep ten obciągnięty jest białym materiałem, wyszywanym kolorowymi paciorkami. W formie krwawych smug zaznaczono oczy i usta. Ale niełatwo zapomnieć też scenę, w której Ojciec (Mikołaj Chroboczek) pożera ciało własnego syna. W rolę jego dziecka wcielił się Mateusz Więcławek, który nieomal całkiem nagi, w pozie Jezusa zdjętego z krzyża, spoczywa w ustawionej przed Ojcem blaszanej balii.

Ogromnym walorem spektaklu jest muzyka, pozwalająca wykonawcom na zaprezentowanie wysokich kompetencji wokalnych. Repertuar zaskakuje swoją rozpiętością. Obok utworu cokolwiek infantylnego (przedszkolna piosenka z uparcie przekręcanymi słowami: „Rolnik w sandolinie") czy pastiszowej wersji discopolowego przeboju („Fajną dupę masz, / Mogłabyś mieć taką twarz") pojawiają się śpiewy, których wykonanie wywołuje ciarki. W Mebelkach wykorzystano między innymi pieśń wojów Bolesława Krzywoustego. W Nie jedz tego! podczas mormońskich nabożeństw słyszymy tradycyjne polskie śpiewy religijne – między innymi pieśń Jest drabina do nieba. Z kolei po obejrzeniu spektaklu w Jaraczu w pamięci pozostaje melodia skargi zamordowanego chłopca. Za opracowanie muzyczne wszystkich trzech przedstawień odpowiada Leszek Kołodziejski, a za przygotowanie wokalne aktorów – Izabela Połońska.

Doskonale dopracowany jest ruch sceniczny. Widać to w scenie z amerykańskimi marynarzami (choreografia Darii Szymańskiej) czy w tańcu derwiszów wykorzystanym w inscenizacji Cienia, szczególnie jednak w balladzie Cztery mile za Warszawą (choreografia Mateusza Rzeźniczaka). Zapada w pamięć ów ruchomy obraz, gdy aktorki rytmicznie kołyszą się nad miednicami, a aktorzy tańczą, trzymając białe chusty.

Mimo estetycznych podobieństw każdy z elementów tryptyku posiada własną specyfikę. Na przykład w przedstawieniu Nie jedz tego! To jest na święta! twórcy zdecydowali się na przekroczenie granic pomiędzy sceną a widownią. Realizowane jest to poprzez próby wciągnięcia widzów do rozmowy czy przez prowokacyjne zachowania. Najbardziej błyskotliwy okazał się pomysł, kiedy Julia Szczepańska wychodzi z roli, dając pokaz aktorskiego załamania. Pozostali aktorzy próbują ratować koleżankę, a kiedy nie przynosi to rezultatów, jeden z nich prosi o pomoc widownię. Umiejętnie zmanipulowani dajemy się wciągnąć w rytmiczne wykonywanie oddechów i gestów. Zaskoczona aktorka patrzy na nas z coraz to większym rozbawieniem, aż w końcu przekłuwa całą sytuację pytaniem: „Ale co wy właściwie robicie?".

Prowokacyjna forma, zmierzająca ku rozbiciu teatralnych konwencji, wydaje się zaskakującym wyborem w przypadku spektakli dyplomowych. Paradoksalnie jednak plątanina form i wątków opiera się na precyzyjnej, jak to u Grzegorzka, konstrukcji. Eklektyzm pozwala zaś dyplomantom na ukazanie wszechstronności ich przygotowania.

Jakkolwiek analizowany tu tryptyk daleki jest od wpisywania się w dyskurs polityczny, to jednak takowego nie omija. W Mebelkach dwie strony polskiego sporu przekrzykują się przed nieodsłoniętym jeszcze pomnikiem. Podczas gdy jedni wrzeszczą: „Kon-sty-tu-cja", drudzy wydzierają się: „Pro-wo-ka-cja". Obydwa hasła zagłuszają się, plączą, aż wreszcie wyraźnie zaczynamy słyszeć, że z całej tej kakofonii wyłania się okrzyk: „Go-ła-du-pa".

Komentarz wobec rzeczywistości politycznej, społecznej czy kulturowej jest w spektaklach Grzegorzka co najwyżej punktem wyjścia. Rodzajem trampoliny pozwalającej na odbicie się od spraw przyziemnych i wzniesienie się z całym impetem w wyższe wymiary rzeczywistości. Nieprzypadkowo w każdym z trzech przedstawień aż gęsto od psychodelicznej atmosfery, prowokującej do myślenia o tym, co dla ludzi uwięzionych w doraźności pozostaje niedostrzegalne.

Nieprzypadkowo też w całym tryptyku reżyser wykorzystał strukturę intermedialną i metateatralne środki służące rozbiciu scenicznej iluzji. Zauważmy, że każde z tych przedstawień nieustannie podlega autodekonstrukcji. Dzięki temu doskonale udało się sportretować skeczowatą fragmentaryczność dominujących dziś narracji. Reżyser poszedł jednak jeszcze dalej. Od kabaretowej konwencji śmiało poprowadził nas ku epatującemu okrucieństwem tragizmowi, wskazując, że rzeczywistość tak naprawdę nie jest śmieszna, ale głęboko przerażająca. W ten sposób teatr Grzegorzka wypełnia rolę, o której większość reżyserów zdaje się zapominać. Próbuje uświadomić widzom, że są tak naprawdę uwięzieni w pozorze rzeczywistości, stanowiącym nawarstwienie rozmaitych jej imitacji.

Paradoksalnie teatr, sam funkcjonujący jako symulacja, staje się miejscem, w którym mamy szansę obudzić się ze snu, uświadomić sobie naszą prawdziwą naturę.

Patryk Kencki
Teatr Pismo
23 czerwca 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...