Furie polskie, czyli gorący spektakl "Interpretacji"

XIV Festiwal Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje"

Po przedstawieniu Marcina Libera pt. "III Furie", temperatura emocjonalna tegorocznych "Interpretacji" gwałtownie wzrosła.

No nareszcie, chciałoby się powiedzieć, bo poprzednie konkursowe spektakle, choć wysmakowane estetycznie, nużyły przewidywalną konwencją i raczej nie zachęcały do dyskusji. A przedstawienie Teatru Modrzejewskiej z Legnicy zelektryzowało widownię. Ekspresyjne, prowokacyjne i stawiające pytania, które po cichu zadaje sobie przynajmniej połowa Polaków, ale mało kto formułuje je głośno. A przy tym wszystkim, "III Furie" ani przez moment nie grzeszą publicystyczną nachalnością. To czysty teatr, z całym dobrodziejstwem umowności, zmiennością nastrojów, muzyką na żywo, która staje się jednym z bohaterów opowiadanej historii i świetnym aktorstwem, z Joanną Gonschorek i Ewą Galusińską na czele.

Tekst tego przedstawienia ma wielu rodziców. Najpierw była powieść Sylwii Chutnik pt. "Dzidzia", potem książka Stefana Dąbskiego "Egzekutor", a na końcu scenariusz, który z Chutnik współtworzyły Magda Fertacz i Małgorzata Sikorska-Miszczuk oraz sam reżyser. W konsekwencji powstała sztuka nierównoważna tematycznie, miejscami nawet niespójna, ale mam wrażenie, że gdyby była wzorowo "poukładana", nie miałaby w sobie tyle ekspresyjnej zadziorności, ile ma. A kontrowersyjność, zamierzona i świadoma, jest w "III Furiach" punktem wyjścia. Planów akcji i wątków mamy na scenie wiele. I jeszcze więcej pytań. "Jak długo jeszcze będziemy się w Polsce rozliczać za błędy, popełnione w przeszłości przez naszych przodków?

Kto dał nam prawo do kategorycznych ocen, skoro ofiara może być jednocześnie zabójcą? I czy mordujący kolaborantkę polski patriota na pewno może bezkarnie zmyć krew ze swoich rąk?" I wiele innych Gorzkie to przedstawienie i strasznie (tak właśnie: strasznie) polskie. Na przykład, zwalające z nóg migawkowe obrazki z kościoła, w którym dziewczynka z wodogłowiem staje się dla wiernych ucieleśnieniem kary za wojenne winy swojej babki (!). Bo spektakl Libera obudowany jest wieloma kontekstami: niezmienną wizją polskiego modelu "trupiego" patriotyzmu, narodową mitologią, poniewieraną na stadionach, obyczajami i prawami, które nie dają szans wykluczonym przez "szlachetną" resztę społeczeństwa. A wszystko w telewizyjno-mitologicznej oprawie, w której samotność kobiet, mścicielek i ofiar jednocześnie, wciąż pozostaje niezauważona. Widzowie, jak było do przewidzenia, przyjęli spektakl z przejęciem lub wyraźną niechęcią. Letnich ocen nie było; czyli: punkt dla twórców.

Henryka Wach-Malicka
Polska Dziennik Zachodni
16 marca 2012

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...