Gdy do teatru wkracza władza...

Rozmowa z Januszem Kijowskim

O mijającym roku, politykach w teatrze i teatrze politycznym, obecnym i przyszłym repertuarze oraz kilku innych teatralnych kwestiach rozmawiamy z Januszem Kijowskim, dyrektorem Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie.

Z dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie rozmawia Ewa Mazgal.

Ewa Mazgal: 2015 to był dobry, średni czy zły rok?

Janusz Kijowski: - Był dobry. Nie tylko dlatego, że obchodziliśmy potrójny jubileusz: 70-lecia Jaracza, 90-lecia sceny w Olsztynie i 250 lat teatru publicznego w Polsce. Po remoncie w naszym budynku powstał multipleks teatralny, o którym marzyłem. Może obsługiwać szerokie kręgi publiczności - od takiej, która szuka przyjemnej rozrywki, po bardziej wyrafinowaną. Mamy też propozycję dla tych, którzy szukają w teatrze nowego języka, nowej formy i nowej ekspresji. 2015 możemy odnotować jako rok udany repertuarowo i frekwencyjnie.

Frekwencyjnie też? Przecież mówi się, że Polacy nie czytają książek

i nie chodzą do teatru.

- Statystyki są nieprawdziwe! Wynika z nich, że do filharmonii chodzimy raz na 1700 lat, choć w naszym mieście filharmonia puchnie. To samo jest z teatrem. W ludziach pozostała naturalna tęsknota, która gromadzi nas w amfiteatrach i salach koncertowych. Chcemy usłyszeć oddech sąsiada, chcemy pobyć razem, mimo różnic w poglądach, religiach i zapatrywaniach na świat.

A teatr jest świątynią, gdzie uprawia się czystą sztukę, czy wprost przeciwnie, jest zawsze polityczny?

- To jest tylko walka na słowa. Wszystko jedno jak nazwiemy teatr, jego istota pozostanie ta sama. On żyje współczesnością. Rok 2015 był dobry dla teatru, ale był fatalnym rokiem dla naszego otoczenia. Wybraliśmy fatalne władze.

Jednak zainteresowanie "moralnością" czy "niemoralnością" pewnych przedstawień w Teatrze Starym zaczęło się wcześniej, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi.

- To dobrze, że spektakle budzą emocje, od euforycznych po skrajnie negatywne. Tego nie należy się bać, to nasze ryzyko artystyczne. Ale kiedy wkracza do teatru władza, tak jak było to we Wrocławiu w przypadku spektaklu "Śmierć i dziewczyna", zaczyna być groźnie. Mam jednak nadzieję, że był to falstart, odruch spowodowany euforią objęcia wysokich stanowisk. W psychologii społecznej takie objawy obserwujemy. Ale w cywilizowanych państwach prawnych mamy zagwarantowane różne wolności. Jedną z nich jest wolność słowa. Każdemu królowi, czy to na stołku ministerialnym, wojewódzkim czy powiatowym, wara od sztuki, od artystycznej wolności wyrażania uczuć i poglądów. Chyba że propagują totalitaryzm i pornografię, czego zabrania konstytucja. Błędem dyrekcji teatru we Wrocławiu było umieszczenie w materiałach promocyjnych zapowiedzi ekscesów pornograficznych na scenie. To już nie jest teatr, tylko peep show. Ale ministerstwo też nie powinno działać jak słoń w składzie porcelany.

W jaki sposób ta nowa sytuacja polityczna pływa na olsztyński teatr?

- Na razie bronimy się swoim repertuarem, w którym są i "Świętoszek" Moliera, i "Tango" Mrożka, i "Złoty smok" Rolanda Schimmelpfenniga, i pierwszy dyplom studentów ze Studium Aktorskiego "Tańce w Bellybeg" Briana Friela. Akcja tej sztuki rozgrywa się w przełomowym 1936 roku, kiedy Europa mogła skręcić w lewo, a skręciła, niestety, mocno w prawo i roztrzaskała się podczas II wojny światowej. Te wszystkie spektakle okazały się bardzo trafione. Teatralnym, poetyckim językiem komentują naszą rzeczywistość.

Co jeszcze zobaczymy w tym sezonie?

- Przede wszystkim "Wiśniowy sad" Antoniego Czechowa w reżyserii Norberta Rakowskiego. Będzie to strawa duchowa i spektakl bardzo, bardzo na czasie. Okazuje się, że Czechow przewidział szykowaną właśnie ustawę o handlu ziemią. Premiera "Wiśniowego sadu" jest zaplanowana na 11 marca. Bardzo oczekiwanym przeze mnie spektaklem jest "Kartoteka" Tadeusza Różewicza w reżyserii Andrzeja Majczaka. Premiera odbędzie w maju. "Kartoteka" jest zawsze ciekawa, choć to dramat zwrócony ku rozliczeniom z bolesną przeszłością pokolenia kolumbów. Ale w naszej "Kartotece" reżyser rozlicza się z demonami, które obudziły się i zaczynają organizować naszą przyszłość. Natomiast jeszcze przed wakacjami zaczną się próby widowiskowej operetty "Sztukmistrz z Lublina".

0, świetnie!

- Wyreżyseruję to widowisko we współpracy z Janem Szurmiejem. "Sztukmistrz" to wspaniale songi Agnieszki Osieckiej z muzyką Zygmunta Koniecznego. Szkieletem jest opowiadanie noblisty Isaaca Bashevisa Singera. Zapraszam na premierę we wrześniu.

Janusz Kijowski -  reżyser, wykładowca akademicki, dyrektor teatru, urodził się 14 grudnia 1948 w Szczecinie. Absolwent Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego (1972). W okresie studiów był krytykiem filmowym, pisał recenzje dla tygodnia "Kultura". Od 1983 wykładał w Institut National Supérieur des Arts du Spectacle w Brukseli, a od 1998 także w w łódzkiej PWSFTviT. W 2000 uzyskał stopień doktora sztuki filmowej, a w 2004 stopień doktora habilitowanego nauki o sztukach pięknych. Specjalizuje się w zakresie reżyserii filmowej, teatralnej i telewizyjnej. W 2002 został wiceprezesem Europejskiej Federacji Reżyserów Filmowych (FERA). Zawodowo związany z Uniwersytetem Warmińsko Mazurskim w Olsztynie, na którym zajmuje stanowisko profesora. Pełni także obowiązki dyrektora olsztyńskiego Teatru im. Jaracza.

Ewa Mazgal
Gazeta Olsztyńska
1 stycznia 2016
Portrety
Janusz Kijowski

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia