Dusza w nadmiarze

„Kaligula" – reż. Robert Czechowski – Teatr Polski we Wrocławiu

„Ludzie umierają i nie są szczęśliwi – taka jest prawda!" woła główny bohater spektaklu, wystawianego na deskach wrocławskiego teatru, próbując przeciwstawić się wszechobecnej obłudzie, zakłamaniu i gloryfikacji ładnych opakowań.

„Kaligula" w wersji Roberta Czechowskiego to niezwykle poruszający obraz współczesnego wrażliwego młodego człowieka, który pragnie zmian, który widzi szerzej, myśli i czuje inaczej niż wszyscy, i przez to pozostaje wyobcowany. Twórcy spektaklu, biorąc na warsztat dramat A. Camus, snują refleksję na temat fundamentalnych pytań, jakie od wieków zadają sobie ludzie: skąd się bierze cierpienie czy istnieje Bóg, jaki jest sens życia?

Kaligula, cesarz rzymski, znika po śmierci swojej siostry, a zarazem kazirodczej ukochanej, Druzylli. Gdy wraca, jest zupełnie odmienioną osobą – zapowiada rządy dziejące się wbrew logice i oparte na okrucieństwie. Upokarzani i prześladowani patrycjusze zawiązują spisek, by uchronić siebie i swoje dobra przed cesarzem – szaleńcem. W ostatniej scenie dramatu cesarz zostaje zamordowany.

I rzeczywiście – fabuła wrocławskiego spektaklu w dużym stopniu pokrywa się z interpretacją losów cesarza Kaliguli, zaproponowaną przez A. Camus. Jednak wnikliwy obserwator szybko zorientuje się, że niewiele na scenie z antycznego świata. Dekoracje, stroje, muzyka na wskroś przesiąknięte są współczesnością. Uwspółcześniony zostaje również tytułowy bohater (w tej roli rewelacyjni – Hubert Kowalczys i Paweł Wydrzyński). Zarówno wygląd zewnętrzny jak i charakter postaci (sposób wyrażania siebie, język) zdecydowanie bardziej przypominają nam postmodernistycznego buntownika niż antycznego władcę. Wrocławski Kaligula to młody chłopak, naznaczony trudnymi doświadczeniami. Moglibyśmy powiedzieć – „po przejściach". Wszystko, co go spotkało, sprawia, że jego poglądy zaczynają się radykalizować. W nic nie wierzy, w niczym nie pokłada nadziei. Ma wiele pytań, na które właściwie trudno znaleźć odpowiedź. Religia, bogowie, sztuka, dobra materialne zupełnie tracą na znaczeniu, a może nawet nie istnieją? Pewnikiem jest tylko śmierć. Wobec narastającego poczucia beznadziei bohaterowi pozostaje jedynie bunt. Jednak i on okazuje się mało skutecznym działaniem.

Kaligula skonstruowany przez Roberta Czechowskiego to postać niezwykle złożona, wielowarstwowa. W spektaklu ukazana jest w dwóch osobach, uwypuklając jeszcze to, jak wiele skrajnych emocji może mieścić się w jednej istocie. W bohaterze dużo jest refleksyjności, zadumy, niemego cierpienia. Zupełnie tyle samo jest w nim złości, krzyku, buntu, rozgorączkowania i rozedrgania. Te dwie wykluczające, zdawałoby się, postaci we wrocławskiej produkcji tworzą komplementarną całość. Od artystów wcielających się w Kaligulę trudno oderwać wzrok – każde spojrzenie, każdy gest ma tutaj znaczenie. Szybko możemy zorientować się, jak wiele wrażliwości jest w tym młodym mężczyźnie.

Przeżycia wewnętrzne, rozdarcie emocjonalne i złożoność osobowości Kaliguli wyeksponowano w spektaklu za pomocą ruchu scenicznego. Choreografia Piotra Mateusza Wacha to jeden z najjaśniejszych punktów wrocławskiej produkcji. Każdy ruch tancerzy na scenie jest odbiciem wewnętrznego stanu głównego bohatera i zapewnia niezapomniane artystyczne wrażenia. Całości dopełnia muzyka, opracowana przez Jakuba Psuja – mroczna, przeszywająca, niepozwalająca usiedzieć wygodnie w fotelu.

Propozycja Roberta Czechowskiego pozostaje z nami na długo po tym jak gasną ostatnie światła na scenie. Emocje, „rozsadzające" ciało głównego bohatera, zaczynają odzywać się w nas, zmuszając do refleksji nad fundamentalnymi, ontologicznymi pytaniami.

Dokąd zmierza świat? Kim my w tym świecie jesteśmy? I co z jednostkami, które mają duszy w nadmiarze?

Martyna Zielonka
Dziennik Teatralny Kielce
21 kwietnia 2021

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia