Gdyby świat był miękki

"Iluzje" - reż: Agnieszka Glińska - Teatr Na Woli w Warszawie

Mównica, mikrofon i czworo aktorów. Nie od dziś wiadomo, że to w zupełności wystarczy, aby teatr mógł zaistnieć. Czasem nawet mniej. "Iluzje" w reż. Iwana Wyrypajewa, które do Łodzi przywiózł moskiewski Teatr Praktika, pokazały jak ważny może być w teatrze również tekst. Oczywiście, jeśli jest dobry, a nowy dramat Wyrypajewa do takich właśnie zaliczyć trzeba.

Pierwszy zagraniczny spektakl pokazany podczas XVIII Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych interesujący jest jeszcze z innego powodu. Teatralna scena staje się tu przedłużeniem ustnej tradycji podaw-czej, tak obcej współczesnemu postdramatycznemu teatrowi w Polsce, ale co ważne - nie zatraca nic ze swojej teatralności.

W swym nowym dramacie Iwan Wyrypajew rozpatruje złudność i niejednoznaczność rozumienia istoty miłości, ukazuje wpływ, jaki na życie uczuciowe mają nieuświadamiane potrzeby i jak szybko emocjonalna dojrzałość może okazać się złudą. Paradoksalnie, w pisaniu Wyrypajewa o miłości i ludzkich emocjach są chłód i chirurgiczna precyzja w logicznym dążeniu do założonych sobie efektów.

W "Iluzjach" przedstawiona jest historia dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą małżeństw, które za późno zaczynają uświadamiać sobie istotę uczuć, jakie dotąd odczuwali. Umierający Danny wyznaje swej wieloletniej żonie Sandrze jak wdzięczny jest jej za szczęście, które mu podarowała. Gdy po roku Sandra znajdzie się na łożu śmierci, wezwie przyjaciela Danny'ego, Alberta, któremu wyzna skrywaną przez lata, nieodwzajemnioną miłość. I uzna ją za siłę twórczą. Tymczasem rewidując swoje dotychczasowe życie uboku Margaret, Albert dojdzie do wniosku, że jednak miłość Sandry nie była miłością nieodwzajemnioną, że nie uświada-

miając sobie tego, kochał całe życie właśnie Sandrę. Wtedy usłyszy od żony, że była ona przez całe życie kochanką Danny'ego. Albert w szczęściu uda się do umierającej Sandry, nie zastanawiając się nawet, czy to co usłyszał od Margaret mogło mieć pokrycie w prawdzie i czy aby nie było tylko próbą wyśmiania romantycznej egzaltacji 80-letniego staruszka. A Danny, który przez całe życie nie skłamał ani razu, nie może już zaprzeczyć. Albert nie mógł też wiedzieć, że pędząc do Sandry z tymi informacjami doprowadzi do tragedii obie kobiety.

Wyrypajew zrezygnował w spektaklu z odgrywania wydarzeń. Choć na scenie znajdują się aktorzy mogący wcielić się w Danny'ego i Sandrę, w Alberta i Margaret, występują tylko w roli opowiadaczy. Absolutnie zdystansowani do postaci, ale nie zdystansowani wobec emocji, które dramat ma wzbudzać. Grają, i nie grają jednocześnie. Po prostu są, a może właśnie - są przede wszystkim. Właśnie owa bliskość i bezpośredniość kontaktu z widzem pozwalają wejść w historię i przeżyć iluzję.

Historia opowiadana jest fragmentarycznie, a porządek cza-

su jest zachwiany. Dzięki temu widzowie muszą ustosunkować się do emocji, w które raz po raz wchodzą. Zdarza się bowiem, że jeden z opowiadaczy wtrąca czasem fałszywy wątek. Zmusza to również, z każdą kolejną części opowieści, do weryfikacji sposobu, w jaki dotychczas pojmowali oni istotę miłości.

Jeden z fragmentów ukazuje Alberta, poważnego wykładowcę akademickiego, który pozwala sobie na chwilę szaleństwa. Zapala z jednym ze swych studentów marihuanę. Na pewien czas świat staje się dla niego miękki. Dotyka go i dostrzega tylko rzeczy istotne. Nim wróci do domu, narkotyk przestanie działać i cały świat znów będzie dla niego twardy jak głaz. Z kolei Danny podczas wycieczki po Australii odnajdzie swój kamień filozoficzny, swoje miejsce na świecie, a nieusposobiona metafizycznie Sandra utraci grunt pod nogami. Uspokoi ją smuga zachodzącego słońca. Tę smugę ujrzą też widzowie dzięki elektronicznym, punktowym tablicom.

W momencie śmierci Albert wpatrywał będzie się w niebo rozpaczliwie poszukując punktu oparcia dla bezsensu życia. Z jednej strony podlega ono bowiem nieprzewidywalnym impulsom, z drugiej stała jest w nim właśnie ta przemożna potrzeba stałości i niezmienności. Spektakl zamyka także ukłon w stronę przeszłości: elektroniczna, choć współcześnie potraktowana muzyka i punktowe, archaiczne tablice, które świecić będą monochromatyczną barwą. Idealny środek, by poczuć upływ czasu.

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łodzki
5 marca 2012

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia