Dynamiczny Hamlet

"Hamlet" - reż. Tadeusz Bradecki - Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy

Zasadnicze pytanie, które przy każdej inscenizacji dramatu Williama Szekspira jest stawiane, brzmi: kim naprawdę jest Hamlet oraz dlaczego popada w obłęd? I czy na pewno jest obłąkany, czy tylko udaje? A jeśli udaje, to w jakim celu? Czy jest to rezygnacja z odpowiedzialności za ewentualne zajęcie zdecydowanej postawy w konkretnej sytuacji, w jakiej znalazł się po śmierci ojca i rychłym ślubie matki ze stryjem Hamleta? Czy szaleństwo Hamleta jest ucieczką od konieczności opowiedzenia się po którejś ze stron, tzn. sprzeciwu wobec stryja i matki albo pogodzenia się z sytuacją, w której funkcjonuje jako przyszły następca tronu (po Klaudiuszu)?

Pytania można mnożyć. Czy przybranie postawy szaleńca jest przemyślane i zaplanowane w celu dokonania zemsty na stryju za śmierć ojca? A może Hamlet, pragnąc wypełnić zadanie powierzone mu przez Ducha ojca, musi udawać obłęd, by odwrócić od siebie wszelkie podejrzenia? Lub też nałożenie nań przez Ducha ojca obowiązku pomszczenia jego śmierci przerosło możliwości Hamleta, i to nie z powodu tchórzostwa, lecz z powodu jego wrażliwości, więc zwątpił w wykonanie owego zadania? Tym bardziej że ma świadomość stojących na drodze do realizacji owej pomsty zewnętrznych trudnych okoliczności, jak na przykład brak zaufania do otoczenia i zdrady ze strony Gertrudy, jego matki, trzymającej stronę Klaudiusza, jej obecnego męża i stryja Hamleta. Albo też szaleństwo Hamleta jest jego buntem wobec świata, którego morale nie akceptuje.

Jak widać, motywacji zachowań Hamleta może być wiele. Zarówno realnych, jak i hipotetycznych. Ta wielość interpretacji utworu wynika z możliwości oferowanych przez tekst i konstrukcję postaci Hamleta, w której tkwią założone przez Szekspira niedopowiedzenia. Hamlet jest w pewnym sensie postacią tajemniczą. A przy tym głębia i bogactwo osobowości wpisane w tę postać przez Szekspira wymagają od artysty bogatej osobowości ludzkiej i aktorskiej, potrzebnej do ukazania stanu ducha bohatera. To niełatwa rola do zagrania.

W inscenizacji Tadeusza Bradeckiego na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie rola Hamleta została powierzona Krzysztofowi Szczepaniakowi. To utalentowany młody aktor, dotąd obsadzany w rolach zupełnie innego kalibru, o wiele lżejszego, w spektaklach muzycznych, także komediowych i z pogranicza komedii. Jeszcze na etapie Akademii Teatralnej zwrócił na siebie uwagę swoją znakomitą predyspozycją ruchową w spektaklach z dużą dozą tańca. Hamleta Krzysztof Szczepaniak buduje właściwie na dużej emocji, porywczości i sporej ruchliwości sylwetki, co, zdaje się, wynika z osobowego, ludzkiego temperamentu aktora. Tworzy to pewną dynamikę postaci i podnosi dramaturgię całego spektaklu, zwłaszcza w scenach, gdzie Hamlet wchodzi w relacje z innymi bohaterami. Szkoda tylko, że czasami na twarzy aktora brak odzwierciedlenia wewnętrznego rozdarcia, które Hamlet przeżywa. No i chwilami zawodzi dykcja.

Natomiast Klaudiusz w wykonaniu Macieja Wyczańskiego jest, jakby go nie było. "Wycofany"? Większej wyrazistości postaci w niektórych scenach oczekiwałabym od Anny Moskal grającej matkę Hamleta, Gertrudę, choć w scenie spotkania z Hamletem jest znakomita. Niestety, nieudana rola Ofelii w wykonaniu Martyny Byczkowskiej kładzie się cieniem na trochę tajemniczy, interesujący (u Szekspira) wątek relacji Hamleta i Ofelii. Taka oto nijaka Ofelia nawet przez chwilę nie może budzić uczuciowych zainteresowań Hamleta. Stąd jego słynne słowa: "Ofelio, idź do klasztoru", tutaj skłaniają widza jedynie do śmiechu, wbrew intencji autora tekstu. Jest za to świetna, choć nieduża rola Adama Ferencego jako Pierwszego aktora, a także Grabarza. Przekonuje też Poloniusz Mariusza Wojciechowskiego.

Przedstawienie Tadeusza Bradeckiego ogląda się z prawdziwym zainteresowaniem. Jest rzetelnie wyreżyserowane, ma właściwe tempo i rytm, przejrzystą, czytelnie prowadzoną narrację. Inscenizacja, można powiedzieć, tradycyjna, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Reżyser całkowicie zaufał Szekspirowi, pozostając wierny literze tekstu. Okazuje się, że można. Spektakl grany jest w nowym tłumaczeniu Piotra Kamińskiego. Niestety, z kilkoma wulgaryzmami. Po co?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
14 lutego 2019
Portrety
Tadeusz Bradecki

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...