Gliwicki "High School Musical" to wyższa szkoła musicalu

Gliwicki Teatr Muzyczny - reż: Tomasz Dutkiewicz

Szaleństwo, energia, żywioł - tak najkrócej można opisać "High School Musical" w Gliwickim Teatrze Muzycznym. Nawet dorosła publiczność daje się porwać niesamowitej sile tego musicalu i entuzjazmowi młodych wykonawców.

High School Musical, czyli HSM to znana na całym świecie i uwielbiana przez nastolatki muzyczna opowieść o miłości Gabrielli Montez (w premierowym spektaklu Agnieszka Mrozińska, potem także Sara Chmiel) i Troya Boltona (Mateusz Cieślak i Rafał Szatan). Poznali się na sylwestrowym karaoke, a potem odnaleźli się w tej samej szkole. Na przeszkodzie młodzieńczej miłości stanęli jednak ich przyjaciele. Zarówno mózgowcy, do których należy Gabriella, jak i koszykarze, których kapitanem jest Troy, woleli, żeby zakochani skupili się na pracy zespołowej zamiast na wzajemnej fascynacji. Na szczęście wszystkie konflikty udaje się załagodzić dzięki musicalowi przygotowywanemu przez profesor Darbus (świetna, komediowa rola Katarzyny Wysłuchy). Uwieńczona happy endem miłość z przeszkodami i wpadające w ucho piosenki zagwarantowały "High School Musical" międzynarodowy sukces.

Sukces gliwickiego przedstawienia, który jest polską prapremierą musicalu, ma wielu ojców. Dobrą robotę wykonano już na poziomie tłumaczenia. Jackowi Mikołajczykowi, tłumaczowi libretta i piosenek, udało się uniknąć sztuczności, która bardzo często razi w przekładach młodzieżowej gwary. Nastolatki z East High School posługują się językiem, w którym dobrze wyważone zostały poprawna polszczyzna i slang. Ponadto Mikołajczyk zgrabnie wplótł w tekst kilka polskich akcentów (pojawia się np. aluzja do Pana Jaka To Melodia).

Taniec, scenografia kostiumy - wszystko zostało tak dobrane, żeby na pierwszy plan wybijała się niesamowita energia młodych wykonawców. Choreografia Sylwii Adamowicz jest nieskomplikowana, ale pełna dynamiki. Świetnie oddaje żywiołowość muzyki i temperament młodzieży. Czerpie z różnych stylów - odnaleźć w niej można elementy współczesnego tańca klasycznego, salsy, breakdance czy hip-hopu. Podobnie jest z kostiumami Ewy Gdowiok. To niby codzienne ubrania, jakie nosi młodzież na całym świecie, ale dzięki nim postać zostaje scharakteryzowana zanim jeszcze mamy okazję ją poznać. Tutaj też dominuje różnorodność, która rysuje szeroką perspektywę szkolnych osobowości - od radiowca w stylu emo, przez zakompleksioną kujonkę, aż po szkolną gwiazdę. Scenograf Wojciech Stefaniak postawił na funkcjonalność - za pomocą kilku ruchomych elementów łatwo zmienia się przestrzeń gry.

Młodym aktorom energii nie brakuje, ale to zasługa reżysera Tomasza Dutkiewicza, że udało mu się ją ujarzmić. Nie tylko nauczył ich prawideł rządzących musicalem, ale także doskonale potrafił wykorzystać ich pasję i potencjał. Pod jego wodzą czterdziestka, do niedawna w większości jeszcze amatorów, stała się profesjonalnym zespołem teatralnym. "Kochane bachory" - jak pieszczotliwie nazywał ich reżyser - zagrały spektakl o tym, co dla nich zwyczajne, a jednocześnie ważne. O zabawie, szkolnych problemach, ale przede wszystkim o młodzieńczej przyjaźni i miłości, które są w stanie pokonać uprzedzenia.

Aktorów gliwickiego HSM trudno oceniać indywidualnie. Ich siła tkwi bowiem w grze zespołowej. Każdy w równym stopniu pracuje na końcowy efekt. Naturalnością urzeka para głównych bohaterów: Agnieszka Mrozińska i Mateusz Cieślak, ale też Aleksandra Adamska jako charakterna liderka mózgowców Taylor, Andrzej Skorupa w roli niezbyt rozgarniętego koszykarza Chada czy Zeke Marcina Wojciechowskiego pracujący nad idealnym creme brulée. Moim osobistym odkryciem spektaklu okazała się Marta Florek znana z ról w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Tutaj jako szkolna gwiazda Sharpay objawiła swój talent komediowy. Ale wszyscy po równo stworzyli perfekcyjne przedstawienie.

Anna Wróblowska
Gazeta Wyborcza Katowice
24 września 2009

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia

"Odlot" - reż. Anna Au...
Anna Augustynowicz
Tytułowy Odlot nie jest jednak tylko ...