Dyrektor Kunc komentuje

Trzeci spór zbiorowy w Operze Bałtyckiej

- Nie zgadzam się na dyktat niektórych związkowców, ani też na dyktat poszczególnych osób, które od lat działają na szkodę instytucji. Próby zmian, choćby samego budynku, w takiej atmosferze nigdy nie spotkają się z poparciem decydentów i społeczeństwa - mówi w rozmowie z Trójmiasto.pl Warcisław Kunc, dyrektor Opery Bałtyckiej w Gdańsku.

Z Warcisławem Kuncem, dyrektorem Opery Bałtyckiej, rozmawia Łukasz Rudziński z wortalu Trójmiasto.pl

Łukasz Rudziński: Jeden z pana pracowników w poniedziałek zabarykadował się w Operze i przez przeszło dwie doby nie chciał jej opuścić, informując o proteście głodowym i oskarżając pana oraz Urząd Marszałkowski o łamanie praw pracowniczych. Jak rozwiąże pan tę sytuację?

Warcisław Kunc: Jest mi bardzo przykro, że pracownik zatrudniony jako etatowy chórzysta oraz na pół etatu jako bibliotekarz rozpoczął swoisty manifest, do tego głodowy. Poinformował o tym media, natomiast nie poinformował o tym pracodawcy. Dzień po rozpoczęciu protestu wpłynęło pismo ze związku zawodowego "Solidarność", które próbuje to w jakiś sposób tłumaczyć. Oczywistym jest, że działanie pana wiceprzewodniczącego NSZZ "Solidarność" w Operze Bałtyckiej było niezgodne z prawem. Nie miałem innego wyjścia, jak tylko wystąpić o opinię w sprawie jego dyscyplinarnego zwolnienia, co też uczyniłem. Po wyznaczonym prawem okresie będę niestety zmuszony podjąć dalsze kroki w tym kierunku. Tego typu protest trudno jest traktować w sposób odpowiedzialny.

To nie koniec problemów. Od końca czerwca jest pan ponownie w sporze zbiorowym z pracownikami...

- Spór został wszczęty 26 czerwca. O ile pierwszy był wszczęty za mojego poprzednika przez NSZZ "Solidarność" w 2014 roku, kolejny również przez ten związek, o tyle ten został wszczęty przez trzy związki zawodowe - NSZZ "Solidarność", ZZ PAMO (Związek Zawodowy Polskich Muzyków Orkiestrowych) i Związek Zawodowy Pracowników Nieartystycznych. Do protestu nie przystąpił Związek Zawodowy Pracowników Opery. Postępujemy w tym zakresie w sposób określony ustawą. Wyznaczyłem związkowcom spotkanie na początku września. W swojej odpowiedzi odrzuciłem wszystkie żądania jako niemożliwe do spełnienia.

Czego konkretnie dotyczy ten spór zbiorowy?

- Pierwotnie składał się z dziewięciu punktów. Pierwszy - wyrównanie każdemu pracownikowi za występy ponadnormowe i dodatku repertuarowego do wysokości obowiązującej w 2015 roku i w pierwszej połowie 2016, za okres od 1 września do 31 grudnia 2016 roku, zgodnie z zaleceniem Państwowej Inspekcji Pracy. To po naszej sugestii skierowane zostało do sądu i przestało być przedmiotem sporu zbiorowego. Związkowcy chcą bezwzględnego respektowania zaleceń PIP, co przecież czynimy. Była teraz u nas kontrola, dostaliśmy kolejne zalecenia, ale nie stwierdzono nieprawidłowości w realizowaniu poprzednich zaleceń. W sporze znalazło się też żądanie obecności przedstawiciela związku podczas rozmów z dyrekcją, czy podanie szczegółowego (z rozpiską dniową i godzinową) repertuaru na cały kolejny sezon artystyczny, najpóźniej do 31 sierpnia. Bardzo chciałbym mieć taką możliwość, ale zaciąganie zobowiązań, na które nie mamy środków, jest niemożliwe. Na razie mamy repertuar do końca roku.
Związki chcą też, by zmiany zwykłe w planach pracy nie dotyczyły zmian zapisanych w godzinach, a zmiany w planach pracy w terminie krótszym niż dwa tygodnie, mogły się odbyć tylko za zgodą pracowników lub na ich prośbę - co innego mamy w regulaminie pracy. Domagają się również wypisywania indywidualnej pracy artystycznej w planach pracy zespołów chóru i orkiestry zgodnie z zarządzeniem Marka Weissa z 2011 roku (dotyczy ono kosztów uzysku). Nie wypisuję indywidualnej pracy artystycznej, bo nie jest ona zdefiniowana ani w planie pracy, ani w regulaminie pracy, więc nie istnieje formalnie. Występujemy do Urzędu Skarbowego o interpretację tego zarządzenia.
Mam w myśl pisma związkowców zaprzestać też rzekomego stosowania kar i anulowania już udzielonych za zajęcia podczas branych zgodnie z prawem urlopów na żądanie oraz respektować porozumienia z 7 marca w zakresie zawartych wcześniej umów o pracę, które respektujemy i nic w tym względzie się nie zmienia. Mam również przywrócić do pracy w "Nabucco" koncertmistrzów - Annę Sawicką i Halinę Jastrzębską. Nie wiem, na jakiej podstawie związki się tego domagają. Przewiduję inne osoby do pełnienia tych funkcji w tym spektaklu.

W Operze Bałtyckiej nastąpią w najbliższym czasie zmiany na stanowiskach kierowniczych?

- Wystąpiłem do zarządu województwa o zmianę zastępcy dyrektora do spraw technicznych i inwestycji. I to się stanie z dniem 1 września. Na miejsce pana Mariusza Napierały przychodzi pani Jolanta Nowokrzewska, związana dotąd z Teatrem im. Aleksandra Serwuka w Elblągu. Musimy usprawnić działalność działu technicznego, szczególnie jeśli chodzi o zakres czasu pracy. Nasza scena jest bardzo niewydolna technicznie - np. wąskie gardło zascenia powoduje, że dekoracja nie może wyjechać ze sceny, trzeba ją wcześniej rozebrać na kawałki. To generuje określone problemy. Musimy sobie z tym poradzić tak, aby koszty i obciążenia pracowników były mniejsze.
Zmieni się też osoba na stanowisku kierownika sceny - będzie to Andrzej Białous, on też będzie miał za zadanie usprawnić działanie czasu pracy w technice. Zmienił się też kierownik Chóru, którym został prof. Waldemar Górski. Chcę, by nowy kierownik Chóru wprowadził inną, lepszą jakość tego zespołu. Chciałbym, by Chór Opery Bałtyckiej był marką samą w sobie, był "zespołem do wynajęcia".

Wprowadził pan nowy regulamin organizacyjny, ale nie spotkał się on z akceptacją zespołu?

- Nie ukrywam, że regulamin, który był negocjowany przeszło pół roku, nie zdobył opinii pozytywnej związków zawodowych, choć w wielu kwestiach go wspólnie modyfikowaliśmy. Ustawodawca nie przewiduje uzgodnienia regulaminu, tylko opiniowanie. Ten wymóg formalny został spełniony. Urząd Marszałkowski z kolei zaopiniował regulamin pozytywnie, z jedną uwagą, budzącą wątpliwość, którą obecnie wyjaśniamy i dokonujemy koniecznych zmian.

Regulamin organizacyjny wprowadziliście, a inne regulaminy?

- Musimy pochylić się nad regulaminem pracy i regulaminem wynagradzania, by stanowiska określone w regulaminie wynagradzania były zgodne z regulaminem organizacyjnym. Proces porządkowania stanowisk pracy jest jeszcze przed nami. Chcę podkreślić, że zarzuty związkowców, że jest tu łamane prawo czy że nie respektujemy zaleceń Państwowej Inspekcji Pracy, są nieprawdziwe. To niepotrzebne podgrzewanie emocji wokół instytucji, która powinna iść do przodu i spełniać oczekiwania swoich czasów. Nie zgadzam się na dyktat niektórych związkowców, ani też na dyktat poszczególnych osób, które od lat działają na szkodę instytucji. Próby zmian, choćby samego budynku, w takiej atmosferze nigdy nie spotkają się z poparciem decydentów i społeczeństwa. Ta historia się wciąż powtarza od lat.

Pismo wyjaśniające działania protestującego pracownika Opery Bałtyckiej, przygotowane dzień po rozpoczęciu przez niego protestu.

Moim obowiązkiem jest dostosować działalność teatru do wymogów Ustawy o finansach publicznych i umowy, jaką podpisałem z zarządem województwa. Muszę zrealizować trzy premiery rocznie, muszę zrealizować określoną liczbę spektakli, osiągnąć określoną frekwencję i muszę przestrzegać wewnętrznego prawa i dostosować działalność instytucji do przydzielonych środków. Nie jest tajemnicą, że mamy podpisane porozumienie, w którym świadomie nałożyłem na siebie zobowiązanie, jeśli chodzi o zatrudnienie pracowników. To 243 etaty. Dotrzymam porozumienia, w którym zobowiązałem się do końca tego roku kalendarzowego ten stan utrzymać.

Czyli nie wyklucza pan ograniczenia liczby etatów w 2018 roku?

- Analizujemy to. Warto w tym miejscu podkreślić, że miasto Gdańsk bardzo wyraźnie wspiera naszą działalność. Dostaliśmy od miasta 1 mln 80 tys. zł. A od ministerstwa kultury ponad 300 tys. zł. To bardzo nam pomaga w realizacji planów artystycznych. Przypomnijmy, że przygotowanie premiery operowej od początku do końca kosztuje około 700 tys. zł. Wywiązujemy się ze wszystkich płatności wobec naszych pracowników. Nie jest tajemnicą, że Opera najmniej kosztuje, kiedy nie gra, ale przecież nie o to chodzi. Poza "Pinokiem" w październiku nie zobaczycie państwo do końca roku żadnego z wyprodukowanych przez nas dotąd spektakli ("Cyganeria", "Nabucco" - przyp. red.), będą za to dwie premiery ("Sąd ostateczny" i "Dziadek do orzechów"). Spektakle premierowe poprzedniego sezonu wrócą do nas w nowym roku.

Łukasz Rudziński
Trojmiasto
28 sierpnia 2017
Portrety
Warcisław Kunc

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski