Gdzie może być czyjś dom

"Teraz tu jest nasz dom" - reż. Anna Retoruk - Teatr Maska w Rzeszowie

Wszystko dzieje się „gdzieś". Ale nie „nigdzie". W miejscu ogarniętym wojną, z którego trzeba uciekać, i schronieniu, gdzie wojny nie ma, za to trudniej o akceptację. Annę Retoruk, realizatorkę spektaklu „Teraz tu jest nasz dom" opartego o powieść Barbary Gawryluk interesują ucieczka, przyjazd i konfrontacja małych uchodźców „skądś" z nowym miejscem „gdzieś". Jak ustalić, gdzie jest teraz ich dom? Na stałe, czy na moment? Co decyduje o tym, gdzie może być czyjś dom?

Spektaklowa narracja odbywa się z perspektywy młodego chłopaka i dotyczy problemów dziecięcych i dorosłych powstałych wskutek i w konsekwencji wojny. Młody bohater wspomina ze swojego wczesnego dzieciństwa ucieczkę z terenu objętego wojną. Dziadkowie nie chcieli się przenosić, byli za starzy, wyjechali z nim rodzice. Nie mógł zabrać ukochanego psa i swoich zabawek. Ze sceny opowiada młodym widzom historię swojej niezwykłej przeprowadzki. Mówi także o tym, jak w ich rodzinnym słowniku nagle i nieoczekiwanie, często i zbyt często zaczęły pojawiać się słowa wojna, bomba i ewakuacja. Któregoś dnia rodzice zapowiedzieli, że muszę się szybko spakować, i mogę zabrać z sobą tylko to, co zmieści się do jednego plecaka. Potem jechali razem długo pokonując z niepokojem graniczne szlabany, aż znaleźli się w miejscu spokojnym gdzie wszystko było dla nich nowe i nieznane: ludzie, język, zwyczaje i nawet przedmioty.

– Czy przeprowadzaliście się kiedyś? – pyta młody bohater młodą widownię. A kiedy widownia milczy opowiada, ile to każda przeprowadzka potrafi wprowadzić zamieszania, i nie ma znaczenia, czy przenosimy się na sąsiednią ulicę, do innego miasta, czy do innego kraju, jak on. Dom wtedy zapełniają kartonowe pudła, w których znikają rzeczy przed chwilą jeszcze na wyciągnięcie ręki. Ale nie wszystko, co ważne, można włożyć do pudła. Nie spakujemy ulubionego kolegi, placu zabaw czy mieszkających na sąsiedniej ulicy dziadków. To sprawia, że w drodze do nowego domu towarzyszą nam zawsze tęsknota, lęk przed nieznanym i niepewność, czy znajdziemy nowych, dobrych kolegów. Młoda widownia słucha w skupieniu, szelest odwijanych cukierków cichnie. – Rozejrzyjcie się wokół siebie – mówi dalej bohater – może w waszej klasie lub na ulicy są tacy, jak ja. Martwią się, jak to będzie kiedy staną przed obcą klasą. A ile dobrego może zdziałać wtedy jeden przyjazny uśmiech, dzięki któremu ktoś pomoże im poczuć się dobrze, jak u siebie.

Spektakl Anny Retoruk choć mówi o wojnie i związanej z nią przemocy zrealizowany jest delikatną kreską. Przystępnie, taktownie, nie nachalnie sugeruje w kontaktach z „obcymi" otwartość i tolerancję, mądrze i przystępnie opowiada o skutkach krwawych wydarzeń, które nas najczęściej atakują z ekranu telewizora. Ukazując wojnę widzianą oczami dziecka, mówi o problemach z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, szukaniu tożsamości i potrzebie akceptacji, konieczności empatii w stosunku do ludzi odmiennych i borykających się z trudnościami, szczególnie dzieci, które przyjeżdżają „znikąd". Może dobro tak jednoznacznie zła nie zwycięża, jak to w dobrych bajkach bywa, ale Retoruk kończy swój spektakl ciepło i z nutką nadziei. Młoda widownia klaszcze.

Mocną stroną spektaklu jest scenografia Jana Polivki, gdzie wszechobecne pudła symbolizując ustawiczne przeprowadzki jednocześnie kreują zamknięte i otwarte przestrzenie domów rozwalanych wojną i budowanych w innej rzeczywistości. Rekwizyty i lalki w rękach aktorów przemiennie, zarazem czytelnie i dobitnie symbolizują chęć przetrwania, potrzebę życia, przemoc wojenną. Koncentrują uwagę widowni układy pantomimiczne Macieja Florka, obrazujące na przemian urodę życia, siłę trwania, gwałt wojny. Wspierane światłami Magdaleny Grundwald, która spektakl utrzymuje w lekko rozświetlonym półmroku. Konsekwentnie w taką sceniczność wpisują się dobrym, komunikatywnym i wyrazistym aktorstwem Jerzy Dowgiałło, Anna Kukułowicz, Ewa Mrówczyńska, Kamila Olszewska, Kamil Dobrowolski i Andrzej Piecuch, którzy grają po kilka postaci z pogranicza jawy i snu oraz Jacek Popławski, użyczający swojego głosu pilotowi walczącemu w przestworzach, a który nie pojawia się fizycznie na scenie.

Mądrzy rodzice, którzy chcą by ich dzieci wynosiły z teatru nie tylko prostą radość, przyprowadzą je na ten spektakl. Z nutką goryczy, ale kończącego się szczęśliwie, bo wiarą w ludzi. Jest trudnym wyzwaniem stworzyć dla małego widza spektakl poruszający temat okrutny, jak wojna. Retoruk z wyczuciem i wrażliwie utkała opowieść, która w przejmujący i w miarę delikatny sposób zapoznaje małego odbiorcę z tematem wojennej przemocy, i w jej konsekwencji czasami odrzucania „obcych" w nowym środowisku. Taktownie, sugestywnie ucząc współodczuwania nie koniecznie będącego współczuciem, a także rozumienia potrzeby rozglądnięcia się wokół. Przecież takich rodzin „obcych" i „okaleczonych", w tym dzieci, jest już wokół nas wiele i będzie więcej. A czy warto dodatkowo ze sceny budzić w dzieciach emocje związane z wojną i jej konsekwencjami? Przecież dzieci i tak codziennie są mimowolnymi obserwatorami całej tej tragedii i ludzkiej traumy ze świata towarzysząc dorosłym w oglądaniu telewizji i serwisów internetowych.

 

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
8 kwietnia 2017
Portrety
Anna Retoruk

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...