Eksportowa primadonna

Sylwetka Małgorzaty Walewskiej

Ma swój międzynarodowy fanklub, a wielu wielbicieli jeździ za nią po świecie, obsypując prezentami. Jej miłośnicy zakładają strony internetowe - portret śpiewaczki Małgorzaty Walewskiej.

Zniewala głosem. To właśnie ją amerykański tygodnik "Time" zaliczył do grona dziesięciorga najsławniejszych Polaków.

Jest: radosna, silna, czarująca, piękna, bezpośrednia, miła i niezwykle zdolna. Jest też: ryzykancka, gwałtowna, lubiąca igrać z losem, "żywiąca" się adrenaliną. Uważa, że trzeba ryzykować, by żyć pełnią życia. Nie ma w sobie nic z wyniosłości gwiazdy, mimo że hołdy i uwielbienia odbiera od lat na najważniejszych scenach operowych Europy i obu Ameryk. Ma swój międzynarodowy fanklub, a wielu wielbicieli jeździ za nią po świecie, obsypując prezentami. Jej miłośnicy zakładają strony internetowe. Na jednej z nich internauta Zbigniew Lewandowski pisze: "Jestem szczęśliwy, że żyję, gdy wzeszła taka gwiazda! Do tego z temperamentem niebiańskim i urodą zniewalającą do marzeń o zespoleniu. Trwaj Chwilo wiecznie (...)".

Jej ciemny mezzosopran wzrusza i magnetyzuje. Paroma dźwiękami umie przenieść widzów w świat opowieści, gdzie wszystko może się zdarzyć, a bohaterami targają największe namiętności. Śpiewała u boku takich gwiazd Jak: Luciano Pavarotti, Placido Domingo, Simon Estes, Luis Lima, Edita Gruberova.

Na początku był rock

Interesowały ją kapele rockowe. Jako nastolatka w towarzystwie swojego przyszłego męża jeździła na koncerty. Nawet występowała w jednym zespole. Ale fascynacja szybko jej przeszła, bo znaczenie dla niej miały przede wszystkim emocje wyrażane śpiewem, a nie - jak powie później - "wydzieranie się przy łomocie perkusji". Po maturze odkryła, że świat opery daje szansę pokazywania namiętności. Mówi: - Na scenie mogę sobie pozwolić na wszystko. Jest to dla mnie rodzą/ spełnienia, psychoterapia oczyszczająca. Dobre przedstawienie, gdzie mam fantastycznych partnerów, na których mogę się oprzeć i stworzyć wiarygodny wyimaginowany świat Jest niezwykłym doznaniem. Na ten temat napisała kilka felietonów. Jeden z nich, opowiadający o operze "Aida", zaczęła od słów: "Zabiłam człowieka, bo wzgardził moją miłością, miłością Amneris, księżniczki, córki faraona. Wybrał niewolnicę. Niech zdycha pies".

Na spotkaniu w Krakowie tłumaczyła: - Na scenie mogą sobie pozwolić na takie emocje i takie zachowania, na które nigdy nie pozwoliłabym sobie w życiu prywatnym. Na co dzień jestem niezwykle opanowana, bardzo cierpliwa, choć zauważyłam, że moja cierpliwość ma granice.

Miłość

Męża poznała jeszcze w szkole. Ona miała 17 lat, a on 16. Uczucie trwa do dziś i zabarwione jest delikatną zazdrością: jego o jej wielbicieli. Zwłaszcza gdy po jednym ze spektakli portier nie wpuścił go do garderoby, twierdząc, że mąż to był tu wczoraj, z kwiatami.

Gdy była w ciąży, wzięła udział w pięciu międzynarodowych konkursach wokalnych. Chciała w ten sposób udowodnić prof. Halinie Słonickiej, u której studiowała na Akademii Muzycznej w Warszawie, że ciąża to nie choroba i że potrafi pogodzić karierę z przyszłym macierzyństwem.

W Konkursie Moniuszkowskim była w piątym miesiącu ciąży. W siódmym miesiącu brała udział w konkursie Luciano Pavarottiego w Filadelfii, a koncert galowy, jako finalistka, zaśpiewała już w ósmym miesiącu. Odwołała jedynie występ z Placido Domingo, bo śpiewanie w dziewiątym miesiącu ciąży wydawało jej się zbyt ryzykowne dla dziecka.

Gdy trzy lata temu miała zapaść w trakcie przedstawienia "Carmen" w Krakowie i leżąc w kulisach, słyszała słowa córki rozmawiającej przez telefon z tatą:"Mama umiera, postanowiła, że jeżeli z tego wyjdzie, to zmieni swoje życie, zwolni. Przeszła dwie operacje serca. Jak się okazało, niepotrzebnie, bo przyczyną jej sercowej choroby była bolerioza. Zwolniła, ale tylko na kilka miesięcy.

Carmen

Jest najsłynniejszą polską Carmen. Wcielała się w tę postać przez ostatnie 20 lat w kilkunastu inscenizacjach: np. w Wiedniu w reżyserii Franco Zeffirellego, w Savonlinnie w Finlandii, w Atenach w antycznym Teatrze Herodosa, gdzie stojąc na scenie, widziała podświetlony Akropol, czy w Hadze. We Wrocławiu wzięła udział w dwóch produkcjach, z których tę z 2005 roku Roberto Skolmowskiego, gdzie Carmen jest przedstawicielką hiszpańskiego ruchu oporu, uważa za doskonałą. Do historii przeszła inscenizacja z Gliwic, zarejestrowana na DVD. Widać na niej, jak Małgorzata Walewska tak gwałtownie wystukuje rytm na butelkach, że w rękach kruszy się jej szkło,

Uważa, że z biegiem lat coraz trudniej jest jej zagrać piękną Cygankę rozkochującą w sobie mężczyzn. Podczas realizacji "Carmen" w Operze Krakowskiej Małgorzata Walewska mówiła: - Im jestem starsza, tym trudniej jest mi mieć20lat. Bo ja te 20 lat już dwa razy mam za sobą. Sporo pracy wymaga, abym była wiarygodna. Abym uwierzyła w to, co pokazuję na scenie, aby moje emocje były prawdziwe. Muszą być pewna, że wciąż jestem atrakcyjna.

Ostatnio bardzo zeszczuplała. Ciągle pracuje nad gestem, nad postawą. Ćwiczy jogę. Twierdzi, że jeżeli sama uwierzy, że jest nadal piękną Carmen, to i publiczność do tego przekona. - Wiem, że kiedy stracę tę siłę, zrezygnuję z Carmen. Miałam takie wrażenie, że już niedaleko jest do tej decyzji. Ale spektakle w Krakowie przyniosły mi tak wielką satysfakcję, że granica znów się przesunęła.

Przyszyj, doszyj

Słynie z dobrego gustu i umiejętności przerabiania ciuchów. Potrafi kupić suknie koncertowe, a potem je własnoręcznie przerabiać. Nieraz zdarzało jej się np. powiększyć dekolt, przyszywać koraliki albo je odpruwać. Mówi, że to jest jej pasją, którą można nazwać "kupił i przerobił". W Ameryce oddaje się jeszcze innej pasji: "kupił i oddał". Potrafi przez cały dzień przymierzać ciuchy, kupować, przynieść do hotelu, a potem na drugi dzień większość z nich oddać do sklepów. Twierdzi, że w Stanach umie się cieszyć z zakupów dwa razy: podczas kupowania i podczas oddawania.

Po chorobie bardzo zbliżyła się ze swoją młodszą siostrą, która wraz ze wspólniczką prowadzi pod Warszawą w Sękocinie ich wspólny hotel Via Appia. Choć nie angażuje się w zarządzanie, bo skupia się na śpiewaniu, często stara się hotel promować. Na jej koncertach w szatniach leżą hotelowe reklamówki. Początkowo hotel pod nazwą "Cezar" prowadzili przez kilkadziesiąt lat jej rodzice, teraz na nowo wyremontowali urządzony, zyskuje nową markę pod wodzą następnego pokolenia.

Wzrusza się na scenie

Należy do tych artystek, które często się wzruszają. Dlatego wszystkie partie musi mieć perfekcyjnie opanowane technicznie, by wzruszenie nie załamało głosu. Pamięta i zawsze sobie powtarza, że to publiczność ma płakać, a nie ona. Ale gdy wykonuje dramatyczną, wstrząsającą arię Joanny z "Dziewicy Orleańskiej" Czajkowskiego, trudno jej ukryć wzruszenie. Zwłaszcza ze tą arią wygrała kilka konkursów.

Małgorzata Walewska uważa się za szczęściarę, bo robi to, co lubi. A jej wymarzona praca przynosi jej profity, które pozwalają także na pomoc dalszej rodzinie, I choć wiele ról za nią i jeszcze wiele przed nią, skromnie powtarza, że jej największym sukcesem artystycznym jest córka Alicja Kokosińska.

***

Tylko fakty

Małgorzata Walewska w 1994 roku ukończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną w Warszawie, w klasie prof. Haliny Słonickiej, zdobywając już w trakcie studiów pierwsze nagrody na międzynarodowych konkursach, między innymi we Wrocławiu i Las Palmas. W1991 roku rozpoczęła współpracę z Teatrem Wielkim w Warszawie, początkowo jako chórzystka.

Na deskach Wiedeńskiej Staatsoper występowała w latach 1996-1998. Dziś ma na swoim koncie koncerty w wielu teatrach operowych, m,in, Europy i USA. Pięć lat temu w konkursie Perły Polskiej Gospodarki została uhonorowana Perłą Honorową za krzewienie kultury polskiej na świecie.

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz
Dziennik Polski
2 maja 2013

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia