Gdzie są chłopcy z tamtych lat?

"Śluby panieńskie" - reż. Andrzej Błażewicz - Teatr Polski w Poznaniu

"Śluby panieńskie" Andrzeja Błażewicza z poznańskiego Teatru Polskiego to bardzo swobodna (nad)interpretacja komedii Fredry - w tekst dramatu wpleciono między innymi fragmenty mowy Arystofanesa z "Uczty" Platona.

W przedstawieniu pozornie pozostała większość osób i relacji między nimi, zarys fabuły i sytuacji - jednak wszystkie postaci kobiece grają mężczyźni: Klarę Mariusz Adamski, Anielę Konrad Cichoń. Reżyser naszkicował wątki i sceny z komedii tak abstrakcyjną kreską, że przedstawienie momentami przypomina (nieudolną) psychodramę niż inscenizację sztuki Fredry. Podejrzewam, że Andrzej Błażewicz chciał zburzyć wyobrażenia publiczności na temat możliwości interpretacji tego dramatu, planując jej reakcje - na przykład ostentacyjne opuszczanie widowni w trakcie homoseksualnego aktu pomiędzy Gustawem (Piotr B. Dąbrowski) a Anielą.

Te radykalne zmiany wyniknęły przede wszystkim stąd, że reżyser postanowił "Śluby panieńskie" przełożyć na język współczesnego teatru. Przypisywanie współczesnych znaczeń klasycznym tekstom bywa uprawnione, lecz nie w przypadku poznańskiego przedstawienia, gdzie z góry przyjęta przez reżysera teza - nie mająca żadnego uzasadnienia w tekście Fredry - staje się wytrychem, a samo przedstawienie niezamierzoną karykaturą. Naginanie znaczeń ma bowiem granice. Oddajmy zatem głos twórcom spektaklu, którzy " [] starają się stematyzować pojęcie tak zwanego "upadku męskości" lub "słabej płci męskiej". Portretują problemy współczesnego mężczyzny w oderwaniu [sic!] od farsowego charakteru słów zapisanych przez wiekami przez autora "Zemsty". Tropią stereotypy i przemocowe wzorce zachowań wobec obu płci, wielokrotnie powielane bezrefleksyjnie w teatralnych i filmowych realizacjach. Spektakl [] stawia pytanie o tożsamość męskości, w całej swojej rozciągłości, obejmując obszary zarówno hetero- jak i nieheteronormatywne."

A figa! Spektakl wbrew intencjom jego twórców jest oparty na stereotypach i sztampie właśnie. Błażewicz demoluje "Śluby panieńskie", humor pokrywa przyciężką psychoanalizą. Fredro i publiczność ponoszą w tym spektaklu niepowetowane straty: powstał niespójny stylistycznie, źle zagrany spektakl. Reżyser założył, że odnalezione przez dramaturga Pawła Sablika przesłanie ukryte głęboko w komedii Fredry i nie dostrzeżone do tej pory przez interpretatorów jest tak odkrywcze, że nie zadał sobie trudu przełożenia dialogów i monologów na konkretne zadania aktorskie. Nie próbował rozpoznać ich specyfiki wychodząc z założenia, że nowatorska idea obroni się sama. Klucz do spektaklu okazał się wytrychem. Reżyser pokazał na scenie obrazy, które miały uwiarygodnić przyjętą przez realizatorów a priori tezę. Nie wniknąwszy w strukturę utworu Fredry, ślizgając się po jego powierzchni, wyraził zgodę na teatr, który oszukuje widza: szlachetna idea ma ukryć mankamenty przedstawienia i zagłuszyć krytykę.

Aż chciałoby się zapytać, czy do tego, co reżyser chciał powiedzieć, musiał posłużyć się tekstem Fredry?

Agnieszka Wójtowicz
e-teatr.pl
10 lipca 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia