Garbaczewski w klasztorze

Kto jest meciarą i usłyszy "Garbaczewski", temu nie trzeba drugi raz powtarzać

Garbaczewski jaki jest, każdy widzi, lecz nie trzeba odzobaczać, oczy ci nie wypadną, jeżeli nie zamkniesz. Nawet jeśli jego twórczość to samo opakowanie, to nie powiem, ładne. A do tego trwa tym razem krótko. Godzinny teledysk do Philipa Glassa, A Madrigal Opera.

Gdyby nazwę tej imprezy wypowiedział Filip Fierek, wyszłoby "Opeła Łała". Chichram się z wady wymowy, bo jestem Januszem, a nawet Krystyną, nie mogę inaczej! Drogie teatrologinie, które macie na mnie hard-on: jestem taki, jak myślicie.

Więc Opera Rara. Kto jest meciarą i usłyszy "Garbaczewski", temu nie trzeba drugi raz powtarzać. Bo przynajmniej będzie pewność, że nie będzie biednie. Garbaczewski jaki jest, każdy WIDZI, lecz nie trzeba odzobaczać, oczy ci nie wypadną, jeżeli nie zamkniesz. Nawet jeśli jego twórczość to samo opakowanie, to nie powiem, ładne. A do tego trwa tym razem krótko. Godzinny teledysk do Philipa Glassa, A Madrigal Opera. No tak to rozumiem, skoro pierwsza była "ścieżka dźwiękowa" i pozostało doruchać wizualizacje live. Właśnie: aktor i w ogóle wszystko u Garbaczewskiego ma być OBRAZKIEM, ma być ilustracją. Wszystko jest ilustracją - sprzedam tytuł na licencjat. Wszystko MA WYGLĄDAĆ, i wygląda. Można powiedzieć, że się nie wysilił, biorąc do roboty dobrą aktorkę, dobrych tancerzy, dobrych muzyków, dobrego Nalazka. Samo dobre, co tam było do spieprzenia?

Glass brzmi tak, jakby się zaciął, no jak Philip Glass. Widzieliście Godziny? A ściślej: słyszeliście? Ja lubię to, na pewno się zdążę osłuchać z motywem, zanim zmieni się w następny. Mjuzik typu "riplej! riplej!", i tak do porzygu, mówiąc ładniej: ad nauseam. Aktorzy / tancerze / performerzy / sam już nie wiem, w każdym razie pląsają w pieluchach. Typu skejtowskiego, z krokiem bliżej kolan, tak zwane baginsy. Jeden ma do tego białe skarpetki z koronkowym kołnierzykiem, mega, chcę takie. Jest tak poświecone, że nawet pot wygląda tasty, jako naturalny odblaskowy kostium. Twarze na mącznie, makijaż klauna. Śpiewacy też all white, łącznie ze szminką, bosko wyglądał Dominik Kujawa, pasowało mu do brody. Nie wiem, co było śpiewane, a konkretnie o czym, nie dlatego, że po włosku czy jakiemuś, tylko po żadnemu, utwór bez libretta, równie dobrze mogło być jak u Witkowskiego: "Zanuciła znany z lat sześćdziesiątych przebój, ale o ile melodia była poprawna, to zamiast słów prawdziwych tylko gówno dupa pizda chuj śpiewała, niby że nie zna słów" (Fioletowe światło). Spektakl jedzie głównie na takim beztekście, co w sumie mi pasi, przynajmniej nie pierdolą od rzeczy dyskursem.

W środku przerwa na krótkie czytanie performatywne polsko-japońskie. Tekst jest PRZERWĄ, chociaż tyle. Znowu nie wiem, co to było, nawet gdy po polsku, i tu prośba do artystów: jak już cytujecie, to piszcie w programie. Gugel mi rozpoznał Omara Chajjama, perskiego poetę, w tłumaczeniu Andrzeja Gawrońskiego.

Robiąc site-specific, dzieła nieprzenośne lub tracące w przenoszeniu, zmieniające temat, bierzesz pod uwagę, GDZIE robisz - tylko czy to "gdzie" pasuje do tego "kto"? Garbacza wpuścili do klasztoru franciszkanów! Nie że do kościoła, obok, aula Błogosławionego Jakuba. Tyle "site", a co do "specific", hmm, może kiedy aktor pokazał... no wiecie. Nie wiem, czy ta sala wcześniej takie coś widziała, ale może jestem naiwny. I nie piszę tego w ramach donosu, tylko zachwytu! Chociaż słabo było widać, ciemno, trochę jednak darkroom. Szkoda, że Temidy nie było, miałaby jednocześnie zapaść i używanie. Ja nie życzę jej zapaści, to jest taka metafora! Zakonnicy nie przyszli albo przyszli undercover. W tańcu - mówiąc nowocześniej: w ruchu - między innymi figury taneczne homospołeczne, że panowie proszą panów. Capella Cracoviensis świetnie się w tym odnalazła, nie takie rzeczy! Są otwarci na bary mleczne, tramwaje, galerie sklepów. Całość zdjęta (por. "zdjęcie") metodą obrotową, że możesz popatrzeć z dowolnego kąta, nie ruszając kamery, nie pamiętam, jak się to nazywa. Zdjęta i rzucona na walla, filmik. Wiją się na floorze, między laserami, opera typu disco. Można ten spektakl / performens / instalację / to coś nazwać, za Krasińskim, "synem światła i pieśni".

Kończy się to powiem jak, bo zobaczyć już nie zobaczycie, więc co to za spojler: powrotem do łona, wszyscy się ładują do wspólnego wora. No i brawami.

___

Maciej Stroiński - krytyk teatralny "Przekroju", wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Maciej Stroiński
Ha!art
30 stycznia 2017

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia