Dyplom na piątkę z plusem

"Ubu Król, czyli Polacy" - reż. Jerzy Stuhr - PWST w Krakowie, Wydział Teatru Tańca w Bytomiu

„Ubu król czyli Polacy" to niezwykle inspirujący tekst, który chętnie bywa wykorzystywany przez reżyserów. Przez lata budził wiele emocji, a inscenizacje sztuki wywoływały skandale. Tym razem po dramat Alfreda Jarry'ego sięgnął Jerzy Stuhr, aby wraz ze studentami bytomskiego Wydziału Tańca PWST przedstawić sztukę w nowej odsłonie.

17 października 2014 roku na deskach Bytomskiego Teatru Tańca i Ruchu Rozbark młodzi adepci sztuki teatralno-tanecznej, w ramach pokazu dyplomowego zaprezentowali publiczności zgromadzonej w dawnej cechowni KWK „Rozbark" niebanalny pokaz. Choć dramat „Uby Król czyli Polacy" powstał w 1888 roku, a pierwszy spektakl odbył się w Paryżu w 1896 roku, to dziś tekst wydaje się być niezwykle aktualny. Wszystko to za sprawą reżyserii oraz intrygującej aranżacji scenariusza. Ten popularny tekst kultury doczekał się dwukrotnie ekranizacji: w wersji czeskiej z 1996 roku w reżyserii Františzka Antonín Brabec i polskiej z 2003 roku w reżyserii Piotra Szulkina, z tytułowymi rolami Jana Peszka oraz Katarzyny Figury.

Spektakl „Ubu król czyli Polacy" w reżyserii Jerzego Stuhra niewątpliwie nawiązuje do szekspirowskiego „Makbeta", jednakże stanowi jego trawestację. Miast dumnej i zaborczej, aczkolwiek arystokratycznej Lady Makbet oczom widzów ukazuje się zapuszczona Ubica, będąca zaprzeczeniem szlacheckiego stylu życia i wcieleniem kloszardowej odmiany bon vivanta nieskorego do częstych kąpieli. Niespełniona kobieta namawia swego małżonka, by sięgnął po władzę, zgładził króla i zajął jego miejsce. Ubu rozochocony wizją idylli, roztaczanej przez swą małżonkę postanawia wcielić jej plan w życie przy pomocy rotmistrza Bardiora, a następnie pozbyć się go niczym Makbet- Banka. Plan wydaje się być doskonały, aczkolwiek jego realizacja przynosi wiele trudności.... Natomiast sam Ubu - król, nazywany wielkim finansistą przypomina nieco Ludwika XVI, prowadzącego państwo na skraj upadku. Konsekwentnie pogrąża kraj w chaosie, ustanawiając własne sądy i egzekwując osobiście wygórowane podatki. Po dojściu Ubu do władzy w państwie zapanowała ubukracja naznaczona krwią i łzami poddanych obdzieranych z majątku. Kraj przemienił się w prawdziwe grówno!

Dyplomowe przedstawienie zaprezentowany przez studentów WTT naszpikowane jest nawiązaniami do aktualnej sytuacji politycznej. Występuje tu także plejada znakomitych pomysłów inscenizacyjnych, gagów i zaskakujących zwrotów akcji. Symboliczna wojna Polski z Rosją ma miejsce na terytorium Ukrainy. Mapa, za pomocą której Ubu wytycza strategię wojenną przedstawia terytorium wschodniego sąsiada Polski z zaznaczonym na czerwono Krymem, co budzi oczywiste skojarzenia. Ubu wraz ze swoim wojskiem ustala strategię, lecz niespieszno im do wojaczki. W myśl maksymy „spiesz się powoli", Polacy przed starciem udają się na obfity obiad. Żołnierze obu wojsk ubrani są w odblaskowe kamizelki, typowe dla współczesnych służb porządkowych, czy pracowników budowlanych.

W spektaklu wykorzystano pomysły zaczerpnięte z teatru elżbietańskiego. Jak wiadomo, w teatrze doby Szekspira nie wykorzystywano bogatej scenografii, ani dekoracji. Natomiast wszelkie niedopowiedzenia dotyczące na przykład miejsca akcji uzupełniano napisami. Podobna sytuacja ma miejsce w inscenizacji „Ubu króla", kiedy to armia samozwańczego ubukraty maszeruje przez scenę z transparentem, na którym widnieje napis: „Armia polska maszerująca przez Ukrainę". W sztuce nie brakuje także zabawnych rozwiązań choreograficznych i inscenizacyjnych. Zamiast prawdziwej potyczki dwóch wrogich armii, mamy groteskową rozgrywkę w „żywe" piłkarzyki. Innym humorystycznym akcentem są przerysowane drgawki przedśmiertne królowej Rozamundy, odgrywającej scenę konania rodem z niemej burleski, czy komedii slapstickowej. Co więcej, w inscenizacji występują również nawiązania do współczesnych przekazów audiowizualnych jak np. dobra ziemskie szlachty spisane na papierze toaletowym, czyli stylizacja na reklamę papieru toaletowego FOXY, której głównym bohaterem jest młody Amadeusz Mozart, zapisujący komponowaną przez siebie muzykę na niczym innym jak papierze używanym w zaciszu toalety. Natomiast jeden z braci Byczysława melduje mu po swej śmierci, że on wraz z drugim bratem zostali zabici, co przypomina scenę obecną w „Gwiezdnym pyle". Reżyser odwołuje się także do innych tekstów kultury popularnej, takich jak Gwiezdne Wojny (świetlny miecz). Natomiast Byczysław wkraczając tanecznym krokiem na arenę wydarzeń, pokonuje spiskowców niczym wytrawny karateka. Czyżby jego pierwowzorem był King Bruce Lee - ikona amerykańskiego kina akcji? Patrząc na tę jakże barwną postać w scenie walki, w myślach można dodać podkład muzyczny Franka Kimono „King Bruce Lee Karate Mistrz". Nie zabrakło tu i stadionowych prześpiewek, czy ludowych pieśni np. zespołu Górale. Nadejściu wojsk cara towarzyszą słowa doskonale znanej piosenki „Kalinka", pełniącej od 1868 roku rolę oficjalnej pieśni ludowej. Natomiast po niepowodzeniu na wojnie z Rosją, Ubu wracający niczym Napoleon po przegranej bitwie o Moskwę, podśpiewuje sobie „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało".

W realizacji dramatu widać tylko jedną nieścisłość, którą można zarzucić Jarry'emu. Chodzi tu o kwestię „miecz przeznaczenia", który nie zaznał spokoju, gdyż Byczysław pomimo polecenia wydanego przez mitycznego założyciela rodu, rycerza Mateusza, nie zgładził Ubu, aby pomścić swojego ojca i braci. Stało się tak dlatego, że Ubu wraz z żoną uciekł w góry, a następnie na statku przedostał się do odległej Hiszpanii.

Całość jest doskonale przemyślana i stanowi miłą dla ucha i oka pouczającą rozrywkę. Choć brak tu scenografii, oko może uchwycić wiele pięknych kadrów. Scenografię tworzą aktorzy scen zbiorowych, stanowiący piękne tło głównej akcji. Na uwagę zasługuje rewelacyjna rola Ubu, któremu stara się wtórować Ubica. Jednakże ta doprowadza swą postać do pełni dopiero w drugiej odsłonie sztuki. Student obsadzony w tej roli doskonale wywiązał się z postawionego mu zadania aktorskiego. Nie można pominąć także kreacji groteskowego króla Wacław, przypominającego nieco zdziecinniałego, tudzież po gombrowiczowsku „upupionego", i sfeminizowanego błazna. On to wraz z królową małżonką reprezentującą swym strojem wyuzdanie typowe dla kobiet uprawiających najstarszy zawód świata, paraduje po zamku w otoczeniu trzech synów, przedstawianych jako stereotypowo postrzegani homoseksualiści. Natomiast wielki car Aleksy, władca Rosji zdecydowanie kontrastuje z komicznym i prześmiewczo ukazanym królem Polski. Car to postać monumentalna, poważna i groźna. Wjeżdża na scenę na wózku, który mógłby symbolizować antyczny rydwan, używany przez starożytnych herosów. Ubrany jest w nienaganny strój, przepasany błękitną szarfą, symbolizującą arystokratyczne korzenie i legitymizację władzy. Postaci tej towarzyszy zawsze snop światła padający od góry, dodatkowo pogłębiający efekt mroczności i grozy roztaczanej przez cara. W dramacie padają także znane i szanowane w Polsce nazwiska, takie jak Jan Sobieski, czy Stanisław Leszczyński. Dlaczego występują oni w towarzystwie jakiegoś bliżej nieokreślonego króla Wacława? Przyczyna jest niezwykle prosta, a podłoże wykorzystania akurat tych nazwisk tkwi w systemie francuskiej edukacji. Otóż autor dramatu, Alfred Jarry, Francuz, napisał swe, dziś można orzec, że profetyczne, dzieło mając zaledwie 14 lat, a więc jeszcze za czasów sztubackich, kiedy pobierał nauki w jednym z gimnazjów w Rennes.

Podręcznikową wiedzę młody dramatopisarz wykorzystał do zbudowania wyimaginowanego obrazu Polski, czyli kraju, którego nie ma. Dlaczegóż tak? Rzecz to prosta. W roku 1888 Polska nie figurowała jako taka na mapie Europy, gdyż do 1918 znajdowała się pod zaborami. Występujący w spektaklu chłop, Jan Sobieski to oczywiście imiennik króla Polski, zwanego Lwem Lechistanu, czy Obrońcą Wiary. Był postacią doskonale znaną we Francji, a także i w całej Europie z wiekopomnego czynu oręża polskiego, dzięki któremu powstrzymano pochód imperium osmańskiego. Co więcej, poślubił Marię Kazimierę d'Arquien de la Grange, będącą dwórką francuskiej królowej Ludwiki Marii Gonzagi, a ślubu udzielił im nuncjusz apostolski, który został w niedługim czasie mianowany papieżem Innocentym XII. Natomiast Stanisław Leszczyński z pewnością figurował w podręcznikach francuskich gimnazjalistów, ponieważ był on księciem Lotaryngii oraz Baru, a jego córka poślubiła króla Francji, Ludwika XV, który to wspierał teścia w jego staraniach o objęcie rządów w Polsce. Pytanie tylko, dlaczego Jarry obsadził te dwie znamienite postaci w rolach chłopów?

Jak można określić spektakl wystawiony przez studentów WTT? Jest to jeden z lepszych spektakl, które można zobaczyć w ostatnim czasie w tym rejonie Śląska. Nie należy zapominać, iż prezentuje on groteskową rzeczywistość, a reżyser nie obawiał się wykorzystać stereotypowych chwytów mających za zadanie oddać komizm wpisany w sztukę. Jest to z pewnością nowe odczytanie „Ubu króla", uwspółcześnione i zabarwione polityczno-socjologicznymi akcentami obecnymi w codziennym życiu medialnym. Studentom należy pogratulować i życzyć kolejnych jakże trudnych artystycznych wyzwań, z którymi jak widać radzą sobie doskonale.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
30 października 2014

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...