Esencja „Wiśniowego sadu" w portretach

"Portrety Wiśniowego sadu" - reż. Grzegorz Bral - Teatr Pieśń Kozła

„Na początku jest tekst, który mnie porusza. On stanowi bazę. Następnie wybieram najdramatyczniejsze momenty utworu, które przekazuję kompozytorom. Gdy mamy już muzykę, wybieramy dialogi, pracujemy nad ruchem, gestem, energią, rytmem. W efekcie powstaje coś niekoniecznie linearnego, czasem nielogicznego, ale energetycznego, posiadającego głębszy sens." mówi w wywiadzie Grzegorz Bral – dyrektor, reżyser i nauczyciel w Teatrze Pieśni Kozła.

„Portrety wiśniowego sadu" są muzyczną wariacją na temat dramatu Antoniego Czechowa. Poruszająca opowieść o przemijaniu, utracie, przywiązaniu, tęsknocie, zmierzaniu się z tym, co nieuchronne, wybrzmiewa na deskach Teatru Pieśni Kozła w połączeniu z poezją Osipa Mandelsztama i Anny Achmatowej, docierając do najgłębszych zakamarków duszy obserwatora, pozwalając mu zrozumieć to, co za pomocą słów nie zawsze jest przekazywalne. To, czego nie da się powiedzieć, trzeba wyśpiewać.

Powracająca do rodzinnej posiadłości Raniewska z sentymentem przemierza pokoje, wspominając w duchu nieudane małżeństwo, stratę syna i majątku. Nie umie zaakceptować zmian, mimo praktycznych rad Łopachina, nie jest w stanie zdecydować się na podjęcie drastycznych kroków w celu ratowania części posiadłości. Pragmatyzm kupca nie przystaje do wyobrażeń Raniewskiej na temat jej posiadłości, pięknego sadu, utraconego raju, krainy lat młodości. Postać wspaniale zagrana przez Juliannę Bloodgood jest pełna sprzeczności: elegancka i dumna, a jednocześnie infantylna i naiwna. Jej brat Gajew – zagrany świetnie przez Rafała Habla - to przedstawiciel tego samego pokolenia, przyzwyczajony do tradycji i układów społecznych, które już nie istnieją. Jego postać jest wzruszająca, choć chwilami wydaje się dziwna i śmieszna. Jest też Łopachin – również bardzo dobra rola Dimitrisa Varkasa – przedstawiciel współczesności, myślący praktycznie człowiek interesów, którego kreatywność okazuje się jednak złudna, a na koniec zostaje sam. Uwagę przyciąga też wspaniała muzyczna opowieść Szarloty – guwernantki – która zastanawia się nad swoją tożsamością i sensem życia, a jej ciepły głos w melancholijnej tonacji wzrusza równie mocno, co losy głównych bohaterów. W drugiej połowie spektaklu dźwiękom pianina zaczynają towarzyszyć skrzypce, na których gra córka Raniewskiej. Ona opowiada swoją historię grając.

Wokół krążą pozostałe postaci. Wzruszający w swym konserwatyzmie lokaj Firs, pocieszny niedojda - erudyta Jepichodow, wieczny student Pietia Trofimow, pod maską oschłości skrywająca nieodwzajemnione uczucie Waria. Każdy z bohaterów coś o sobie mówi, każdy snuje własną opowieść, każdy nosi w sobie jakiś dramat. Pozornie niewidoczny i rozdrobniony w potoku banalnej codzienności, lecz jakże dojmujący.

„Portrety wiśniowego sadu" to muzyczne arcydzieło. Zespół zachwyca wokalnymi kompetencjami i koordynacją narzędzi aktorskich. Jest to spektakl obrazujący ludzkie nadzieje, pragnienia, lęki. Odbiorca nie powinien myśleć i zastanawiać się nad słowami, które aktorzy wypowiadają w obcych językach, powinien odczuwać. Muzyka jest drogą do pokazania archetypicznych postaw. Każdy z bohaterów spektaklu nakreśla swój własny portret. I w każdym widz może odnaleźć cząstkę siebie. Nie ocenia ich postaw, ale traktuje jak kogoś bliskiego. Muzyka sprawia, że portrety nasycone są emocjami. Czasem dźwięki walczą o dominację, czasem brzmią harmonijnie – tak samo jak postacie dramatu.

Brala bardziej niż podążanie za narracyjnym tokiem tekstu interesuje wydobycie esencji dzieła. Bardziej niż kreatorem czegoś, co dotąd nie istniało, jest odkrywcą prawdy dotąd niewydobytej, zawartej w tekście. Przeplatanie goryczy z humorem, przeczucia katastrofy ze szczęściem z powrotu do rodzinnego domu, radości z rozczarowaniem – wszystko to na ową esencję się składa, aczkolwiek żeby ją dostrzec, nie wystarczy o niej przeczytać, trzeba ją usłyszeć. Idealnym odbiorcą jest każdy, kto przyjdzie do sali teatralnej wyposażony w wrażliwość.

Aktorzy uwodzą widza zwracając się do niego bezpośrednio, bawią, dzielą się szampanem. Zabawa ma bohaterom pomóc zapomnieć, tkwi w niej rozpaczliwa próba uratowania stabilnego porządku świata. Widzowie jednak nie zapomną. A spektakl to dopiero początek.

 

Aleksandra Zegar
Dziennik Teatralny Wrocław
26 marca 2016
Portrety
Grzegorz Bral

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia