Dwoje na huśtawce

"Kruk z Tower" - reż. Aldona Figura - Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

Rodzina po przejściach, rodzina jakich coraz więcej, zdekapitowana, w tradycyjnym rozumieniu jej hierarchii, po śmierci ojca. Narasta atrofia relacji. Dysfunkcja rodzi depresję. Obojga. Alienujący się, zbuntowany, praktycznie niewychodzący ze swojego pokoju, konsekwentnie umykający w komputerowe refugium, wrażliwy Syn.

Zdesperowana w próbach dotarcia do niego Matka, coraz bardziej zaniepokojona brakiem przyjaciół i dziewczyny w jego otoczeniu, podejrzewająca dziecko o homoseksualizm, zderzająca się z murem milczenia, przetykanym niechętnie wypowiadanymi półsłówkami, równoważnikami zdań, oschłymi i zimnymi, przerażona niemożnością przełamania bariery obcości. Zdeterminowana w dążeniu do zmiany wpada na zwodniczo genialny pomysł, wchodząc w wirtualny świat syna pod postacią atrakcyjnej równolatki. Niewinna zdawałoby się intryga, podjęta z uczciwych z pozoru intencji, przekształca się rychło w pułapkę beznadziejnego uwikłania, potrzask wymykających się spod kontroli emocji i uczuć, matnię lichej manipulacji, prowadzącą do tragicznego finału.

Andriej Iwanow, niespełna czterdziestoletni dramaturg urodzony w Rosji, a mieszkający w Mińsku, napisał sztukę o sieci, posługując się jej językiem. Rzecz jest w stylistyce semantycznych kondensatów, wciskanych w ciasne ramy mediów społecznościowych, gdzie trzeba walczyć o uwagę lapidarnością przekazu, brutalnie ociosując myśli z bogactwa znaczeń w dążeniu do lakoniczności. Ma być konkretnie, jak to się dziś z uporem godnym lepszej sprawy powtarza. Iwanow znakomicie zaadoptował sieciowy slang na potrzeby teatru, uwypuklając nęcącą skrótowość, koegzystencję fraz z emotkami, infantylnymi buźkami coraz częściej wypierającymi litery wiązane w słowa w funkcji wyrażania uczuć. Momenty, w których aktorzy dekodują je za pomocą wypowiadanych wyrazów, demaskując ich znaczeniową miałkość, należą do najciekawszych w całym spektaklu.

Jest „Kruk z Tower" w sporej mierze refleksem, katalizowanego przez rewolucję w komunikacji międzyludzkiej, silnego jak nigdy buntu pokoleń. Tradycyjny model rodziny, w której mądrość życiowa przechodzi z rodziców na dzieci, jest bezlitośnie anihilowany przez triumfujące technologie nowej ery, sprawiające, że wiedza, niegdyś skondensowana w przekazach matki, ojca, nauczycieli oraz mentorów i mistrzów, jest dostępna w sieci, pozwalając szybko budować własne uniwersum z cząstek rozproszonych, przy jednoczesnym niedostatku narzędzi i metod jej weryfikacji. Konstatujemy, z narastającym lękiem, że po raz pierwszy w dziejach gatunku pokolenie dzieci jest silniejsze już na starcie, objaśniając świat rodzicom, nieporadnym w gąszczu nowych technologii.

Iwanow z dużą precyzją i konsekwencją, nie zapominając o prostocie, buduje dramat uwikłania w wirtualne środowisko. Przestrzeń ułudnie przyjazną, zapewniającą anonimowość, pozwalającą cieszyć się iluzją kontroli nad rozdwajaniem własnej osobowości, funkcjonowaniem w światach równoległych, zabawą w Boga. Pisze o uleganiu urokom pajęczyny, gdzie nieskrępowana wolność ekspresji pod bezpiecznym nickiem może stać się pułapką manipulacji, z której, po minięciu niezauważalnego punktu bez powrotu, nie ma już uczciwego wyjścia. Sieć, jak każdy wytwór człowieka, jest tylko doskonałą formą odzwierciedlenia niedoskonałości ludzkiej natury, niczym więcej. Można i trzeba w „Kruku" dostrzec Fedrę, Edypa i Fausta trzepoczących w sieci, bezradnie czekających na wybawienie, które już nie może nadejść. To wstrząsające i groźne memento. Pakt został zawarty, może bezwolnie, a na pewno bezrefleksyjnie, lecz jest już za późno, bo jak powszechnie wiadomo - pacta sunt servanda.

W inscenizacji Dramatycznego trzeba też docenić trzymającą w napięciu narrację psychologicznego thrillera, kreację Katarzyny Herman w roli Matki, niepotrafiącej na czas dostrzec śmiertelnej pułapki, w jaką wpędza siebie i swoje dziecko oraz Konrada Szymańskiego fascynująco interpretującego nieuchronnie narastającą emocjonalną przepaść między nimi. Na uznanie zasługuje udanie koegzystująca z treścią sztuki scenografia, zbudowana na wyrazistości dwóch elementów – klatki i huśtawki, podkreślająca czytelną metaforą przekaz dramatu. Tragedii starej jak świat, o ludziach będących tak daleko i tak blisko zarazem, którzy niechętnie słuchają słów i myśli innych niż własne. Do czasu, kiedy pozostaje tylko dręcząca świadomość, że wokół nie słychać już nikogo poza sobą.

Ktoś kiedyś stwierdził - w sieci nic nie ginie. Giną za to ludzie sieci...

Tomasz Mlącki
Dziennik Teatralny Warszawa
7 września 2021
Portrety
Aldona Figura

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...