Dzieci i... papugi głosu nie mają?

„Niezwykłe odkrycie Papugi" - reż. Dominika Walo i Bartosz Jędraś - Teatr Lalek Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze

Ileż to razy będąc dziećmi słyszeliśmy ten okropny i kończący wszelkie dyskusje tekst: „dzieci i ryby głosu nie mają"? A to zupełnie przecież nie mieściło się w naszych głowach. No bo jak to? Przecież umiem już mówić, ale nie mam głosu? O czym ci dorośli w ogóle gadają! Dlaczego jeśli ktoś jest młody, jego zdanie ma mniejszą wartość? O tym, czy to prawda i czy warto słuchać dzieci jest wystawiany w Teatrze Lalek Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze najnowszy spektakl „Niezwykłe odkrycie Papugi" w reżyserii Dominiki Walo i Bartosza Jędrasia.

Gdy poznajemy główną bohaterkę – Papugę (świetna Katarzyna Hołyńska) – pierwsze, co rzuca się w oczy to jej fantastycznie barwny strój (kostiumy autorstwa Adriana Lewandowskiego), którego tiulowe falbanki kojarzą się z fantazyjnymi spódnicami Majki Jeżowskiej. Widać, że kostium jest naprawdę przemyślany, bo rzeczywiście wygląda niczym papuzie upierzenie. To samo można powiedzieć o kreacjach pozostałych postaci – są piękne i idealnie oddają ich charakter. Mój faworyt tuż po Papudze – to Krokodyl (grany przez Marka Sitarskiego) z jego efektownie połyskliwym płaszczem i zawadiacko na odwrót założoną czapką! Sceneria dżungli została tutaj zarysowana trochę na zasadzie kontrastu do rozmachu kostiumów – są to makietowe konstrukcje drzewa czy kaktusa, budka Ptasiego Radia wyglądająca niczym karmnik, poduchy, które grają liście i poszycie tropikalnego lasu oraz zwisające różnokolorowe sznury-liany (scenografia: Adrian Lewandowski). Przepięknie ten obraz uzupełnia światło oraz stworzona przez Krzysztofa Paździorę i Bartosza Jędrasia muzyka.

W kwestii muzycznej zresztą jest to obraz dający widzom świetną dawkę emocji – śpiewane przez Katarzynę Hołyńską solo jest tak przejmujące, aż wywołuje dreszcze. A finałowy refren „Bo skąd, bo skąd, bo skąd, skąd niby wiesz" może stać się hitem w rodzaju disneyowskich piosenek lub tych z rodzimej „Akademii Pana Kleksa" (reż. Krzysztofa Gradowski, 1984), ponieważ przynajmniej połowa sali podśpiewuje go po zakończonym spektaklu. Marzy mi się dostępność tego utworu na platformach streamingowych.

No dobrze, wiemy już jak wygląda i brzmi ta opowieść, ale o czym jest? To kolorowe widowisko zabiera nas w świat dżungli, w której każde zwierzę ma określoną rolę do wykonania. Tylko mała, gadatliwa Papuga nie odkryła jeszcze, kim jest. Ale ma na siebie pomysł – zostanie odkrywczynią! Ku jej rozczarowaniu, pozostałe zwierzęta, a więc Sowa (Marta Frąckowiak), Pajęczyca (Elżbieta Donimirska), Koala (Aleksander Stasiewicz) oraz Krokodyl (wspomniany już Marek Sitarski) wyśmiewają ten pomysł. Za młoda! Co ona wie! Przecież nic już nie zostało do odkrycia! Czy to ją zniechęca? Może na chwilę. Odwaga i determinacja powodują, że dokonuje bardzo ważnego odkrycia. Pozostaje przebić się przez mur uprzedzeń związanych z jej młodym wiekiem, aby to, co odkryła, nie zostało zignorowane. Nie jest to łatwe, gdy każdy z dorosłych ma już ugruntowane przekonania i na dodatek uważa, że jako doświadczony życiowo na pewno wie lepiej. Brzmi znajomo? Owszem. Chyba każdy z nas w dzieciństwie doświadczył podobnej sytuacji, gdy wiedział coś na pewno, miał pomysł na siebie lub na coś, ale odbił się od ściany zastanych przekonań.

Ale spektakl ten to nie tylko historia walki o marzenia, o to, aby nasz głos został usłyszany. Chodzi o zagrożenie, które dostrzega ktoś młody i niedoświadczony, a przez to ignorowany. Opowiedziana w ezopowy sposób, bo przecież zwierzęta są tutaj bardzo „ludzkie" i stanowią pewne kalki osobowościowe z rzeczywistości, rezonuje ze słowami Daniela Defoe, które na motto swojej powieści „Dżuma" wybrał Albert Camus: „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.". Bo przecież nie ma gadających papug. Dobrze, niektóre można nauczyć powtarzania określonych sekwencji, jednak to nadal nie będzie miało nic wspólnego ze zdolnością do prowadzenia rozmów. Ale za to antropomorfizowane postaci już mogą przekazać nam coś naprawdę ważnego. Dodatkowo dorosła część publiczności znajdzie tu smaczki, zupełnie jak w doskonałym pod kątem żartów „Shreku" (reż. Andrew Adamson, Vicky Jenson, 2001), gdzie jedne z nich bawią i dzieci i dorosłych do rozpuku, inne doprowadzają do łez śmiechu wyłącznie tych drugich, bo są kontekstem zrozumiałym dla kogoś zorientowanego przykładowo w polityce.

Owszem, warstwa samej historii robi tutaj furorę, to fakt. Ale to sposób wykreowania postaci porwie widza przede wszystkim. I tak, mimo bycia drugoplanową postacią, będący wizjonerem spożywającym liście Koala w wykonaniu Aleksandra Stasiewicza kradnie show absolutnie. Wydaje mi się, że w przypadku tego aktora, choćby grał tylko jedno, króciutkie wejście to zrobi to tak, że wszyscy zapamiętają przede wszystkim jego kreację. Fenomen!

Oczywiście to nie koniec świetności – mamy tu Krokodyla, w którego wcielił się Marek Sitarski, a który ma cechy klasycznego szefa ochrony i naprawdę wzbudza sympatię. Jest to dla mnie ciekawy kontrast, bo te gady kojarzą się raczej z niebezpieczeństwem – dość wspomnieć Krokodyla z animowanej wersji „Piotrusia Pana" (reż. Hamilton Luske, Wilfred Jackson, 1953), który nie tylko straszy zjedzeniem, ale jeszcze ma w brzuchu tykający zegar, odliczający niejako godziny do rychłego końca ofiary.

Uwielbieniem wręcz darzę Elżbietę Donimirską w roli Pajęczycy – od gestów, przez sposób mówienia jest to kreacja totalna. Inteligencją budzi skojarzenie z - także pajęczycą - Teklą z „Pszczółki Mai" (reż. Hiroshi Saitō, Mitsuo Kaminashi, Seiji Endō, 1976). Wraz z graną przez Martę Frąckowiak Sową tworzą naprawdę świetnie wyrażone postaci, personifikujące kobiecą siłę i rozsądek (sowa przecież jest z natury kojarzona z mądrością!).

Sama zaś Papuga, grana przez Katarzynę Hołyńską, jest naprawdę uroczą, doskonale wyrażającą emocje bohaterką – z pięknym, wzruszającym głosem (choć w jej wykonaniu świetne jest nawet skrzeczenie!) i odzwierciedlającymi tego barwnego ptaka ruchami tworzy coś niesamowitego. Dodatkowo aktorka poradziła sobie w planie lalkowym (bo i taki, dość nienachalnie, tu występuje) animując Papugę-pacynkę bez zarzutu. Ja jestem zachwycona mogąc widzieć ją w tej bajkowej odsłonie! Podobnie rzecz się ma z Kukubarą/Ptasim Radiem, w reporterską rolę którego wcielił się Jakub Mikołajczak: to jest po prostu kapitalnie zagrana i „zaśpiewana" postać! Dodatkowo towarzyszący jej Operator Filmowy (Rafał Jakowlew) bardzo dobrze z nią współgra.

Czyż trzeba jeszcze komuś większej zachęty, aby poznać losy młodej, odważnej Papugi? Myślę, że nie. Zatem jeśli tak, jak tytułowa Papuga, masz wrażenie, że Twój głos jest mało ważny, a marzenia śmieszne, bo napotykasz mur uprzedzeń, koniecznie wybierz się do Lubuskiego Teatru na „Niezwykłe odkrycie Papugi" w reżyserii Dominiki Walo i Bartosza Jędrasia i, świetnie się bawiąc, przekonaj się, czy naprawdę jest tak, jak myślisz.

Agata Kostrzewska
Dziennik Teatralny Zielona Góra
20 grudnia 2023

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia