Dużo spektakli robię z przyjaźni

rozmowa z Maciejem Wojtyszką

Rozmowa z Maciejem Wojtyszką, pisarzem, reżyserem filmowym i teatralnym, jurorem podczas XI edycji festiwalu "Interpretacje".

Tomasz Klauza: Znajdujemy się w budynku, w którym kilka lat temu miała miejsce prapremiera Pańskiej sztuki „Chryje z Polską”. Jakie to było przedstawienie?

Maciej Wojtyszko:
Dla mnie – niezwykłe, ponieważ powstawało w ścisłej współpracy z reżyserem, czyli Bogdanem Toszą. Role Mariusza Bonaszewskiego, Aliny Chechelskiej i reszty zespołu wydawały mi się doskonałe. Nawiasem mówiąc, aktorzy w trakcie pracy nad spektaklem zamawiali u mnie korekty, więc ja po prostu dopisywałem sceny. Nie jestem obiektywny, ale uważam, że to było świetne przedstawienie. W 2007 roku zrobiłem również własną wersję tej sztuki dla Teatru Telewizji.

T. K. : Po wielu latach ma Pan okazję spotkać się z Tadeuszem Bradeckim – dyrektorem artystycznym Teatru Śląskiego i odtwórcą roli Jeszui w Pańskim „Mistrzu i Małgorzacie”… 

M. W. :
To fantastyczny reżyser i znakomity aktor. Dobrze trafiłem, obsadzając Tadeusza w roli Chrystusa. Szukałem kogoś niezwykłego, sprawiającego wrażenie osoby nie tylko dobrej, ale również skłonnej do męczeństwa. (śmiech) Co nie znaczy, że twierdzę, iż dyrektorowanie Teatrem Śląskim jest męczeństwem… 

T. K. : W Pańskiej twórczości z zaskakującą regularnością pojawiają się opowieści o ludziach teatru – „Komediant”, „Szalbierz”, „Garderobiany”, „Bułhakow”, „Słoneczni chłopcy”, Bałucki w „Całe życie głupi”… 

M. W :
Ta prawidłowość jest zrozumiała z kilku powodów. Po pierwsze – ja już w wieku czternastu lat biegałem po teatrze i malowałem dekoracje. Stąd pewnie ta potrzeba, by o tym opowiadać. Poza tym twórcy - jako specjalna odmiana ludzi, przeżywająca być może większe stresy i huśtawki emocjonalne niż inni – są znakomitym zwierciadłem rzeczywistości. 

T. K. : Wraca Pan również do pewnych przedstawień – wystarczy wspomnieć choćby „Kandyda” czy „Awanturę w Chioggi”…

M. W. :
„Awanturę w Chioggi” robiłem dwa razy – do spółki z Waldemarem Śmigasiewiczem i samemu. Nazwałbym to takim badaniem terenu teatru. Podobnie z „Kandydem” – autorem jednej z wersji jest Krzysztof Orzechowski, dyrektor Teatru im. Słowackiego. O ile Goldoni jest jedynie świetnie napisanym scenariuszem literackim, o tyle do „Kandyda” mam ogromny sentyment. Tam są piosenki mojego autorstwa, ta wersja wydaje się bardzo uniwersalna – na dowolną ilość aktorów (od siedmiu do piętnastu). Jest w tym pewien potencjał, ale raczej skończy się na tych czterech przedstawieniach. 

T. K. : Na koniec chciałbym zapytać o przygodę z teatrem piosenki – czyli o „Dwoje na jednośladzie” z tekstami Jana Wołka, artysty, który potrafi pisać niezwykle zabawnie dla innych wykonawców, ale na płycie „Trzeciorzęd” – z autorskimi wykonaniami piosenek – bywa brutalny i bezlitosny… 

M. W. :
To przedstawienie było efektem mojej wieloletniej przyjaźni z Jankiem. Niezwykle cenię sobie Wołka jako gorzkiego liryka, podziwiałem jego piosenki. Sporo swoich projektów zrealizowałem m.in. właśnie po to, by spotykać się z ludźmi, do których mam słabość. Również mój spektakl o autorze „Grubych ryb” był wyznaniem miłości do Teatru im. Słowackiego. 

T. K. : Dziękuję bardzo za rozmowę. 

Rozmawiał Tomasz Klauza
Dziennik Teatralny Katowice - Gazeta Festiwalowa
12 marca 2009
Portrety
Maciej Wojtyszko

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia