Dywersja

"Kobiety kontratakują" - reż: Adolf Weltschek - Teatr Groteska w Krakowie

Zaczęło się kilka miesięcy wcześniej, kiedy w różnych miejscach Krakowa zawisły intrygujące białe kartki z napisem "Kobiety kontratakują". Z czasem pojawiało się coraz więcej informacji, jakby stopniowano napięcie. Tak starannie przygotowywany kontratak w bezpośrednim kontakcie okazał się jednak niewybuchem

Spektakl zbudowany jest prawie w całości z piosenek polskich, a jeśli nie polskich, to spolszczonych znanych melodii. Zabieg ten nie okazał się jednak w stu procentach udany, ponieważ niektóre tłumaczenia czy też właśnie raczej spolszczenia spłycały sens oryginałów. Kobietom, które je wykonują – solowo lub na głosy, towarzyszą projekcje multimedialne, wyświetlane na okalających scenę białych ekranach. Na początku wydawało się, że mogą wnieść nową jakość do przedstawienia, jednak po kilku fajerwerkach okazało się, że spełniają jedynie podrzędną, ilustracyjną rolę wobec tego, co dzieje się na scenie. Wariację dla tego schematu stanowią chyba najciekawsze w spektaklu przerywniki podczas zmiany kostiumów występujących, kiedy to na scenę wychodzi trzech tancerzy. Układ, który prezentują, świetnie oddaje sytuację nieobecnych kobiet – bezwolnych marionetek, lalek animowanych jakąś wyższą siłą. Tutaj też ujawnia się jeden z paradoksów spektaklu: stosunek do mężczyzn. Aktorki starały się podkreślać swoją niezależność, kobiecą siłę czy wyraźne poczucie własnej wartości, jednak teksty piosenek mówiły coś zupełnie innego. Pokazywały kobietę, która potrafi się zdefiniować jedynie w stosunku do mężczyzny, wepchniętą w koleiny tak zwanej „słabej płci”. Babski wieczór nie mógł się, oczywiście, bez mężczyzn obejść.

Nie wystarczy obsadzić w głównych rolach kobiet i kazać im się uśmiechać, żeby coś prawdziwego w kontekście ich teoretycznego święta powiedzieć. Już pierwsza piosenka stwierdza, że „to jest męski świat” i to zdanie właściwie determinuje całość spektaklu. Kobiety śpiewają, lepiej lub gorzej, przebierają się do kolejnych występów, synchronicznie podrygują w takt muzyki, a ich podstawowym zadaniem jest chyba jedynie dobrze się prezentować. W centrum każdej muzycznej wypowiedzi znajduje się bowiem mężczyzna – ukochany, znienawidzony, wyczekiwany... Niewykorzystany potencjał tego pomysłu odwraca się przeciwko jego twórcom. Spektakl wydaje się przeznaczony dla męskiego oka, bo kobieta nadal jest w odwrocie.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
3 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...