Fajny i dobry chłopak, który krył się pod maską alkoholika

Borys Szyc – aktor teatralny, telewizyjny, filmowy i radiowy.

Zawsze lubił się popisywać przed innymi. Nic więc dziwnego, że został aktorem. Popularność, jaką zdobył swymi kinowymi występami, sprawiła, że popadł w alkoholizm. Niszczył swe życie przez kilka lat - aż na jego drodze stanęła ukochana kobieta.

Polski aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. Ukończył XXVI Liceum Ogólnokształcące w Łodzi. Absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie. Popularność zdobył rolami aresztanta Alberta w filmie "Symetria", antyterrorysty-złodzieja Juliana w "Vinci", policjanta "Kruszona" w serialu "Oficer" oraz szefa kuchni Jerzego Knappe w serialu "Przepis na życie". Od 2001 roku jest aktorem warszawskiego Teatru Współczesnego. Próbował również swych sił jako wokalista - nagrał album "Feelin' Good" EMI Musie Po-land. Na płycie gościnnie wystąpiły m.in. Ewa Bem, Kasia Cerekwicka, Marysia Starosta i Justyna Steczkowska. W 2008 roku prowadził program "Ranking gwiazd". Jest właścicielem warszawskiej restauracji "Akademia". Ma córkę Sonię (ur. 2004) ze związku z Anną Bareja. Obecnie jego partnerką jest projektantka mody - Justyna Nagłowska. Para mieszka w Warszawie na Saskiej Kępie.

Jest jednym z tych aktorów, którzy praktycznie nie schodzą z dużego i małego ekranu. W ciągu ostatnich miesięcy widzieliśmy go w "Zimnej wojnie" czy "Kamerdynerze", a teraz obejrzymy w trzeciej części "Planety singli". Wydaje się więc, że na naszym rynku osiągnął już wszystko. Nie dziwi zatem, że zaczyna coraz śmielej próbować swych sił za granicą.

- Dostaję propozycje z Wielkiej Brytanii, Francji i ze Stanów. Cały czas prowadzimy rozmowy, a w jednym przypadku jesteśmy już przed podpisaniem umowy. Niestety, nie mogę zdradzać szczegółów. Mam poczucie, że "Zimna wojna" otworzyła mi drzwi do zagranicznej kariery - zapowiada w "Plejadzie".

___

Wychował się w Łodzi. Jego rodzice mieli artystyczne wykształcenie. Mama zajmowała się projektowaniem wnętrz, przez pewien czas prowadziła galerię sztuki. Ojciec zostawił syna i żonę - a potem niemal całkowicie zerwał z nimi kontakt.

- Mama niechętnie o nim rozmawiała, więc nie dopytywałem. Wiedziałem, że to dla niej bolesne. Sam odkrywałem prawdę, z biegiem lat dochodziło coraz więcej szczegółów, z których złożyłem układankę. Gdy byłem w liceum, zacząłem go poznawać. Dziś mamy kontakt i to mnie cieszy - podsumowuje w "Twoim Stylu".

Ojca zastąpił mu w dzieciństwie dziadek Henryk. Dawny fabrykant kultywował w domu mieszczańskie tradycje. Jako starannie ułożony dżentelmen patrzył z dystansem na wnuczka, który przejawiał różne pasje, zamieniając jedną na drugą.

- Inne dzieci jeździły za granicę, a my wciąż na działkę. Pamiętam też, jak przed kumplami udawałem, że mam odtwarzacz wideo, którego w domu oczywiście nie było. No i bardzo zazdrościłem kuzynowi skutera. To było marzenie wszystkich chłopaków - wzdycha Borys.

Początkowo chłopak myślał o medycynie. Chodził do klasy biologiczno-chemicznej i z przyjemnością kroił żaby na lekcjach. Potem mu się zmieniło - i postanowił zostać prawnikiem. Ostatecznie zdecydował się niespodziewanie na aktorstwo.

- W dzieciństwie nigdy nie mówiłem, że chcę być aktorem. Jednak od małego robiłem rzeczy, które mi się potem w aktorstwie przydały. Tańczyłem, śpiewałem, brałem udział w konkursach recytatorskich. W liceum z moim przyjacielem Marcinem Nowakiem stworzyliśmy teatr amatorski - opowiada w "Gazecie na Weekend".

Kiedy zdał na studia, mama dostała zlecenie na zaprojektowanie wnętrz sieci sklepów. Dzięki temu mogła opłacić mu wynajęcie mieszkania w Warszawie. Z czasem chłopak musiał sam zacząć zarabiać na swoje wykształcenie. Dzisiaj z dumą pokazuje blizny na rękach, które zrobił sobie, zbijając palety lub pracując na plantacji róż.

Po szkole dostał propozycje etatu z dwóch teatrów - Dramatycznego i Współczesnego. Wybrał ten drugi, ponieważ reżyserowała w nim jego ulubiona twórczyni - Agnieszka Glińska. Pod jej okiem rozwinął skrzydła - ale ponieważ zawsze ciągnęło go do filmu, zaczął z powodzeniem występować w kinie.

- Jedno z pierwszych moich pojawień się na ekranie to był serial "Na dobre i na złe". Daniel Olbrychski zagrał tam starego aktora, ja - jego syna, którego ojciec porzucił, nigdy się nim nie zajmował. Ale choroba ojca zbliżyła go do syna. Od tego momentu Daniel mówił do mnie: "synku". Ja: "tato" - śmieje się w serwisie Party.

Pierwsze brawa za filmowy występ zebrał za rolę w "Vinci", potem świetnie zaprezentował się w "Wojnie polsko-ruskiej". Wtedy nie wiedzieć czemu zaczął grywać w głupich komediach. Kulminacją tego trendu okazał się występ w "Kac Wawa", za który posypały się na jego głowę gromy.

- Otumaniło mnie. Straciłem czujność. Pojawiały się jakiejś osoby, które niby są przyjaciółmi. Tysiąc doradców, tysiąc osób, które chcą się napić. Tysiąc pomysłów, każdy coś chce. Nakręca się machina. Pewnie parę osób potraktowałem z góry - wspomina w "Vivie".

Pieniądze się go nigdy nie trzymały. Zainwestował w jakąś restaurację na Mazurach, ale okazała się ona niewypałem. Poręczył czyjś kredyt, a potem musiał za niego spłacać pożyczkę. Wszystkie te nietrafne decyzje zalewał alkoholem. Pił, żeby dodać sobie odwagi, żeby nie czuć samotności, żeby się dobrze bawić. W końcu zorientował się, że jest alkoholikiem.

- To choroba bardzo trudna do zdiagnozowania. Po cichu wchodzi w każdy zakamarek życia, a później wiąże się ze wszystkim, co robisz, z twoją miłością, z twoim jedzeniem, z twoim codziennym rytmem życia. I tak zaczyna się w ciebie wczepiać, że właściwie nie wiadomo, kiedy przejmuje nad tobą kontrolę - tłumaczy w "Vivie".

___

Alkoholowy ciąg sprawił, że żadna kobieta nie mogła z nim dłużej wytrzymać. Nawet Anna Bareja, która dała mu córkę - Sonię. Choć para się rozstała, Borys nie zrezygnował z opieki nad dziewczynką. To właśnie chwile, które mógł z nią spędzać, były dla niego najcenniejsze.

- Dziewczynki trzeba kochać. Z chłopakami jest inaczej. Kiedy Sonia się urodziła, byłem szczęśliwy, że nie jest chłopcem. Bo pewnie bym sobie nie poradził. Nie wiedziałbym, co ojciec powinien dać chłopakowi. A z dziewczynką jest łatwiej. Jej trzeba dać tylko dużo miłości. Całować po stopkach i traktować jak księżniczkę - podsumowuje w "Twoim Stylu".

Życie popularnego aktora odmieniło spotkanie z Justyną Nagłowską. To ona postanowiła wyciągnąć go z alkoholizmu. Oboje zapisali się na terapię Anonimowych Alkoholików. Na efekty trzeba było trochę poczekać i oboje musieli przeżyć niejedną trudną chwilę. Ale udało się. Niedawno się zaręczyli.

- Robiłem wszystko, by mnie zostawiła. Nie chciałem jej ranić, więc zniechęcałem ją do siebie. Powiedziała mi jednak kiedyś: "Nie wierzę, że pod tym wszystkim nie ukrywa się ten fajny i dobry chłopak, którego znałam 15 lat temu. (...) Jestem jej wdzięczny, że mnie nie porzuciła i we mnie wierzyła - podsumowuje w "Super Expressie".

___

Borys Szyc – aktor teatralny, telewizyjny, filmowy i radiowy. Od roku 2001 związany z Teatrem Współczesnym w Warszawie. Popularność zdobył rolami aresztanta Alberta w filmie Symetria, antyterrorysty-złodzieja Juliana w Vinci. W styczniu 2008 roku, razem z Justyną Steczkowską, nagrał singiel „Choć wieje, pada, grzmi". Ma córkę Sonię (ur. 2004) ze związku z Anną Bareją. Związany z Justyną Nagłowską.

Paweł Gzyl
Nowa Trybuna Opolska
5 lutego 2019
Portrety
Borys Szyc

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia