Dwa spojrzenia

"Hotel pod Wesołym Karpiem" - reż. Joseph Hendel - Teatr im. A. Fredry w Gnieźnie

Kiedy patrzy się na zdjęcie pt. ,,Mieszkańcy" z cyklu ,,Pozytywy" Zbigniewa Libery, nie jest łatwo dostrzec od razu grozę wpisaną w ten obraz. Dopiero drugie spojrzenie odkrywa przed odbiorcą kontekst. W fotografii dostrzegamy nie tylko grupę uśmiechniętych ludzi, ale także druty ogrodzenia oraz kompozycję, którą dobrze znamy ze zdjęć dokumentujących obozy zagłady. W podobnej sytuacji odbiorczej znajduje się widz teatralny, oglądający spektakl ,,Hotel pod Wesołym Karpiem" w gnieźnieńskim teatrze.

Akcja dramatyczna rozgrywa się w podupadającym hotelu w Oświęcimiu, którego właścicielka – Basia (Iwona Sapa) postanawia ratować się od bankructwa i stworzyć ,,Hotel pod Wesołym Karpiem" – miejsce dedykowane żydowskim turystom. Sama postać sprytnej, przedsiębiorczej kobiety jest pełna energii, szczególnie w interakcji z kochankiem – Leszkiem (Maciej Hązła) – byłym skinheadem z żydowskimi korzeniami. Warci uwagi wydają się także bohaterowie wykreowani przez aktorów grających gościnnie w Teatrze Fredry. Typowa, ,,amerykańska'' babcia oraz młody, ,,amerykański" Żyd – Gargemoszel (Sebastian Perdek) to postaci na wskroś stereotypowe, ale niewątpliwie zagrane z talentem komediowym oraz ciepłym humorem. Zbyszek - typowy dwudziestoletni Polak z poglądami mocno prawicowymi, zanurzony w popkulturze, ubrany w dres, stanowi udaną kreację aktorską Karola Kadłubca. Jego przekonania ulegają gwałtownej zmianie, gdy zaczyna pałać uczuciem do Ryfki (Anna Pijanowska) – pięknej, młodej Żydówki, mówiącej po polsku z perfekcyjnie amerykańskim akcentem. W dość skomplikowanej akcji dramatu pojawia się oczywiście także motyw skarbu, kosztowności żydowskich, ukrytych w hotelu Basi oraz pytanie o to czy w tak ksenofobicznym kraju jak Polska można stworzyć miejsce, w którym mogą symbiotycznie funkcjonować ze sobą Polacy i Żydzi.

Czteroaktowa struktura, świetnie napisanej pod względem dramaturgicznym, sztuki Josepha Hendla, mimo galopującej akcji, jest niezwykle klarowną, teatralną konstrukcją. Ważnym jej elementem są kuplety, które wprowadzają kolejne akty – świetnie zaśpiewane przez aktorów. Warstwa muzyczna, intensywne barwy oświetlenia oraz scenografia to mocne strony przedstawienia. Ważna jest też bliskość sceny i widowni, odbiorcy siedzą w zasadzie na scenie. Brak dystansu pomiędzy aktorami a widzami, sprawia, że łatwiej poczuć klimat kipiącego od emocji hotelu. Scena to przestrzeń, która przypomina trochę bar, trochę recepcję ubogiego hotelu. Nieco zaniedbana, z nachyloną pod kątem podłogą, kryje w sobie tajemnicę.

Komedia autorstwa i w reżyserii Josepha Hendla, stanowi ciekawą próbę zmierzenia się z kwestią stosunków polsko-żydowskich. Teksty dramatyczne choćby Małgorzaty Sikorskiej - Miszczuk (,,Walizka", ,,Burmistrz"), Piotra Rowickiego (,,Mykwa"), Tadeusza Słobodzianka (,,Nasza Klasa") i ich sceniczne realizacje przyzwyczaiły polskiego odbiorcę raczej do poważnego rozliczania się z traumą Zagłady, problemem pamięci, odpowiedzialności, winy. ,,(A)pollonia" w reż. Krzysztofa Warlikowskiego penetrowała bardzo głęboko, dotkliwie te kwestie. Natomiast ,,Hotel pod Wesołym Karpiem" amerykańskiego dramatopisarza, w swojej strategii i środkach raczej przypomina dziewiętnastowieczną komedyjkę pt. ,,Żyd w beczce" (autorstwa Aleksandra Ładnowskiego lub Alojzego Żółkowskiego – nie jest to do końca pewne). Mam tu na myśli przaśność, farsowość humoru oraz wulgarność tekstu, który pada z ust postaci. Jednak być może jest to konsekwencja zewnętrznego spojrzenia Josepha Hendla, który nie czuje konieczności wpisania się w główny nurt, ton, towarzyszący mierzeniu się z Holocaustem w polskim teatrze. Z jednej strony, ciekawa wydaje się kwestia aluzji, dotyczących polskiego życia społeczno-politycznego wpisanych w dramat. Parokrotnie ze sceny pada nazwisko Kukiza, nawiązania do wyniku niedawnych wyborów parlamentarnych, a w finale mamy bardzo czytelne odniesienie do sprawy spalenia kukły symbolizującej postać Żyda we Wrocławiu. Z drugiej zaś, Hendel krytycznie odnosi się do współczesnej polityki Państwa Izrael, jako agresora w wojnie z Palestyną. Ogólnie można stwierdzić, że dostaje się wszystkim, choć może najbardziej widzowi, który w scenie parabazy jasno i bezpośrednio zostaje nazwany antysemitą. Czy aby na pewno bezpodstawnie?

Komizm wpisany w tekst ,,Hotelu pod Wesołym Karpiem" niewątpliwie działa. Czy jednak, spoglądając po raz drugi na ten spektakl, widz odnajdzie pod warstwą humoru możliwość zmierzenia się z traumą i winą oraz z własnym antysemityzmem? Tu mam wątpliwości.

Agata Łukaszewicz
12 grudnia 2015
Portrety
Joseph Hendel

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia