Ebenezer Scrooge nie jest demoniczny

"Opowieść wigilijna" - reż: R. Sisicki - Teatr im. Szaniawskiego Płock

Po pięciu latach Teatr Dramatyczny powrócił do "Opowieści wigilijnej". Ponieważ wtedy spektakl cieszył się ogromnym powodzeniem, twórcy spektaklu nie próbowali zbytnio kombinować. I dobrze

Pewne zmiany były jednak nieuniknione - pierwszą wymusił los. Przed dwoma laty zmarł Jerzy Wieczorek, który odtwarzał rolę Jegomościa i Tappera; zastąpił go Krzysztof Bień. Z kolei w rolę Freda, zamiast Pawła Gładysia (nie gra już w Płocku), wcielił się Przemysław Pawlicki. Zaś Duchem Przeszłości nie jest już Zbigniew Płoszaj (na urlopie), lecz Marek Walczak.

Twórcy spektaklu postanowili nieco unowocześnić swoje dzieło. Jednak bez przesady, bo przecież "Opowieść wigilijna" jest skierowana głównie do najmłodszej publiczności. Dla niej wszelkie udziwnienia słowno-scenograficzne mogłyby być zwyczajnie niezrozumiałe. Z rzeczy nowych mamy więc rozwiązanie z zapadnią owianą dymem, w której znikają poszczególne duchy - podczas niedzielnego przedstawienia widać było, że to frajda szczególnie dla dzieciaków. Pomysłowa prostota jest też widoczna w scenie, w której Duch Przeszłości przypomina Scrooge\'owi jego dzieciństwo. Widzimy, jak nakładają się na siebie postaci z tamtego okresu życia głównego bohatera. Wizualnie ładnie to wygląda - jak w teatrze cieni.

Nie zmienił się odtwórca głównej roli. Wciąż jest nim Szymon Cempura. To dobrze, że się nie rozmyślił się i z roli nie zrezygnował. Bo on "czuje" Scrooge\'a. Wiedząc, że gra dla młodej publiczności, nie stara się być demoniczny, nie straszy maluchów. Jego różne grymasy, pomruki i komentarze mówią do nas: owszem, straszny ze mnie skąpiec i godny pogardy, ale jest też we mnie człowiek, który ma szansę się zmienić... I Cempurze udaje się to wszystko pokazać, o czym świadczy śmiech młodych ludzi.

Rzecz jasna, ci najmłodsi ze względu na wiek mogą nie pojąć wszystkiego, Np. mocno literackich słów piosenki śpiewanej przez Ducha Marleya. Ale to przecież nic strasznego - wyjaśniając niektóre kwestie kilkulatkom dorośli też przypomną sobie, co chodzi w tym opowiadaniu Charlesa Dickensa. Bo przecież jego treść jest skierowana również do nich.

No i jedni i drudzy mogą też wspólnie przypomnieć sobie słowa tradycyjnych kolęd i atmosferę świąt Bożego Narodzenia - na co dzień wypieranych przez "Jingle Bells" i św. Mikołaja z butelką coca-coli.

Rafał Kowalski
Gazeta Wyborcza Płock
10 listopada 2009

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...