Gdy dusza spada w otchłań

"Dybuk" - reż: Mariusz Grzegorzek - Teatr im. S. Jaracza w Łodzi

W przypadku Mariusza Grzegorzka mamy niemalże pewność, że zrealizowany przez niego spektakl będzie przykładem rzetelnej reżyserskiej pracy wynikającej z gruntownej analizy tekstu, jednak jego "Dybuk" jest czymś znacznie więcej. W tym spektaklu styl reżysera osiągnął niespotykany stopień krystalizacji zachwycając publiczność każdym z teatralnych składników przedstawienia. Łódzcy widzowie, którzy ominą ten spektakl, dopuszcza się poważnego grzechu zaniedbania

Sceniczny świat został zbudowany z właściwą temu reżyserowi prostotą - w głębi kwadratowej sceny (podłoga to czarny kwadrat okolony białym, grubym na kilka centymetrów paskiem) znajduje się ściana, na której wyświetlane są projekcje wideo przenoszące nas do różnych miejsc; do usytuowanych wysoko na ścianie drzwi prowadzą ustawione na środku sceny schody, natomiast po dwóch stronach kwadratowej powierzchni podłogi znajdują się zawieszone na sznurkach, leżące na ziemi czarne woreczki. W momencie rozpoczęcia przedstawienia na środku sceny stoi stół, na którym leżą trzy przezroczyste misy wypełnione białymi kamyczkami (kamienie kładzione na grobach zmarłych są w kulturze żydowskiej symbolem pamięci) - naczynia zostają wprawione w ruch, zaczynają wirować, wprowadzając nas w trans. Czerń i biel są dominującymi kolorami monochromatycznego spektaklu, który zachwyca także doskonałymi kostiumami przenoszącymi nas w świat żydowskiego mistycyzmu pełnego duchów zmarłych, którzy nigdy do końca nie opuszczają bliskich, jacy pozostali na ziemi. Pamięć o tych, którzy odeszli jest równie ważna jak szacunek dla żywych. 

Historia stworzona przez żydowskiego pisarza Szymona An-skiego (oryginalny tytuł dramatu brzmi: „Dybuk. Na pograniczu dwóch światów”) to opowieść o duchu młodego mężczyzny, studenta jesziwy Chanana (Marek Nędza), który zmarł z żalu za ukochaną Leą (Agnieszka Więdłocha) - jego tęskniący duch wstąpił w ciało dziewczyny. Bezpośrednią przyczyną śmierci chłopaka był fakt niedotrzymania przez ojca Lei Sendera (Mariusz Jakus) słowa, jakie dał swojemu przyjacielowi, ojcu Chanana. Niegdyś mężczyźni obiecali sobie, że jeśli ich żony w tym samym czasie urodzą dzieci przeciwnej płci, zostaną one sobie przeznaczone, wezmą ślub. Niestety Sender nie dotrzymał słowa - chcąc zapewnić swojemu dziecku godne życie zapragnął bogato wydać córkę za mąż, dlatego też ubogi Chanan nie był odpowiednim kandydatem do ręki jego córki. Dusza chłopaka postanowiła jednak wytrwać w wierności przysiędze i połączyć się z ukochaną. Nawet po wypędzeniu ducha z ciała dziewczyny pamięć tej miłości wciąż stanowiła sens jej istnienia. Miłość okazała się silniejsza niż grzech i śmierć. Jednak najistotniejszym wątkiem przedstawienia zdaje się być wina samego Sendera - fakt niedotrzymania słowa sprowadza nieszczęście na jego córkę, nie pozwala także znaleźć ukojenia duszy Chanana oraz unieszczęśliwia ojca dziewczyny. Historia szukającej spokoju duszy to dowartościowanie słowa, które - o czym często zdarza nam się zapominać - ma swoją wagę, znaczenie, doniosłość, ma funkcję sprawczą, potrafi zmieniać świat. Czasem danie komuś słowa oznacza ofiarowanie mu tego, co mamy najcenniejszego.

Spektakl Mariusza Grzegorzka jest popisem aktorskim najmłodszych członków zespołu, którzy jeszcze rok, dwa lata temu pobierali nauki w murach łódzkiej PWSFTv i T lub którzy nadal są jej studentami (Andrzej Niemyt i Mateusz Król). Poza Markiem Nędzą i Agnieszką Więdłochą, którzy bardzo sugestywnie wykreowali postaci głównych bohaterów, w przedstawieniu możemy oglądać także Krzysztofa Wacha i Radosława Osypiuka w roli chasydów. Spektakl, w którym występuje tyle młodych aktorskich talentów jest prawdziwą rzadkością, teatralna młodzież pod żadnym względem nie odstaje od swoich bardziej doświadczonych kolegów. Dyrekcja Teatru Jaracza wykazuje się zdolnością odsiewania zdolniejszych absolwentów łódzkiej filmówki i wcielania ich w szeregi swojego zespołu, co zapewnia Teatrowi możliwość utrzymania niezmiennego od lat wysokiego poziomu teatralnych przedsięwzięć.

Zrealizowanego w Teatrze Jaracza „Dybuka” nie można nie zobaczyć. Na piękno obrazów będących efektem wyobraźni reżysera nakłada się poetyckość i niezwykły urok samego tekstu oraz oprawa muzyczna, której autorem jest grający na akordeonie, siedzący z lewej strony sceny Leszek Kołodziejski - przeplatanie tych elementów sprawia, że przedstawienie po prostu zachwyca. Posiada ono także swój magnetyczny rytm, który wciąga od pierwszych chwil spektaklu, pozwalając widzom na unoszenie się z prądem wydarzeń, na jakiś czas wytrącających nas z nurtu codzienności. Każe zastanowić się nad tym „za jaką sprawą i czemu dusza ludzka spada z najwyższych wyżyn w otchłań głęboką”.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
11 maja 2010

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...