Elvis inny niż wszyscy

"Władek Bąk Shoł" - reż. Monika Dawidziuk - Fundacja Teatru BOTO

Włodek Bąk nie jest ani tak przebojowy, ani tak przystojny i - co słychać od pierwszych chwil spektaklu - ani tak dobry wokalnie jak jego idol, Elvis Presley. Za to jest nasz, jak się deklaruje, kaszubski, pomorski, regionalny. Skrojony na miarę naszych możliwości. "Włodek Bąk Szoł" to udany powrót do piosenki aktorskiej w kabaretowym ujęciu.

Włodek zaczyna nieśmiało. Wchodzi na scenę Teatru na Plaży z czerwonym dywanem w rękach. Nieco zawstydzony rozkłada go pośrodku. Czy wyniósł go po kryjomu od cioci po imieninach, czy zaczekał na moment nieuwagi i przejął dywan, po którym sam niedawno się błąkał podczas Festiwalu Filmowego w Gdyni, nie wiadomo. Pewne jest, że to będzie jego moment sławy. Włodzimierz Bąk sam się o nią dopomina, udowadniając w trakcie godzinnego show, że słusznie.

"Artysta" zaczyna od nostalgicznego "Gdzie się podziały tamte prywatki" - trochę śpiewa, trochę wspomina, trochę zapowiada tą piosenką kolejne utwory (np. "Diana" Paula Anki). Szybko się rozkręca, tworząc prawdziwy, energetyczny "cover show". Najpierw jednak poznajemy jego trzech muzyków (na co dzień tworzących zespół Velocipedes (Przemysław Bartoś, Łukasz Sasko i Jakub Zwolan), czyli Okularnika, Brodacza i Grubego, dzielnie akompaniujących bohaterowi wieczoru.

Włodek Bąk to postać, można by rzec, ponadczasowa. Choć wygląda młodo i ma dziewczęce rysy, to niejedno w życiu przeszedł. Skromnie przyznaje się do przyjaźni z Agnieszką Osiecką, Tiną Turner i Mickiem Jaggerem. Z każdym z nich wiąże się osobna historia. Z Osiecką bawił w sopockich klubach, Tinę zaprosił na swoje show, jednak ta w ostatniej chwili się rozmyśliła i nie zechciała wystąpić, więc dzielny Włodek założył na głowę mopa i wykonał kilka jej hitów w wersji skróconej.

Najbardziej wzruszająca historia dotyczy zaś nie tyle Micka Jaggera, co przyjaciela Włodka - Andrzeja, dla którego kaszubski Elvis napisał przed laty piękny song. Po utracie przyjaciela, dał się uprosić Mickowi i oddał mu ten utwór, który cały świat poznał jako "Angie" The Rolling Stones. Swoją piosenkę Włodek Bąk wykonuje w wersji "oryginalnej", po polsku, choć w dwugłosie, bo jeden z muzyków śpiewa w tym czasie hit Stonesów w języku Jaggera.

Wyprodukowany przez sopocką Fundację Teatru BOTO "Włodek Bąk Szoł" w reżyserii Moniki Dawidziuk to autorski projekt Justyny Bartoszewicz, na co dzień aktorki Teatru Wybrzeże, prezentującej piosenkę aktorską z charakterem, dowcipem i niezbędnym dla powodzenia takiego przedsięwzięcia dystansem. Aktorka nie przytłacza treściami, z umiarem angażuje w spektakl publiczność, w większości dobrze aranżuje swoje utwory (największy kiks podczas premiery to zaproszenie na scenę "swojego fana", by pokazać mu, że artysta "rośnie" na scenie dzięki publiczności) i nie aspiruje do miana solistki przez wielkie "S".

Justyna Bartoszewicz po prostu bawi się wykreowaną przez siebie postacią przy aktywnym udziale performatywnych muzyków. I dlatego Włodka Bąka, artystę jak by nie było niszowego, warto obejrzeć i posłuchać.

Łukasz Rudziński
Trójmiasto.pl
3 listopada 2014

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia