Gesty człowieczeństwa

"Czekając na Godota" - aut. Samuel Beckett - reż. Paweł Łysak - Teatr Fredry w Gnieźnie

„No to idziemy? Chodźmy" - ten powtarzający się dialog dwóch zmęczonych życiem ludzi, którzy ostatkiem sił próbują utrzymać w sobie nadzieję, że coś w ich życiu się wydarzy, jest parafrazą naszej współczesności. Chcemy iść, tylko nie wiemy dokąd, chcemy coś zrobić, ale nie wiemy co. Czekamy na wybawcę, który zmieni nasz świat na lepszy, podejmie za nas decyzje, ale kim on miałby być?

Paweł Łysak dokonał czegoś wręcz niemożliwego - bazując na tekście, w którym nie wolno zmienić nawet przecinka, nadał mu nowe znaczenia o współczesnym wydźwięku, które mocno nas dotykają, bo dotykają spraw, które nas bolą. Niby jest tradycyjnie, a jednak nie jest. Jest inaczej, ciekawiej.

Akcja sztuki dzieje w świecie, który można nazwać poczekalnią, a w poczekalni nie podejmujemy żadnych działań, bo czekamy. Czekamy na rozwiązania, które narzucą nam inni. Jesteśmy w zawieszeniu i możemy skupiać się tylko na wspominaniu przeszłości lub marzeniach o przyszłości. Zapominamy o teraźniejszości, o tu i teraz, czyli o tym, co ma największy wpływ na nasze życie. Poczekalnia to świat, w którym niewiele nam się chce, bo po wychodzić przed szereg, po co się angażować? A może podejmiemy działania wbrew temu, czego życzyłby sobie Godot, kimkolwiek by on nie był? Lepiej poczekać. Życie w poczekalni jest jałowe i właśnie takie życie prowadzą bohaterowie sztuki "Czekając na Godota".

Estragon i Vladimir to bezdomni włóczędzy. Ich jedyną szansą jest nadejście Godota, a nadzieję podtrzymują zapewnienia Chłopca, że Godot jutro przyjdzie. Estragon to prosty, dosyć leniwy starszy mężczyzna, który w zasadzie marzy tylko o trochę lepszym życiu. Żeby było ciepło, żeby w nocy nikt go nie pobił. Nie jest tak pełen wiary jak Vladimir, ale nie chce się z nim rozstawać. Vladimir jest niespokojny, bardziej pański, mądrzy się, wygłasza różne sentencje i to on kieruje tym duetem. Mimo wielu złośliwości, które panowie sobie prawią, jest między nimi cienka nić przyjaźni. Można powiedzieć, że dbają o siebie i wspierają się. Spotykają co dzień Pozzo i Lucky'ego, ale zawsze zachowują się tak, jakby widzieli ich pierwszy raz.

Pozzo jest prymitywny i brutalnie odnosi się wobec swego niewolnika Lucky'ego. Lucky to postać cicha i jakby nieobecna, odczytuje się w nim metaforę zdegradowanych intelektualistów, którzy mimo to zachowują szczątki honoru. Pozzo przypomina trochę mrożkowskiego Edka, który ostatecznie dominuje nad inteligentami, ale nie odnosi takiego zwycięstwa jak Edek. W drugim akcie widzimy go znękanego, ślepego, potrzebującego pomocy. Bezsilnego wobec losu. To jednak intelektualista wygrywa tę potyczkę z losem i zachowuje godność. Jest jeszcze jeden moment triumfu intelektualisty nad prymitywem - kiedy Lucky "dostaje głos" i wyrzuca z siebie w szaleńczym tempie myśli i emocje. Nagle czuje się sobą, nagle jego upodlenie i poniżenie znika. Tę szaloną galopadę słów kończy dopiero mocne pociągnięcie sznura okręconego wokół szyi Lucky'ego. W ten sposób Pozzo, nie bez problemów, ujarzmia drugą istotę. Prymitywna siła przeciw intelektowi. Odwieczny problem. Ta scena pokazuje jak łatwo szala przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę. Kiedy siła fizyczna jest tylko pozorna, a intelekt może mieć wielką moc.

Sukces Pawła Łysaka polega na tym, że znakomicie dobrał i poprowadził aktorów. To koncert na cztery role, w których trudno wskazać zwycięzcę, bo to piękna gra zespołowa.

Przede wszystkim Wojciech Siedlecki, którego bohater jest najbardziej ludzki w tym towarzystwie. Aktor zazwyczaj drugiego planu tutaj dostaje możliwość pokazania w pełni swojego talentu i dobrze to wykorzystuje. Każdy gest, każdy ruch, każdy grymas twarzy, mrugnięcie, są wykonywane z chirurgiczną precyzją. Estragon w jego wykonaniu staje się nam bliski poprzez swoje niedoskonałości, śmiesznostki. Jego zmęczenie życiem, dopadający go coraz częściej brak nadziei na zmianę, konformizm, który może mu zapewnić wygodne życie w warunkach, w jakich aktualnie się znalazł, to wszystko czyni z niego jednostkę przeciętną, jakich wiele. Bo tak naprawdę ilu w społeczeństwie jest fighterów? Wojciech Siedlecki wydobywa z tej postaci wszystkie niuanse, a do tego musi się wykazać sprawnością fizyczną, bo 2,5 godziny bez przerwy na scenie plus kilka krótkich układów choreograficznych to nie lada wyzwanie. To na pewno bardzo ważna rola w jego dorobku.

Roland Nowak jako Vladimir ma w sobie coś pańskiego, resztki dawno minionej elegancji w sposobie bycia. Ma w sobie powagę, wydawałoby się, że większą siłę, wolę walki, ale też wiele w nim skrywanego strachu, bo jeśli Godot nie przyjdzie, to co? Ten strach podszyty rozpaczą oglądamy w jednej z ostatnich scen, kiedy po raz kolejny rozmawia z Chłopcem i po raz kolejny dowiaduje się, że Godot dziś nie przyjdzie.

Obaj aktorzy tworzą uzupełniający się duet, ich dialogi są pełne emocji, przesycone ich emocjami i lękami, pomimo zachowania pozorów spokoju, cały czas wymykają im się spod kontroli. Na szczególne uznanie zasługuje scena, w której wykonują taneczny układ, który wydaje się odskocznią od ich jałowego, pełnego niepokoju, niespełnienia i ledwo tlącej się nadziei, życia.

Niepokój wprowadza Michał Karczewski jako Lucky. Niewolnik zaprzęgnięty do kieratu niczym konie podążające nad Morskie Oko, gra w zasadzie wzrokiem i twarzą, poza wspomnianym wyżej epizodem ze słowotokiem. W jego oczach widzimy udręczenie, resztki zachowanej godności, z której nie chce zrezygnować, zmęczenie. Jednak na uwagę zasługuje to, co aktor wyczynia ze swoim ciałem. Przybiera dziwne pozy, wykręca ręce, nogi, tułów niczym paralityk, przewraca się, upada, ześlizguje z materaca i przede wszystkim zastyga, jakby chciał przysnąć na stojąco. Lucky, taktowany jak zwierzę, stara się w tym zezwierzęceniu zachować ludzką twarz. Uwolniony na chwilę z kieratu, staje się żywiołem nie do okiełznania.

I w końcu Marcin Jędrzejewski, czyli Pozzo. Genialnie tworzy postać brutalnego prymitywa, który ostatecznie zamienia się we wrak człowieka. Przemiana następuje nie tylko w jego ciele, ale i w umyśle. Świadomość, że jego przewaga opiera się tylko na przemocy, a bez przemocy jest nikim, daje mu poczucie klęski. W wykonaniu tego aktora jest to klęska wiarygodna.

To przedstawienie daje jednak nadzieję, bo pokazuje, że potrafimy w nieszczęściu, w okrucieństwie świata trwającego w nieustannym przenikaniu się dobra i zła, odnaleźć jakieś elementy człowieczeństwa, czasami wyrażane w drobnych gestach, jak Vladimir przykrywający kurtką śpiącego Estragona. To w takiej mikroskali szukajmy początku nowego lepszego świata. Może ten gest to gest Godota, który ma nas zbawić?

Warto podkreślić scenografię, która, jak wiadomo, jest równie obwarowana instrukcjami autora jak tekst. Poza drzewem, na którym pojawiają się trzy listki nadziei, kamieniem i księżycem, dzięki projekcjom Artura Sienickiego uzyskano efekt dużej przestrzeni otaczającej bohaterów. Tu widzimy wszystkie kataklizmy świata rozciągające się w nieskończoność - wyjałowiona ziemia, spalone lasy, zanik życia. To poczekalnia w szerszym znaczeniu. To poczekalnia, do której możemy trafić w każdej chwili, jeśli nie będziemy walczyć o siebie i innych.

Paweł Łysak umiejętnie wycisnął z tego dramatu wszystko, co powinien, dokładając własne interpretacje i tworząc traktat o człowieczeństwie. Bo co tak naprawdę jest najważniejsze? Żebyśmy nakryli drugiego człowieka płaszczem, kiedy śpi.

Reżyser dedykował to przedstawienie swojemu mistrzowi, Maciejowi Prusowi, który zmarł w ubiegłym roku.

„No to idziemy? Chodźmy".

Obsada: Pozzo - Marcin Jędrzejewski (gościnnie), Lucky - Michał Karczewski, Vladimir - Roland Nowak, Estragon - Wojciech Siedlecki, wideo: Chłopiec – Nikodem Staszkiewicz.

Samuel Beckett "Czekając na Godota", przekład - Antoni Libera, reżyseria - Paweł Łysak, asystent reżysera - Maciej Synowiec (AT Warszawa), scenografia, kostiumy - Robert Rumas, światło, wideo - Artur Sienicki, fonosfera - Maciej Szymborski, konsultacje ds. plastyki ruchu – Klaudia Strzelczyk, zdjęcia – Dawid Stube.

Premiera 18 maja 2024.

 

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
23 maja 2024

Książka tygodnia

ahat ilī. Siostra bogów. Sceny dramatyczne
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Olga Tokarczuk, Zbigniew Mikołejko

Trailer tygodnia

11. Międzynarodowy Fes...
Wiesław Czołpiński
To będzie twórcze spotkanie młodych l...