Gdyński teatr wystawi powieść Grassa

Rozmowa z Krzysztofem Babickim

To jedna z pierwszych powieści, które pokazują niebezpieczeństwo rzeczywistości wirtualnej - mówi reżyser Krzysztof Babicki przed premierą spektaklu "Idąc rakiem" wg Güntera Grassa, która odbędzie się na Darze Pomorza w Gdyni.

Z Krzysztofem Babickim, reżyserem spektaklu "Idąc rakiem" według powieści Güntera Grassa, w Teatrze Miejskim w Gdyni, rozmawia Grażyna Antoniewicz:

To już ostatnie próby przed premierą. Czy ostatni kontrowersyjny wiersz Güntera Grassa w jakiś sposób nie odstraszy gdyńskiej publiczności?


Nie sądzę. Powieść "Idąc rakiem" została napisana, zanim powstał wiersz, który wzbudził takie emocje. Grass wyraził w nim swoją prywatną opinię, a jak wiadomo, poezja jest trudna do interpretacji, niejednoznaczna. Oczywiście, w internecie pojawiły się różne wypowiedzi, także negatywne, ale ja z nimi nie polemizuję.

Sztuka grana będzie pod pokładem Daru Pomorza zaledwie dla stu widzów.

Kiedy okazało się, iż spektakl budzi ogromne zainteresowanie, zdecydowaliśmy, że gdy sezon teatralny się skończy, w każdy wtorek lipca i sierpnia będziemy grali na Darze Pomorza. Przedstawienie na pewno pozostanie w repertuarze na następne miesiące.

Po raz kolejny sięga Pan po utwór Güntera Grassa...

"Było sobie miasto" w adaptacji Władysława Zawistowskiego zrobiłem w Teatrze Wybrzeże w 1994 roku. Potem, we własnej adaptacji, w mieszkaniu na ulicy Grażyny (we Wrzeszczu) zrealizowałem "Wróżby kumaka". To było spotkanie z Grassem bardzo współczesnym. Jak wiadomo, "Wróżby kumaka" są tekstem nieco futurystycznym. O realizacji teatralnej powieści "Idąc rakiem" myślałem od dawna.

Mówił Pan, że Günter Grass opowiada w niej historię zbrodni internetowej.

"Idąc rakiem" to jedna z pierwszych powieści, które pokazują niebezpieczeństwo rzeczywistości wirtualnej. Przy wielkich zaletach i możliwościach internetu, którymi się zachłystujemy, często zapominamy o zagrożeniach, jakie on niesie.

Podobno adaptacja Pawła Huellego nieco odbiega od powieści.

W osiemdziesięciu procentach jest jej wierna. Ale Paweł Huelle wzbogacił powieść "Idąc rakiem" fragmentami innych utworów Grassa, takich jak "Psie lata" czy "Moje stulecie". Wprowadza też alter ego głównego bohatera - Pisarza, którego nazywa Komentatorem. Postać, która próbuje zrozumieć, dlaczego jego syn stał się neonazistą, antysemitą, i popełnił zbrodnię. W związku z tym sięga do zakamarków swojej pamięci, ale także do wyobraźni, próbując odtworzyć, jak mogło wyglądać kiedyś dzieciństwo jego matki we Wrzeszczu. Usiłuje też dojść, kto był jego ojcem. Komentator, czyli alter ego autora, to ktoś, kto głębiej nosi w sobie przeszłość, ktoś, kto wyciąga różne wstydliwie ukrywane historie z przeszłości, z podwórka we Wrzeszczu.

W spektaklu pojawi się znana z innych powieści Grassa, m.in. z "Psich lat". Tulla Pokriefke.

Tę postać grają w przedstawieniu dwie aktorki. Jest Tulla (sprzed 1945 roku - Agata Moszumańska), która urodziła się we Wrzeszczu, była córką pomocnika stolarza, potem uciekała Gustloffem. Jedna z nielicznych uratowanych z tonącego okrętu. To ona urodziła pisarza. Tego, który nam opowiada tę historię. I jest druga Tulla (w tej roli Dorota Lulka), która po wojnie zamieszkała w NRD, została żarliwą komunistką, ale wspomina Fuhrera i cały czas ma pretensje do syna, że nie opisał tragedii Gustloffa.

Tragedii kilkunastu tysięcy ludzi...

W przeważającym stopniu była to ludność cywilna, która uciekała przed Armią Czerwoną z Prus Wschodnich, Gdańska, Gdyni. Około 20 mil morskich od Łeby, ponad 40 metrów pod wodą, na dnie Bałtyku spoczywa wrak dawnego niemieckiego statku pasażerskiego Wilhelm Gustloff. W 1945 roku wypłynął z portu w Gdyni w rejs ewakuacyjny, z tysiącami ludzi na pokładzie. Został zatopiony przez radzieckie torpedy tuż po wypłynięciu. Uratowało się niewielu. Wśród nich Tulla Pokriefke i jej syn, narodzony tamtej tragicznej nocy.

Jednym z głównych bohaterów, kreowanym przez Rafała Kowala, jest Marinescu - dowódca okrętu, który zatopił Gustloffa. To dziwna postać.

Został zesłany na Kołymę, za różne sprawy dyscyplinarne, ale także pewnie za Gustloffa, bo panowała przecież opinia, że sowiecki żołnierz nie zabija ludności cywilnej. Oczywiście, Marinescu nie wiedział, że na statku jest ludność cywilna, bo Gustloff był oznakowany jako okręt Kriegsmarine, miał działa przeciwlotnicze na pokładzie, więc radziecki dowódca sądził, że jest to okręt wojenny, ale go zatopił, a ludzie zginęli. I tenże Marinescu zapadł w niepamięć, ale w ostatnim roku istnienia imperium, czyli ZSRR, otrzymał od Gorbaczowa pośmiertnie order Bohatera Związku Radzieckiego. Ma też kilka miejsc pamięci, między innymi w Królewcu czy Odessie, w której się urodził.

Wśród aktorów pojawi się Eugeniusz Kujawski, gdańszczanin, który cały okres wojenny przeżył w tym mieście.

W związku z tym próby to takie podróże w przeszłość. W spektaklu zobaczymy go jako Komentatora, to jedna z głównych postaci.

"Idąc rakiem" to opowieść o początkach wieku XXI, który musi się oderwać od upiorów wieku XX.


Myślę, że najmocniej ze wszystkich utworów Grassa wskazuje na potworne zagrożenia, jakie niesie dla współczesności mitologizacja przeszłości. Grass bezwzględnie rozprawia się z tym wszystkim, co można nazwać nazizmem i antysemityzmem. Ale też pokazuje teraźniejszość Niemiec jako poddaną mocno indoktrynacji m.in. przez strony internetowe Weterani, Wehrmacht itd.

Jak wyjaśnić tytuł?

Można iść do przodu, ale cofając się do tyłu. Nie można zrozumieć teraźniejszości bez znajomości historii, bez znajomości korzeni.

Światowa prapremiera już w najbliższą niedzielę.


Na czerwiec planujemy galę związaną z urodzinami Güntera Grassa, który - mamy nadzieję - zobaczy nasz spektakl.

Grażyna Antoniewicz
POLSKA Dziennik Bałtycki
11 maja 2012

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...