Festiwal Szkół Teatralnych był wielkim sukcesem łódzkich aktorów

28. Festiwal Szkół Teatralnych

To było pewne na długo przed rozpoczęciem XXVIII Festiwalu Szkół Teatralnych. Trafił się nam zdolny i, co również ważne, aktorsko bardzo równy rocznik dyplomantów. Obsypani głównymi nagrodami przez jury, zdeklasowali pozostałych uczestników festiwalu, na otarcie łez zostawiając im jedynie wyróżnienia.

Wielka w tym zasługa niebanalnego repertuaru, dobranego "pod aktora", który udowodnia, że cztery lata w szkole były wszechstronnie rozwijającym treningiem.

Bez zbędnej kokieterii dodajmy od razu, iż repertuaru ustawionego, niestety, głównie pod mężczyzn. Dyplomantki role konstruowały barwne i precyzyjnie (przypomnijmy choćby Gretę Magdaleny Łaski i Maryjkę Katarzyny Dałek w "Ceremoniach"), a jednak nie stworzyły im one możliwości pełnego zaprezentowania siebie. Nie dziwią zatem główne nagrody żeńskie dla Weroniki Nockowskiej (Akademia Teatralna w Warszawie) i Katarzyny Zawiślak-Dolny (PWST w Krakowie). Nockowskiej należy się ona już tylko za rolę Walerii w "Opowieściach lasku wiedeńskiego", Zawiślak-Dolny za Kalerię w "Próbach". Obie dziewczyny dostały jednak szansę pokazania zupełnie odmiennego aktorstwa w pracy nad postaciami w zgoła odmiennych spektaklach; odpowiednio: Młodej w "Bóg mówi słowo" i Hildy Fajtcacy w "Sonacie b". Szansę, jakiej chyba nie miała m.in. łodzianka Małgorzata Kocik.

W tym roku w dobrym tonie było miksowanie tak autorów, jak i pojedynczych dramatów. Wernera Schwaba scalono z Jeanem Genetem, Maksyma Gorkiego z filmowym "katastrofistą" Andriejem Tarkowskim, a Stanisława Wyspiańskiego z nim samym. Najciekawsze efekty przyniósł ostatni dzień festiwalu. Tak "Ceremonie" z PWSFTViT (nagrodzone piętnastominutowymi brawami), jak i "Próby" z PWST w Krakowie to przedstawienia, które spokojnie mogłyby się znaleźć w repertuarze niejednego teatru. Nie tylko mistrzowsko prowadzone pod kątem aktorskim, lecz dzięki elementom inscenizacji podporządkowanym klarownej i intrygującej wizji reżyserskiej (uznanie dla Grzegorza Wiśniewskiego oraz Pawła Miśkiewicza i Macieja Podstawnego), otwierają przed nami intensywnie oddziałujące światy. Z kolei Jan Englert, idąc w ślady Konrada Swinarskiego, pod tytułem "Bóg mówi słowo" połączył i wystawił ze studentami AT w Warszawie "Klątwę" i "Sędziów" Wyspiańskiego. Powielił też pomysł Jerzego Stuhra sprzed roku i w roli Jonasa obsadził drobniutką Marię Semotiuk, która - jak wówczas Klara Bielawska - wyzwaniu chyba nie podołała.

Najczęściej używanym przy konstruowaniu roli rekwizytem był... papierosek. Przedstawień zdecydowanie wolnych od nikotyny było nie więcej niż palców u ręki przeciętnego aktora. A w przeciętność, tego największego wroga każdego dyplomanta, po papierosowej bibułce osunąć się bardzo łatwo. Rozgrzeszenie otrzymują więc tylko papierosy z "Plasteliny". Te nikomu nie szkodzą. 

Poprzednia edycja festiwalu obfitowała w spektakle muzyczne. Pod tym względem było w tym roku nieco ubożej, ale i "target" był inny. W roku Chopina AT w Warszawie wzięła na warsztat"Chopina w Ameryce" według scenariusza Stanisława Dygata i Andrzeja Jareckiego. Niestety, w przeciwieństwie do wyśmiewanego w tym musicalu "Chopina" 40-procentowego, sceniczna zabawa formą do pretekstowo ujętej fabuły jak na złość skończyć się nie chce. Ale przegryzanie skeczy trawestacjami znanych piosenek, pomimo śmiechu do łez, spowoduje w końcu ostre nudności.

W ciągu tych kilku festiwalowych dni kolumny rozentuzjazmowanych przyszłych aktorów, maszerujących ku festiwalowemu klubowi "Przechowalnia", czyniły opustoszałe o godzinie drugiej w nocy ulice Łodzi radośniejszymi. Podarowali nam nie tylko niemało estetycznych wrażeń, ale i świadomość, że oto w Łodzi dzieje się coś niezmiernie ważnego

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łodzki
17 maja 2010

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia