Dźwięk sawanny

11. Międzynarodowy Festiwal Giving Voice Spotkanie w pieśni

Ostatnie dni międzynarodowego festiwalu Giving Voice. Na zorganizowany w ramach Roku Grotowskiego przegląd muzyki tradycyjnej świata przyjechały do Wrocławia gwiazdy światowego formatu - m.in. griota N\'Faly Kouyaté z Gwinei.

Magda Podsiadły: Kim jest griot?

N\'Faly Kouyate: Jest kimś w rodzaju celtyckiego barda. Należał do jednej z najbardziej uprzywilejowanych kast potężnego średniowiecznego imperium Mandingów w Afryce. Naród Mandingo nie posiadał kultury pisanej, musiał więc uformować ludzi, którzy spełniali role żywych bibliotek, żywego zapisu historii królestwa i ludu. I tak powstała kasta griotów. Griot to nazwa nadana przez Francuzów i upowszechniona w zachodnim świecie. W naszym języku malinkę nazywa się djéli, czyli krew narodu. 

Ale griot jest nie tylko żywą książką - jest także artystą.

- Do dziś pełni wiele ról w tradycyjnych społecznościach. Jest opowiadaczem, nauczycielem, mediatorem w konfliktach, ale także pieśniarzem, poetą i muzykiem, bo swoją mądrość i wiedzę przekazuje ludziom za pomocą sztuki. Towarzyszy im w każdym etapie ich życia, biorąc udział w ceremoniach narodzin, zawierania małżeństw, śmierci. Jest pamięcią nie tylko losów narodu, ale i pojedynczych ludzi, rodzin. Strzeże zasad zdrowego funkcjonowania społeczności, kiedyś miał nawet pozwolenie nauczania i pouczania króla. Jego pieśń i muzyka zagrzewała także do zwycięskiej walki wojowników. Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku spektakl słynnego gwinejskiego griota Kouyaté, mojego wuja, zamówiony w pałacu prezydenckim w Conakry dla szefów państw afrykańskich, szukających wyjścia z krwawego konfliktu społeczeństwa Mali i Burkina Faso, pogodził zwaśnione kraje.

O czym opowiadał?

- O szkodliwości bratobójczej walki. Terytoria obu krajów należały kiedyś przecież do imperium Mandingów. 

Jesteś griotem z dziada pradziada. Czy dalej pełnisz taką rolę w swojej społeczności?

- Pochodzę z gwinejskiego rodu griotów, zostałem wychowany i uformowany w tej kulturze w tradycyjnej wiosce Siguiri. Ale też jestem wykształconym na zachodnich uczelniach matematykiem i muzykiem. Funkcja griota powoli zanika we współczesnym społeczeństwie Afryki, pielęgnuje się ją jeszcze tylko na wsiach. Uznałem więc, że moja muzyka ma za zadanie nieść młodym ludziom przesłanie o roli tradycji. Dla mnie bazą jest gwinejska tradycja muzyczna - dźwięk kory i balafonu, specyficzna wibracja, intonacja, polifonia, ale także poezja. Bo słowo w działalności griota jest najważniejsze. Za jego sprawą tworzy on metafory, baśnie, przypowieści, które przyciągają uwagę słuchacza i przekazują ważne treści. Muzyka powstaje dla wzmocnienia siły owego słowa, dla pobudzenia emocji jak smutek czy radość. Moje kompozycje oparte są więc na tradycyjnej strukturze muzycznej, ale równocześnie otwieram je na współczesne tendencje i gatunki - na jazz, rap, blues. To jest między innymi filozofia muzyczna słynnej grupy Afro Celt Sound System, w której projektach także brałem udział.

Jakie przesłanie niesie Twoja muzyka?

- Mówi o człowieku, ma ułatwiać porozumienie między ludźmi, ale też zwraca uwagę na naturę, przyrodę. O niej i w jej imieniu, w jej obronie, występuję. Śpiewam o konieczności szacunku dla zwierząt, drzew. Dla buszu, lasu, który jest ich domem. A my przychodzimy go zniszczyć. Czy lew przyszedł kiedykolwiek do człowieka, by unicestwić jego dom? Nie. To my nie potrafimy dzielić się danym nam światem z innymi gatunkami. Niszcząc bezmyślnie, egoistycznie, naturę, niszczymy równocześnie nasz świat. W utworze "Miłość hipopotamów" mówię o relacji człowieka i zwierzęcia, o tym, że możemy się rozwijać, nie robiąc krzywdy przyrodzie, żyjąc w szacunku do niej. 

Jesteś Gwinejczykiem na emigracji, czy Twoją muzykę znają rodacy?

- Moi dziadkowie, rodzice opowiadali rodakom historię ich narodu, ja jestem griotem nowoczesnym, opowiadam więc tę historię ludziom innych kultur i, by do nich przemówić, poddaję tradycję nowoczesnym, czytelnym dla nich wpływom. Ale któregoś dnia uzmysłowiłem sobie, że zapomniałem o Afryce. Od dwóch lat próbuję to naprawić. W mojej muzyce tkwi głęboko nostalgia za Afryką, miłość do niej, głosy jej przodków, dźwięki sawanny, na której się wychowałem. Czas, bym wrócił do Afryki, do moich korzeni. 

*N\'Faly Kouyaté - gwinejski muzyk i griot, na stałe mieszka w Belgii. Prowadzi własny międzynarodowy zespół Dunyakan (Głos Świata). Brał udział w projektach słynnej grupy Afro Celt Sound System, której albumy wydaje wytwórnia Petera Gabriela Real World Records. Zdobył dwie nominacje do nagrody Grammy. 

W sobotę na festiwalu

Scena na Świebodzkim

* Erik Hillestad (Norwegia) "Lullabies From The Axis Of Evil", godz. 15

Kościół Opatrzności Bożej

* Bragod (Wielka Brytania) "Voice, Lyre and Crwth: Welsh Poetry and Music", godz. 16.30

* Javaher Shofani (Palestyna) "Lullabies. For Life and Death", godz. 21

Kościół św. Antoniego z Padwy

* Svetlana Spajic (Serbia), g. 19

W niedzielę na festiwalu

* Kościół Opatrzności Bożej

Majsternia Pisni (Ukraina), "Irmos.Rejoice. Songs to Theotocos", godz. 16.30

Magda Podsiadły
Gazeta Wyborcza Wrocław
25 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia