Gdzie jest Szarik?

Pola Raksa zniknęła, ale świat się do niej nieustannie dobija

Do fenomenu "Czterech pancernych" Pola Raksa podchodziła z dystansem. Inaczej się chyba nie dało, bo pytano ją na przykład, dlaczego ma dziecko z mężem, a nie z Jankiem, granym przez Janusza Gajosa. Albo gdzie jest Szarik - opowiada Krzysztof Tomasik, autor książki "Poli Raksy twarz".


Myślałeś, że z tobą porozmawia?

Nie, nie miałem złudzeń. Od początku nastawiłem się na pisanie biografii bez udziału bohaterki, mimo że ona żyje. Uznałem, że jechanie do Kałuszyna, wsi, w której mieszka Pola Raksa, i dobijanie się do jej domu byłoby przekroczeniem prywatności. Kontaktowałem się z nią przez jej syna, żeby się upewnić, że ze mną nie porozmawia, że jest konsekwentna w swoim postanowieniu. Chciałem, żeby wiedziała, że taka książka powstaje i chętnie oddam jej głos, jeśli zmieni zdanie.

Jakie są tej odmowy konsekwencje?

Takie, że nie mogłem napisać biografii, w której opowiem dokładnie o jej dzieciństwie, jej młodości, jej prywatnym życiu czy światopoglądzie. Musiałem się skupić na jej karierze zawodowej i swego rodzaju fenomenie, jakim z pewnością była Pola Raksa.

Syn i mąż odmówili dlatego, że nie chcieli rozmawiać, czy z lojalności?

Obaj są, oczywiście, bardzo cennymi źródłami informacji i obaj nie rozmawiają o Poli Raksie dlatego, że nie życzy sobie tego sama zainteresowana. Myślę, że gdyby nie decyzja Raksy, i były mąż i syn by o niej opowiedzieli. Podobnie jest zresztą z wieloma innymi osobami, do których się zwracałem. Niemal wszyscy mieli ten sam dylemat: czy skoro Pola Raksa nie chce o sobie mówić, to oni mają do tego prawo? Niektórzy więc zastrzegali, że udzielą mi informacji anonimowo. Inni, że porozmawiają tylko o sprawach zawodowych, bo do tego mają prawo. Byli w końcu i tacy, którzy odmawiali.

Trudno było „wyszarpać jakieś mięso"?

Trudno, dlatego musiałem przyjąć inną strategię pisania i łączyć opisywanie jej życia zawodowego i prywatnego z tym, co udało mi się mimo wszystko ustalić. A kiedy już zdobyłem coś, o czym nie wiedziałem wcześniej, to nie odpuszczałem i starałem się o potwierdzenie w innych źródłach. Tak było z informacją o romansie Poli Raksy z Andrzejem Żuławskim pod koniec 1975 roku, o czym nigdy jeszcze nikt nie pisał. Kiedy się o tym dowiedziałem, wypytywałem kolejne osoby i wtedy się okazało, że mogę się tym zająć już nie w kategorii plotki czy przypuszczenia, ale faktów.

To było irytujące czy dopingujące?

Kto, jak nie ja – takie miałem podejście. A mówiąc poważnie, to wiedziałem przecież, za co się biorę, więc o irytacji nie mogło być mowy. Moim zadaniem było odkrycie i opisanie tylu faktów, ile tylko się da, oraz wplecenie życia Poli Raksy w opowieść o artystycznym świecie jej czasów. Najbardziej od samego początku interesował mnie kulturowy fenomen o nazwie Pola Raksa i chciałem mu się przyjrzeć z bliska. To przyglądanie się było, muszę powiedzieć, bardzo ciekawe i niejako w kontraście do poprzedniej biografii, którą napisałem

Biografii Grażyny Hase, legendarnej projektantki mody.

Tamta biografia powstawała w ścisłej współpracy z jej bohaterką.

Jak to możliwe, że twoja książka jest pierwszą biografią Poli Raksy?

Tak to u nas wygląda, że jeżeli sami zainteresowani nie sprowokują, nie zainspirują książek o sobie, to one nie powstają.

Dlatego cieszy mnie trwający w Polsce od jakiegoś czasu zwrot biograficzny i mam nadzieję, że także ikony erotyzmu polskiego kina – jak Katarzyna Figura czy Grażyna Szapołowska – doczekają się wspaniałych biografii.
Jeśli natomiast chodzi o Polę Raksę, to z propozycją wyszło Wydawnictwo Czarne, w którym uznano, że ta legenda zasługuje w końcu na opowieść. Ale Raksa nie jest oczywiście jedyna. Mamy przecież tak ikoniczne postacie, jak Irena Dziedzic, która dla ludzi poniżej czterdziestki jest już chyba osobą kompletnie nieznaną. Obawiam się, że podobnie będzie z Niną Andrycz.

Ona akurat sama pisała sporo o sobie.

I to jest dopiero gratka dla potencjalnego biografa, by to, co Andrycz o sobie pisała, skonfrontować z faktami. Inaczej na to spojrzeć. Pokazać proces autokreacji i mitologizacji. A z upływem czasu Andrycz pójdzie w zapomnienie lub ostanie się wyłącznie jako żona premiera Józefa Cyrankiewicza.

Albo Aleksandra Śląska – wielka aktorka, którą gdzieś w biografistyce przeoczono. Ukazał się o niej jakiś czas temu doktorat teatrologiczny, ale przeszedł bez echa. A przecież Śląska była uznawana za jedną z najwybitniejszych aktorek swoich czasów!

Zostawmy chwilowo biografie, których nie ma, i zatrzymajmy się przy tej, która jest. Pola Raksa wchodzi w dorosłe życie w latach 60. XX wieku. Miała dużo szczęścia?

Bardzo, bo to był czas tzw. politycznej odwilży, która przyszła wraz z końcem stalinizmu, a co za tym idzie, czas poluzowania gorsetu obyczajowego. To wówczas rozbłyskuje gwiazda Brigitte Bardot, a w innych krajach – także w Polsce – trwają poszukiwania jej lokalnych odpowiedników. Reżyserzy za pomocą wysokonakładowej prasy szukają młodych debiutantek, trwa wręcz swoista moda na angażowanie ich do filmów.

Pola Raksa jest wówczas piękną blond dwudziestoparolatką i z tego wszystkiego korzysta. Pomogły jej oczywiście i przypadek, i dużo szczęścia. Trzeba się w końcu znaleźć w odpowiednim czasie i miejscu. Raksa się znalazła. Idealnie wpisała się w trend „piękne dziewczyny na ekrany", a z drugiej strony wędrowała, trzeba powiedzieć, własną drogą – nie została zapomniana, jak wiele innych kobiet, nie była aktorką jednej roli. I nie stała się nigdy seksbombą, choć wzdychały do niej miliony.

Widząc ją najpierw na papierze.

W 1959 roku magazyn „Dookoła Świata" tworzy rubrykę „Gwiazda Tygodnia", gdzie publikowane są zdjęcia młodych dziewczyn spotkanych przez fotoreporterów na ulicy. Jedną z nich jest Pola Raksa. Jej zdjęcia pojawiają się w rubryce na początku 1960 roku.

fot. mat. Filmu Polskiego

I wpadają w ręce Marii Kaniewskiej, reżyserki filmowej.

Kaniewska do filmu „Szatan z siódmej klasy" akurat wtedy szuka młodej dziewczyny, która ma być ukochaną Adasia, głównego bohatera. Zaprasza więc nastoletnią jeszcze Polę na zdjęcia próbne. Maria Kaniewska, wykładowczyni łódzkiej Szkoły Filmowej, namawia Raksę do zrezygnowania z wrocławskiej polonistyki na rzecz studiowania aktorstwa. Reszta jest historią.

Zaciekawiło mnie, że Raksy nie odkrył reżyser, ale reżyserka. To miało znaczenie?

Duże. Z kobietą reżyserką była na planie inna, że tak powiem, dynamika erotyczna. Także dlatego, że to był film dla młodzieży. W „Szatanie z siódmej klasy" Raksa gra nastolatkę, która może co najwyżej skraść Adasiowi całusa. I taką pozostaje właściwie już do końca swojej kariery – śliczną dziewczyną. Dziewczyną, której nigdy nie rozebrano ani w polskim kinie, ani w teatrze i w której kochali się nastolatkowie.

I pisali listy. Wspaniałe listy.

Listy w ilościach, jakie trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Listy, z których Pola Raksa mogłaby pewnie złożyć genialną książkę. Dostawała je od pierwszego filmu, a kolejne produkcje tylko jej popularność podbijały. Ona była w latach 60. aktorką pokoleniową, uwielbianą przez rówieśników. Nie tylko do niej pisano, ale nastolatki próbowały się do Poli Raksy upodabniać. Po jej roli w filmie „Beata" młode dziewczyny obcinały się na Raksę.

Czyli znów twarz. Skąd ta nierozbieralność Poli Raksy?

W przypadku seksbomb PRL-u bardzo ważny był biust, a w przypadku Raksy – właśnie twarz. To po pierwsze. A po drugie, wpływ na to miał typ kobiety, jaki nieustannie grała. Typ kobiety, która nie ma właściwie życia seksualnego, a jeśli ma, nigdy go nie widzimy. Możemy się tylko domyślać, możemy sobie wyobrażać. Choć reżyserzy się na to z pewnością nie umówili, nikt Poli Raksy w Polsce nigdy nie rozebrał. Rozebrano ją dopiero w filmie kręconym na Węgrzech, już w latach 70. Tam spojrzano na nią inaczej.

Pola Raksa grała przez kilka dekad. Czy można ją zamknąć w latach 60.?

To była bez wątpienia najważniejsza dla niej dekada. Można powiedzieć, że formacyjna pod każdym względem, także prywatnym, bo wtedy wychodzi za maż i rodzi syna. Wtedy też zaczyna grać z Teatrze Powszechnym w Łodzi, gra w „Rękopisie znalezionym w Saragossie" Wojciecha Hasa, jedzie na festiwal do Cannes, jej zdjęcia ciągle drukuje prasa i – co okaże się niezwykle ważne – gra Marusię w „Czterech pancernych i psie". Lata 60. były więc dla Poli Raksy wielką kumulacją, a ona sama, o czym już wspomniałem, stała się aktorką dla tej dekady symboliczną. Potem Raksa owszem, nadal grała, ale już bez spektakularnych sukcesów, czy to filmowych, czy teatralnych już w zespole stołecznego Teatru Współczesnego.

To „potem", choć nie tak spektakularne, nadal jest ciekawe.

Absolutnie. Nie tylko ze względu na to, że „Czterej pancerni" dosłownie przykrywają całą wcześniejszą karierę Raksy, ale również dlatego, że Raksa miała na każdą dekadę inny sposób. Lata 70. były w jej życiu zawodowym bardzo intensywne, dużo występowała w telewizji, włącznie z Teatrem Telewizji, ale gdzieś to wszystko zniknęło z pamięci.

Zostali za to „Czterej pancerni". Prawdziwy kulturowy fenomen.

To jest przecież serial telewizyjny, który był tak popularny, że wprowadzono go do kin i grano po dwa odcinki w czterech blokach. W efekcie „Czterej pancerni" stali się najpopularniejszym filmem kinowym 1968 roku. Do kin poszło ich oglądać ponad osiem milionów widzów! Przytaczam w książce słowa kierowniczki warszawskiego kina Luna, co się działo, kiedy zarządzono, że „Czterej pancerni" są dla widzów od lat jedenastu. Matki przychodziły do kina z płaczącymi dziećmi i pytały, dlaczego dzieci nie mogą zobaczyć w kinie Szarika, Gustlika i Marusi, skoro znają ich już z telewizji. Pod naporem widzów trzeba było zmniejszyć próg wiekowy w kinach do siedmiu lat.

fot. mat. Filmu Polskiego

Jaki Pola Raksa miała do tego fenomenu stosunek?

Podchodziła do niego z dystansem. Inaczej się chyba nie dało, bo pytano ją na przykład, dlaczego ma dziecko z mężem, a nie z Jankiem, granym przez Janusza Gajosa. Albo gdzie jest Szarik.

Gajos się z tego szaleństwa pancernych wydobył.

To prawda, ale praca tego genialnego przecież aktora była długa i ciężka. A poza tym facet ma łatwiej – postarzał się, przybyło mu kilogramów i przyszły inne role. Co w przypadku kobiet raczej nie wchodziło w grę.

Pola Raksa – z racji tego, że bardzo sprzyjało jej zawsze szczęście – miała być może za łatwo. Może więc nie wykonała tej ciężkiej pracy, licząc, że kolejne role będą do niej same przychodziły. Nawet do szkoły filmowej dostała się za pierwszym razem, a Gajos za czwartym. Debiutował z nią później na planie filmu „Panienka z okienka". Ona miała tam rolę pierwszoplanową, on drugoplanową. Ona po wyprowadzce z Łodzi bez problemu przeszła pod skrzydła wielkiego Erwina Axera w Teatrze Współczesnym w Warszawie. On próbował, ale się nie dostał do Współczesnego i wylądował w Teatrze Komedia. Ona miała szczęście, on musiał ostro walczyć. On pracuje do dzisiaj, niedawno zadebiutował jako reżyser teatralny w Teatrze Polonia. Ona skończyła główny etap swojej kariery filmowej tak na dobrą sprawę w wieku 30 lat. Może dlatego, że nigdy nie była typem rasowej aktorzycy, jak słusznie zauważyła Joanna Szczepkowska. Nie potrzebowała – jak się okazało – garderoby, sceny i kamery, żeby żyć.

W książce skupiasz się siłą rzeczy na drodze artystycznej Poli Raksy, ale udaje ci się także wyłuskać co nieco o jej związkach z Andrzejem Kostenką, Markiem Piwowskim, Andrzejem Żuławskim czy Bogusławem Lindą.

Prawdopodobnie to nie wszystkie jej związki, ale mogę pisać tylko o tym, co wiem na pewno, a wiem głównie z racji tego, że były to związki ze znanymi mężczyznami ze świata filmowego. Z mężem, operatorem filmowym Andrzejem Kostenką, Raksa zrobiła „Popioły" i „Rozwodów nie będzie" – poznali się na planie. U boku Piwowskiego pojawiła się na festiwalu w Łagowie, po latach zagrała u niego ostatnią rolę filmową. Potem był Żuławski i Linda, z którym nakręciła film na Węgrzech. Grają tam parę. On jest młody i zbuntowany, a ona piękna i delikatna. Jak w życiu.

W latach 80. Pola Raksa odchodzi z teatru i wchodzi w lata 90. jako dziennikarka felietonistka, projektuje modę.

Lata 90. są ciekawe, bo ona jest w nich bardzo aktywna towarzysko i medialnie. Próbuje być wtedy, powiedzielibyśmy dzisiaj, celebrytką, gra w telewizyjnej reklamie, stara się monetyzować sławę.

I nagle znika.

Znika, ale świat się do niej nieustannie dobija, choć nieskutecznie. Pola Raksa zaszywa się w domu na wsi i odmawia jakichkolwiek występów i wywiadów. Szanuję to, każdy ma prawo do prywatnego życia.

Nam natomiast zostało prawo do jej publicznego dorobku, który jest fascynującą częścią polskiej kultury. Dlatego właśnie zdecydowałem się napisać tę książkę.

Myślisz, że Pola Raksa ją przeczyta?

Mam nadzieję. Szkoda tylko, że prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, co o niej myśli.

Krzysztof Tomasik. Publicysta i biograf. Pisze o polskim kinie, historii mniejszości seksualnych i popkulturze w PRL-u. Redaktor zbioru reportaży "Mulat w pegeerze", autor książek: "Homobiografie", "Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u", "Seksbomby PRL-u", "Demony seksu" i "Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka". Właśnie nakładem Wydawnictwa Czarne ukazała się jego najnowsza książka "Poli Raksy twarz".

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym weekendowego magazynu Gazeta.pl, polskiej edycji Vogue, gdzie prowadzi także swój queerowy podcast Open Mike oraz felietonistą poznańskiej Gazety Wyborczej. Pracował w Polskim Radiu, pisał m.in. do Wysokich Obcasów, Przekroju, Exklusiva, Notatnika Teatralnego, Beethoven Magazine czy portalu e-teatr.pl.

Mike Urbaniak
Gazeta Wyborcza
9 maja 2022

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...