Emocje i koncepty

13. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca

O spektaklu "Waiting" Mikołaja Mikołajczyka, pokazanym na 13. edycji Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca

Jest w języku sztuki takie słowo, które otrzymało "życie po życiu" i od ładnych paru lat powraca do artystycznych dyskusji i manifestów po trzydziestoletnim okresie niebytu. O co chodzi? Otóż - o konceptualizm, wskrzeszony przez polskich choreografów i tancerzy pracujących w dziedzinie nowoczesnego tańca.

Nie jest już więc ten termin wyłączną własnością plastyków i krytyków sztuk wizualnych (którzy w międzyczasie o nim zapomnieli), choć wciąż z grubsza oznacza to samo - przyglądanie się ideom stojącym za zasłonami formy, ujawnianie tego co ukryte, obnażanie, a czasem kompromitacja języka dzieła sztuki. Ktoś mógłby zapytać - do czego nam jeszcze potrzebne te odgrzewane kotlety, to wyważanie dawno otwartych drzwi? Okazuje się jednak, że każde pokolenie ma prawo do własnej rewolucji. A polski taniec artystyczny niewątpliwie taką rewolucję przeszedł, czy też przechodzi, i mniejsza już o mądre terminy, za pomocą których usiłujemy doścignąć przemiany w sztuce. Być może dlatego taniec nowoczesny ma opinię najszybciej rozwijającej się sztuki w Polsce. To się po prostu dzieje, na naszych oczach.

Od konceptu wyszedł tancerz i choreograf, wieloletni solista baletowy Mikołaj Mikołajczyk, w swoim pierwszym samodzielnym spektaklu - "Waiting" (premiera w czerwcu 2006 roku w Starym Browarze w Poznaniu). Własną przeszłość baletową, na trwałe zapisaną w ciele, w jego budowie, w sposobie poruszania się - wyciął z pierwotnego kontekstu i potraktował jako cytat, dywersyjny i przewrotny. Mikołajczyk tańczy na scenie partie baletowe, ale tańczy je nago, poprzedzając długą, na przemian nużącą i denerwującą rozgrzewką. Nieco matematycznie powiela sekwencje, powraca do nich, miksuje ilustracje muzyczne (doskonała praca Bartłomieja Franka) albo w ogóle z nich rezygnuje. Po nieskończenie długich minutach takiej przebieżki niejedna spośród siedzących na widowni osób zapewne rozważa ucieczkę. Ale to dopiero początek podróży. Bo - jak się okazuje - nie jest to wyłącznie spektakl jednego pomysłu, obrazoburczy, nieprzyzwoity koncept pod sztandarem walki z martwą, muzealną baletową tradycją. Narzucony porządek zaczyna się zaburzać, coraz więcej jest tu chrapliwego oddechu, potu, widocznego zmęczenia, a czyste i symetryczne poruszenia, elegancja gestów i pozycji, nasycają się stopniowo dziwacznymi zakłóceniami, jakąś przesadą, niepokojem. Zimna ascetyczna konstrukcja łamie się, a jej zawahania obnażają grę z emocjami, najkrócej scharakteryzowanymi przez tytuł widowiska. Przerwy pomiędzy kolejnymi wyjściami tancerz spędza znieruchomiały na krześle stojącym w głębi widowni, jak w poczekalni albo za kulisami. I przychodzi moment, kiedy kolejne wyjście na baletową "scenę" już nie nastąpi. Swoją solową partię odtańczy jeszcze raz, ale nie będzie w niej już ani grama symetrii czy harmonii, pozostanie tylko nieukierunkowana, dzika szamotanina. A potem, wpatrzony pustym wzrokiem w przestrzeń gdzieś nad głowami widowni, skąpany w muzyce potężniejących chórów pożyczonych od Mikołaja Góreckiego, w powtarzanym prawie w nieskończoność "amen", podzieli swoje "Czekanie" z dziewczyną wyciągniętą z widowni.

"Waiting" ma swoją niewesołą, autobiograficzną genezę. Historię jego powstania opowiedział Mikołajczyk podczas wieczornych rozmów w klubie festiwalowym. To spektakl zrodzony z bólu i depresji po kontuzji, wyrzuceniu z pracy i nagłym zakończeniu baletowej kariery gwiazdora. Okazuje się, że o bardzo osobistych emocjach można opowiadać także nowoczesnym, zdawałoby się hermetycznym i wydumanym językiem. I za to Mikołajczykowi chwała.

Grzegorz Kondrasiuk
Gazeta Wyborcza Lublin
16 listopada 2009

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia