Gdy wygnano nas z raju...

Rozmowa z Michałem Zadarą

Nie wiem czy można w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać zabójstwo i zbrodnie. Wole myśleć o tym, co zrobić, aby więcej do tego nie dopuszczać. Jak wiemy ciągle stwarzamy warunki do takiej sytuacji, one prowokują do popełniania zbrodni i dobrze by było coś z tym zrobić.

Z Michałem Zadarą o jego najnowszym przedstawieniu „Zbójcy", którego premiera odbyła się 8 maja w Teatrze Narodowym w Warszawie rozmawia Anna Stańczuk z Dziennika Teatralnego.

Dziennik Teatralny: O czym tak naprawdę są Zbójcy Schillera?

Michał Zadara: Zbójcy nie są dramatem prostym i jednowątkowym. To, co jest w nich ciekawe, to cały zestaw tematów i sam pomysł na ich połączenie. Tak jak w wielkich dramatach, sztuka Schillera posiada wątek konfliktu rodzinnego. Polega on głównie na zaniedbywaniu ojca, który nie widzi swojego drugiego syna. Kolejnym tematem jest siła. Mamy ogromną niezagospodarowaną energię facetów, którzy nie wiedzą co mają zrobić ze swoim życiem. Nie mogą liczyć na żadną pomoc od państwa, dlatego wolą przeżyć swoje życie jako gangsterzy, niż wegetować. Z trzeciej strony mamy całą serię kwestii mitycznych, skoncentrowanych głównie na micie wygnania z raju. Zostaliśmy wygnani ze stanu pierworodnego, harmonicznego, do którego nie możemy już wrócić. Nauczyliśmy się odróżniać co jest dobre a co złe. Umiejąc z tego korzystać, często przesuwamy te granicę a nawet potrafimy korzystać ze zła, mając w świadomości, że niejednokrotnie ten sposób jest łatwiejszy. Dramat opowiada tę historię - niemożności powrotu do raju. Pokazuje jak stopniowo niszczony jest świat, w którym rozgrywa się akcja.

Czy Franciszek na pewno jest tylko złym łotrem, a Karol pierwowzorem szlachetnego zbrodniarza? Bracia są uosobieniami dobra i zła, czy raczej ta granica jest płynna i momentami się zaciera?

- W tym dramacie nie ma pozytywnych bohaterów. Wszyscy ciągle niszczą wszystko, w związku z czym jest to bardzo wyjątkowa koncepcja dramatyczna. Nie jest tak, jak często w tragediach, że jest jakaś pozytywna siła w świecie, która zostaje zniszczona przez los lub przez energię zła. W Zbójcach nie ma bohatera, który uosabiałby dobro. Tutaj wszyscy ludzie sobie nawzajem wszystko niszczą, aż do całkowitego unicestwienia.

Konwencja tej inscenizacji Zbójców jest nowoczesna. Nie boi się pan, że przez to dramat nie będzie mieć takiego wydźwięku, jakie były jego pierwotne założenia?

- Inscenizując dramat, szczególnie klasyczny, staram się być jak najbardziej wierny autorowi. Chcę aby przestrzenie dramatu, które zostały zapisane, wybrzmiały w mojej inscenizacji. Wierność polega na tym, aby dać widzowi możliwość doświadczenia tych obszarów dramatu, które są zapisane przez autora. Gdy Schiller pisze o konflikcie pomiędzy ojcem a synem, staram się to zainscenizować. Ponieważ nie pisał on o sporze, który odbywał się trzysta lat w tył od czasu napisania Zbójców, przenoszę konflikt w nasze czasy. Schiller napisał sztukę współczesną, więc jako taką ją wystawiam. To jest sens wystawiania klasyki. Jest ona takim rodzajem literatury, który mówi do nas zawsze bezpośrednio.

Co pana ujęło w tym dramacie, do tego stopnia, że postanowił go wystawić?

- Zbójcy to dramat o mężczyznach, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić. Mają pewien rodzaj energii czy ambicji, chcą siebie realizować, natomiast społeczeństwo nie daje im takich możliwości. Skutki takiej sytuacji są tragiczne, zarówno dla nich, jaki i dla państwa. To, co interesuje zarówno Schillera, jak i mnie to wyniki takiej sytuacji. Jeżeli ktoś znajdzie metodę, aby te niezużytą energię zagospodarować, może spowodować wiele zła. Ta siła staje się siłą destrukcyjną, jeżeli się jej nie użyje do czegoś kreatywnego.

Czy przez to można usprawiedliwić ich działanie?

- Staram się nie moralizować, tak samo jak Schiller nie chciał tego robić. Nie wiem czy można w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać zabójstwo i zbrodnie. Wole myśleć o tym, co zrobić, aby więcej do tego nie dopuszczać. Jak wiemy ciągle stwarzamy warunki do takiej sytuacji, one prowokują do popełniania zbrodni i dobrze by było coś z tym zrobić. Ja i Schiller mamy postawę krytyczną, a nie moralizatorską.

Zdecydował się pan na stare tłumaczenie Michała Budzyńskiego? Czy nie łatwiej by było dotrzeć do widza bardziej przystępnym językiem?

- Jest to tłumaczenie z XIX wieku. Uznałem, że z tłumaczeń, które znam ma ono najwięcej koloru, poza tym mamy jednak poczucie obcowania z dziełem dawnym. W pracy nad tym tekstem cały czas posługiwaliśmy się oryginałem niemieckim i tłumaczenie Budzyńskiego najbardziej odpowiada tekstowi Schillera. Nasza wersja została trochę zmieniona, nieco poprawiona. Mam nadzieję, że uda się ją udostępnić na serwisie wolne lektury, tak aby każdy mógł zobaczyć poprawki, które nanieśliśmy. Jeśli chodzi o ton i o ogólne brzmienie, to Budzyński jest przepiękny i moim zdaniem najbardziej odpowiada dźwiękom Schillera. Zbyt nowoczesne wydania sprowadzają go do tonu ulicznego, a Zbójcy są dramatem bardzo wysokim.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Stańczuk
Dziennik Teatralny
13 maja 2014
Portrety
Michał Zadara

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...