Film, nie teatr

"Powidoki" - reż. Maciej Wojtyszko - Teatr Telewizji

Sporo ostatnio zamieszania wokół Teatru Telewizji. "Rzeczpospolita" i "Nasz Dziennik" lamentują, że nasze narodowe dobro jest przez polską telewizję zaniedbywane. Telewizja odpowiada, że to nieprawda, i podaje listę dziewięciu premier, które zostaną wyemitowane w tym roku. Po czym ogłasza, że szuka sponsorów, którzy wyłożyliby 5 min zł na kolejne dzieła

Jakie to dzieła? Od czasów utworzenia za rządów PiS Sceny Faktu, Teatr Telewizji pozostaje teatrem tylko z nazwy. W rzeczywistości serwuje swoim widzom głównie kolejne odcinki taniego kina historycznego, opowiadającego o PRL - epoce niszczenia prawdziwych Polaków przez reżim komunistyczny. Reżyserami tych minifilmów, kręconych na przemian we wnętrzach i w plenerze, są zwykle filmowcy. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej premiery.

Historia życia wybitnych artystów: malarza abstrakcjonisty Władysława Strzemińskiego i rzeźbiarki Katarzyny Kobro, połączonych więzami miłości i nienawiści, jednocześnie próbujących uprawiać swoją formalną, awangardową sztukę w komunistycznej Polsce - która stawia przed artystami obowiązek krzewienia socrealizmu - jest świetnym materiałem na dramat jednak twórców filmu nie interesowała para artystów (świetnie zresztą grana przez Ninę Czerkies i Mariusza Wojciechowskiego), tylko - zgodnie z linią programową Teatru Telewizji - znów system komunistyczny metodycznie zadręczający kolejne wybitne jednostki. Głównym bohaterem tego dzieła jest grany przez Wojciecha Kalarusa cyniczny, konformistyczny sługa zbrodniczych systemów - faszystowskiego podczas wojny i komunistycznego po niej... Artyści znów zostali potraktowani przedmiotowo.

Aneta Kyzioł
Polityka
24 lutego 2011

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia