Festiwal z dominantą aroganckiego listu

9. Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych ITSelF

Zakończony niedawno Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych, odbywający się co dwa lata w Warszawie, po raz kolejny był konfrontacją różnych estetyk, wizji teatru oraz zadań i umiejętności aktorskich. I - co również nie jest nowością - skłonił do refleksji nad modelem szkół teatralnych oraz sposobem i stylem kształcenia aktorów. Jest to zarazem pytanie o pedagogów, o osobowości artystyczne wykładowców i ich wizję teatru oraz preferowany przez nich system wartości. Co ma niebagatelne znaczenie, albowiem przekłada się na to, co tworzą i jak formują studentów aktorstwa: artystycznie, moralnie, filozoficznie, światopoglądowo.

Wśród przedstawień pokazanych na konkursie, a zatem podlegających ocenie jury, nie zabrakło takich, gdzie trudno byłoby dokonać oceny warsztatu aktorskiego poszczególnych wykonawców, ponieważ główny akcent spoczywał na sposobie inscenizacji. Chodzi o właściwy dobór sztuk i sposób inscenizacji, tak by tym młodym ludziom stworzyć odpowiednie warunki dla zaprezentowania tego, czego nauczyli się w szkole teatralnej. A więc budowanie i rozwój postaci, umiejętność wyrażenia emocji i przeżyć duchowych, dialogowanie, nienaganna dykcja, sposób poruszania się, noszenia kostiumu z epoki, właściwy sposób wchodzenia w relacje z pozostałymi postaciami sztuki itd.

Dlatego niezwykle istotną sprawą jest materiał literacki wykorzystany jako sztuka w spektaklu. Wciąż niezastąpiony jest tu Czechow, u którego postaci napisane są wprost idealnie, jako doskonałe "narzędzie" do nauki zawodu aktorskiego. Ale Czechowa w szkołach teatralnych dzisiaj już mało kto gra. Na tegorocznym festiwalu nie było nawet śladu Czechowa. W ogóle jeśli chodzi o klasykę, to tylko śladowe ilości: Augusta Strindberga "Pelikan. Zabawa z ogniem" w reż. Jana Englerta, Akademia Teatralna w Warszawie, oraz "Wrogowie. Historia pewnej miłości" na podstawie powieści Singera, Studio Sztuk Performatywnych w Tel-Awiwie, Izrael [na zdjęciu]. Pozostałe to głównie spektakle oparte na współczesnych tekstach.

Główna nagroda festiwalu, Grand Prix, to "Rytuał" z Uniwersytetu Soore w Teheranie. Ogromnie interesujące, w swej poetyce odmienne od reszty przedstawienie. Do interesujących i ciekawie zagranych spektakli należy też przedstawienie "Do dna" w reż. Ewy Kaim z PWST w Krakowie. Amerykański spektakl "Wojna" z Uniwersytetu Michigan w reż. Malcolma Tulipa, na podstawie tekstu Larsa Noréna, stworzył każdemu z aktorów możliwość zaprezentowania umiejętności. Natomiast nieźle zaśpiewane muzyczne przedstawienie "Farma" z Akademii Teatralnej w Rzymie, oparte na "Folwarku zwierzęcym" George'a Orwella, to typowo zespołowy spektakl, gdzie właściwie ocenie podlega bardziej inscenizacja aniżeli indywidualne budowanie ról. Ponadto wstawienie do tekstu Orwella aluzji tyczącej prezydenta Donalda Trumpa oraz nachalne ukierunkowanie w stronę ekologicznej poprawności politycznej, gdzie zwierzę stawiane jest wyżej niż człowiek (nawet przy założeniu, że to metafora) kładzie akcent bardziej na ideologię aniżeli na zaprezentowanie techniki warsztatu aktorskiego.

I jeszcze jedno. Tegoroczny festiwal wyróżnił się spośród wszystkich poprzednich edycji, niestety, negatywnie. Powiedziałabym nawet - hańbiąco. A to za sprawą nie spektakli prezentowanych w konkursie czy nawet tych spoza konkursu, lecz z powodu listu, jaki napisał Wojciech Malajkat, rektor Akademii Teatralnej, a zarazem dyrektor festiwalu, do prezydenta USA, Donalda Trumpa. Krótko mówiąc, Malajkat domagał się w owym liście odszkodowania finansowego od prezydenta Trumpa, ponieważ przemówienie gościa na pl. Krasińskich w Warszawie (w pobliżu Akademii Teatralnej, miejsca prezentacji większości spektakli festiwalowych) zmniejszy frekwencję festiwalu z uwagi na utrudnienia w ruchu. Najoględniej mówiąc, list był nie tylko niestosowny, ale wprost chamski w swej wymowie i położył się cieniem na festiwalu, a także przedstawił Akademię Teatralną, na czele z jej rektorem, oraz środowisko teatralne w Polsce jako ludzi pospolitych i szalenie prymitywnych. Zresztą co do prymitywnych zachowań większości ludzi teatru Malajkat nie dokonuje żadnego odkrycia. Dość spojrzeć na zachowania KODZIARZY, gdzie wśród rozwrzeszczanych i z nienawiścią grożących pięściami aktywistów wcale nie małą liczbę stanowią przedstawiciele środowiska artystycznego.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
31 lipca 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski