Erotyczne żarty Williama

Czyli jak nie zabłądzić w „Zaułku kalamburów, tudzież homonimów i homofonów"

Przedsmakiem książki jest kilkanaście kartek z zamieszczonymi rycinami pochodzącymi z XVI i XVII wieku i poprzedzającymi tekst główny. Rysunki wprowadzają i przygotowują czytelnika do encyklopedycznego układu słownika kalamburów z twórczości Williama Szekspira. A każdy z nich obrazuje rolę i miejsce erotyki, a szczególnie jej obscenicznego wymiaru, w życiu ówczesnego społeczeństwa.

Rysunki opisane są bardzo szczegółowo, tłumaczą okoliczności ich powstania oraz zawartą w nim symbolikę (także w odniesieniu do mnóstwa znajdujących się na nich detali). Jerzy Limon podpowiada czytelnikowi, na co w rycinie należy zwrócić uwagę i dlaczego. I co ważne, informuje także o jej kontekście obyczajowo-kulturowym. Plejadę sztychów zamyka „Dzieciątko Szekspir w otoczeniu Natury i Ludzkich Namiętności" Benjamina Smitha według George'a Romneya (Londyn, 1799). Przedstawia nagie dzieciątko, którym jest oczywiście William Szekspir. Obok niego stoi upostaciowiona Radość i Miłość oraz wszystkie pozostałe ludzkie namiętności, które, jak mały William dorośnie „to opisze jak nikt inny"!

I kolejny tekst - „Wstęp", jest naukową rozprawą napisaną w wyśmienitym, niemal gawędziarskim stylu, o Williamie Szekspirze jako mistrzu żartu erotycznego, który nie był ani prostacki, ani wulgarny, lecz wyrażany był „wysmakowaną grą słowną". Stworzone przez niego żarty słowne, znajdujące się w jego wierszach i dramatach, „oszałamiają wyobraźnią oraz inwencją, a także bawią nietuzinkowym poczuciem humoru". Profesor Limon zapowiada, że zajmie się szekspirowskim kalamburem, który „z jednej strony tworzy dodatkowe warstwy znaczeniowe, a z drugiej zwraca uwagę na to, jak dana wypowiedź została utworzona". I przytacza przykłady przekładów tego samego kalamburu, w interpretacji znanych polskich tłumaczy, specjalizujących się w Szekspirze. I tak rozpoczyna się intelektualna zabawa poprowadzona w stylu pełnym humoru, w lekkim i żartobliwym tonie, oddającym klimaty gier słownych. Spośród wielu dwuznacznych i wieloznacznych kalamburów, cytowanych w języku angielskich i ich wyrazów pokrewnych, również podobnie brzmiących w wymowie, warto przytoczyć „Romea i Julię", uchodzącą za najbardziej „obsceniczną" sztukę, jaką napisał Szekspir. Jak podaje profesor Limon, doszukano się w niej stu siedemdziesięciu pięciu frywolnych kalamburów. „- Ale nie jest to zwyczajne świntuszenie czy wulgarne żarty dla żartów i rozbawienia niewybrednej gawiedzi" – pisze autor. I w innym miejscu wyjaśnia, że „w elżbietańskiej angielszczyźnie „oko", czyli „eye" zawłaszcza „czarne" oznacza waginę. Merkucjo wszak mówi o „czarnym oku" Rozalindy, które miało tak wymęczyć Romea, że zamieniło go śniętą rybę. Z kolei we "Śnie nocy letniej" mowa jest o „rozognionej strzale czyli penisie młodego Kupidyna, „która zgaśnie dopiero, gdy zanurzy się w cnotliwej poświacie wilgotnego księżyca (czytaj „wilgotnej pochwie"). I jeśli wierzyć badaczom Szekspira to możemy w jego dziełach znaleźć ponad trzy tysiące samych kalamburów. Jakież to wyzwanie dla tłumaczy!

A do tego dodać należy mnóstwo ciekawych informacji, świadczących o erudycji autora, o rzadkiej umiejętności dzielenia się posiadaną wiedzą i o niezwykłym wyczuciu kompozycyjnym w układaniu merytorycznych detali w całość. Jerzy Limon pisze o cenzurze towarzyszącej przez wieki dziełom Szekspira, o zmęczonych skrybach, którzy przy blasku świecy grubo po północy przepisywali dramaty Szekspira, dopisując lub skreślając pojedyncze wyrazy... O niewiarygodnych losach jego dzieł, zbieranych w całość. O teatrach budowanych obok aren do walk zwierząt, w najpodlejszych miejscach, o seksie tamtych czasów, higienie, o obyczajach władców. O cudzołożnikach i ofiarach kiły. O aktorach szekspirowskich i o samym dramatopisarzu w kontekście erotyki tamtych czasów. Czyta się o tym wszystkim z zapartym tchem!

I następna część książki, czyli „Słowniczek" haseł anglojęzycznych ułożonych alfabetycznie, opatrzony komentarzem autora wyjaśniającym jak należy je odczytywać i instruujący jak z niego korzystać. I tak rozpoczyna się wyjątkowa podróż przez meandry językowe, znaczeniowe, odniesienia nazw do desygnatów czasów, w których były używane. To także fantastyczna lekcja, o zabarwieniu historycznym, o zmianach zachodzących w języku angielskim na przestrzeni setek lat. To tłumaczenie słowa w kontekście obyczajów epoki, kultury. Każde hasło-słowo rozpatrywane jest w powiązaniu z miejscem, z osobą, którą charakteryzuje, z emocjami, jakie przeżywali bohaterowie Szekspira. To również, szczególnie dla osób znających język angielski, świetna zabawa z interpretacją znaczeniową słów. A przede wszystkim gra homonimami. Te licznie przytaczane identyczne formy językowe, analizy fleksyjne czy słowotwórcze budowy wyrazów kreślą ciekawe zjawiska językowe. Co dla pasjonatów Szekspira, ale i przede wszystkim dla czytelników nie posiadających aż tak głębokiej wiedzy na ten temat, okazuje się rzeczą łatwą do odczytania. A jest tak za sprawą wspomnianego powyżej daru narracji Jerzego Limona, posługującego się jasnym i zrozumiałym językiem, z jakże subtelnym poczuciem humoru.

Omówienie poszczególnego hasła to także dogłębna analiza postaci dramatu, której ono dotyczy, zdarzenia, sytuacji. Ale nie tylko do samego Williama Szekspira odwołuje się autor. Wyjaśnień szuka także w kulturze innych narodów; odwołuje się również do czasów starożytnych.

Pierwsze hasło „Account", „tworzy kalambur (homofon) ze słowem „a Mount" – hrabia, a również i „a cunt" czyli - cipa, „dupa", jak na przykład w „Henryku V, gdzie królewna francuska Katarzyna uczy się angielskiego i słowo „le Mount" traktuje jako wulgaryzm w jej rodzinnym języku, czyli „lec on" – cipa". Słowo to występuje także i w sztuce o Henryku VIII. I dalej objaśnia profesor – „ forma do dziś wulgarna „cunt" – w angielszczyźnie istnieje od początku XIII wieku. Po raz pierwszy pojawia się w nazwie ulicy w Oksfordzie – być może znanej z działalności prostytutek – Grope cunt lane" około 1230 roku, dzisiaj Magpie Lane; dodajmy, że jako czasownik „grope" oznacza „macać", przez co przytoczona nazwa ulicy to „Zaułek macanej cipki". I jak dalej podkreśla Jerzy Limon, William Szekspir od dosłowności, wolał jednak żartobliwe gry słów albo eufemizmy.

Haseł jest ponad sto. I tyle samo niespodzianek, tropienia śladów, znaczeń, tudzież konfrontowania posiadanej wiedzy z bogactwem merytorycznym proponowanym przez profesora Limona. Ostatnie hasło – „weapon" oznacza broń, oręż, ale również i penisa. I zacytowaną poniżej analizą warto zobrazować styl i formę, jaką zaproponował czytelnikom autor. Ale, nie traćmy jednak czasu. –„ Sampson na początku „Romea i Julii" mówi „My naked weapon is out (I.i.29) – „Już wydobyłem mój nagi oręż". Ponieważ słowa te poprzedza rozmowa o rozprawiczeniu, to sens obsceniczny staje się czytelny. Podobnie Pani Quickly (Chybcik) w drugiej części „Henryka IV" skarży się na Falstaffa (II.i. 10-12): „He stabbed me In my own house most beastly, In goud faith. A cares not what mischief he does; if his weapon is out, he will foin like any debil, he will spare neither man, woman, nor child". Co dosłownie znaczy to: „We własnym domu mnie zranił, na Boga. Nie zważa na to, ile krzywdy może zrobić. Jak tylko wyciągnie swą broń, to będzie nią siekał jak diabeł, bez litości dla mężczyzny, niewiasty czy dziecka". Ale drugie znaczenie jest następujące: „On mnie pokrzywdził (seksualnie) we własnym domu (ale uwaga" „house" mogło też mieć waginalne konotacje, więc to zdanie mogło znaczyć: „Toż on zaliczył moją własną kuciapkę"). Jak tylko wyciągnie swego kutasa, to będzie nim nadziewał jak istny diabeł, nie szczędząc mężczyzn, kobiet i dzieci".
I przy tym cytacie, autor przytacza przekłady tłumaczy, bo pokazać, jak sobie poradzili z nim – Leon Ulrich, Maciej Słomczyński i Stanisław Barańczak.

I oczywiście, ten alfabetyczny słowniczek opatrzony jest wieloma rysunkami, reprodukcjami obrazów. To także znak obecności erotyki, rozwiązłości, ukrytych podtekstów seksualnych w malarstwie. Słowo „dance"/"dancing" ilustrują aż cztery ryciny! Bo dosłownie – taniec/tańczenie w niektórych kontekstach oznaczało kopulację czy bzykanie. Dwa obrazy Gerarda van Honthorsta „Stręczycielka" i „Muzykujący" idealnie oddają i uzupełniają znaczenie tego słowa. Jak napisał profesor Limon - w scenach rodzajowych z burdeli prostytutki ukazywano jako utalentowane instrumentalistki lub śpiewaczki. Lutnia, skrzypce i dudy miały bowiem w czasach renesansu asocjacje erotyczne. W malarstwie holenderskim nakładały się jeszcze znaczenia dodatkowe, bowiem w języku holenderskim lutnia (luit) to homofon oznaczający waginę.

Warto dodać, że intencją Jerzego Limona jest także i to, żeby po książkę tę sięgnęli nie tylko tłumacze, reżyserzy, ale wszyscy ci, którzy interesują się czasami renesansu i ich przekładem na współczesny język. – Nie zapominajmy – pisze autor – że przekłady tekstów sprzed wieków są również przekładami transkulturowymi, a tłumacz staje się uczonym filologiem. Wyraża też nadzieję, że wśród odbiorców tej pozycji znajdą się miłośnicy teatru.

A do słów autora można dodać i to, że wszyscy ci, którzy zainteresuje ta książka, będą mile zaskoczeni jej niezwykle staranną szatą edytorską, rzetelnie sporządzonymi indeksami i doskonałą redakcją. A w klimat wprowadza ich okładka, nie tylko oddająca wysmakowany dobór kolorów, ale i wkomponowany w nią anonimowy obraz „Prostytutka z rajfurką", podpowiadający jak należy odczytywać zawartą w nim symbolikę.

A zatem, are you ready na spotkanie z takim Williamem Szekspirem?

___

Jerzy Limon - "Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej"; Redakcja: Małgorzata Jaworska; Projekt graficzny i typograficzny: Stanisław Salij, Joanna Kwiatkowska; Indeksy: Karolina Lipieńska; Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria; Okładka: twarda; Liczba stron: 391; ISBN 978 83 7908 120 2

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny
27 sierpnia 2018

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia