„Dzisiaj miałem piękny sen..."

"Skazany na bluesa" - reż. Arkadiusz Jakubik - Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach

Teatr Słowackiego nieczęsto proponuje widzom występy gościnne. Można przypuszczać, że to z obawy, iż jednak nie każdy spektakl „odnajdzie się" w tej pełnej przepychu przestrzeni, która nastawiona jest jednak na prezentowanie pewnego poziomu. Ostra selekcja zaoowocowała znalezieniem diamentu: widowiska, które mogło być gratką nie tylko dla fanów Dżemu i Ryśka Riedla.

Na pewno każdy fan Dżemu (i nie tylko) zna filmową historię o Ryśku Riedlu w reż. Jana Kidawy-Błońskiego. Reżyser Arkadiusz Jakubik postanowił tę świetnie sfilmowaną opowieść przenieść na teatralną scenę. Zrobił to z rozmachem, ale jednocześnie bez przesady. Wielość emocji oraz dokumentacyjną wierność życiorysowi zastąpił symboliką i zarysowaniem najważniejszych wydarzeń z życia Ryszarda Riedla.

Na pierwszy plan wysunął właśnie Ryśka (w tej roli genialny Maciej Lipina) i towarzyszącego mu jak cień Indianera (zjawiskowy Dariusz Chojnacki). Indianer jest moją ulubioną postacią z tego widowiska: porusza się lekko, jest jakby niewidoczny, ale podświadomie prowadzi Ryśka. To, że czuwa nad nim jak Bóg, niszczy jak prześladowca i strzeże lepiej niż anioł z kartonowymi skrzydłami idealnie komponuje się z jego pidżamą, mokasynami i imponującym, indiańskim pióropuszem. Riedla w ogóle otacza niemal cały czas tłum postaci – w spektaklu otrzymujemy przewagę scen zbiorowych. Oprócz Ojca, Matki, Goli czy członków zespołu mamy postaci symboliczne jak Kloszard, Mundurowi, Urzędnicy czy Król. Bo przecież Riedel wychodził „na dwór", a tym dworem był światek górników, pijaczków i zapracowanych kobiet.

„Skazany na bluesa" to widowisko muzyczne, w którym zwracają uwagę brawurowe wykonania sztandarowych utworów Dżemu (m.in. „Czerwony jak cegła" czy „Mała Aleja Róż"). Szczególnym momentem jest rozpaczliwe wykonanie „Listu do M." przez będącego już w szponach nałogu wokalistę. Kolejne epizody z życia Riedla przerywane są wstawkami mrocznej muzyki z offu, która staje się tłem dla całej grupy słabo oświetlonych postaci – można odnieść wrażenie, że są one zabłąkanymi wyobrażeniami oraz strzępami wspomnień, zatracającego się powoli w nałogu człowieka. Procesy wyobraźni stają się wtedy niekontrolowane, dlatego przez scenę co rusz spaceruje Matka Boska z wózkiem z hipermarketu, powoli stąpa Niebieski Budda (który wcale nie przywraca równowagi) oraz krząta się dbający o porządek karzeł w biało-czarnym stroju gimnastycznym.

Piętrowa scenografia kieruje wyobraźnię w stronę śląskich blokowisk, w których dorastał główny bohater. Po lewej stronie, na podwyższeniu jest miejsce dla zespołu, a po prawej pojawiają się Indianer oraz Górnik. Na scenie stoją elementy kominów dachowych – wszystko dzieje się jakby gdzieś ponad rzeczywistością, w niedostępnych i niedostrzeganych na co dzień rejonach. Przepiękna gra świateł różnicuje ten świat, dodaje teatralnym obrazom plastyczności. Riedel jawi się tu jako samotny i sponiewierany wewnętrznie przez własne demony człowiek, który szczerze śpiewając o prawdziwych emocjach trafia do serc ludzi.

Można powiedzieć, że ten spektakl to impresja na temat życia i twórczości Ryszarda Riedla oraz zespołu Dżem. Trudne zadanie opowiedzenia tej historii bez patosu wpisuje się w formę łagodnego „odbrązowiania" pomnikowego bohatera muzycznej sceny w Polsce. Mimo tego, że każdy wie, jak było i dlaczego lider kultowej grupy od 1994 roku śpiewa w największym zespole świata, to status legendy będzie towarzyszył mu już zawsze. Nie można zaprzeczyć, że był postacią niezwykle ważną, która do dziś funkcjonuje w świadomości melomanów – nie tylko tych bardziej wyedukowanych muzycznie.

Rzeczywiście, „Skazany na bluesa", pokazany jeden jedyny raz na dużej scenie Teatru Słowackiego nie zawiódł. Pełna widownia zgotowała aktorom owacje na stojąco. Charyzma Macieja Lipiny oraz niezwykła energia, jaką wytworzył on z całym aktorsko-muzycznym zespołem,s nie pozwoliła mu przez dłuższy czas zejść ze sceny. Film „Skazany na bluesa" oglądałam w środku dnia, w środku tygodnia, w małym DKF-ie w Jeleniej Górze. Na sali było 7 osób, a po projekcji wszyscy siedzieli w ciszy do samego końca napisów, w czasie których pokazywane były urywki z autentycznych koncertów Dżemu. Coś podobnego stało się tamtego wieczoru w teatrze – mniej lub bardziej zagorzali fani głośno śpiewali z wokalistą i aktorami kolejne utwory. Po powrocie do domu każdy mógł natomiast powiedzieć „Dzisiaj miałem piękny sen...".

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
29 stycznia 2015

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia