Globisz i jego najważniejsza rola

Udar odebrał mu to, co - mogłoby się wydawać - dla aktora najcenniejsze: mowę.

Ale teraz z trudem wypowiadanymi na scenie, pojedynczymi słowami - a częściej milczeniem - przekazuje niesłychanie wiele. Wszystko.

Kilka dni temu, Warszawa, nagrania "Pana Jowialskiego" dla Teatru Telewizji. Znów są na scenie razem, jak przez te wszystkie lata, od stanu wojennego i później, przez całe życie: on i Anna Dymna. Siostra i brat, jak lubią się określać. Nie tacy połączeni więzami krwi, ale więzami duszy, to chyba nawet cenniejsze.

Dymna gra jedną z głównych ról, pani Jowialskiej. Globisz - epizodyczną rolę lokaja. Powoli, ze skupieniem malującym się na twarzy, z precyzją, wypowiada słowa swojego bohatera. Może właśnie przez ten wysiłek efekt był, jak mówi Dymna, piorunujący. - Zdałam sobie sprawę, jak my lekceważymy słowo. A każde wypowiedziane przez Krzyśka ma nieprawdopodobną wagę i wartość. Żaden zdrowy aktor nie zagrałby tego tak dobrze. Po prostu Krzysztof jest wielkim artystą. Potrzebujemy go, również teraz, kiedy ma problemy z mówieniem. Jego walka o sprawność i stosunek do choroby pozwalają odkrywać, ile siły, cierpliwości i niezłomności w nas drzemie - opowiada aktorka.

Krzysztof Globisz jest ostatnio bardzo aktywny: występuje w kilku sztukach, działa na rzecz profilaktyki neurologicznej, wkrótce zacznie grać w serialu TVP "Leśniczówka" (człowieka po udarze, który wyprowadza się ze swoją córką, graną przez Jolantę Fraszyńską, poza miasto). No i oczywiście, rehabilituje się, a to ciężka, ciężka praca. Jednak jak patrzy się na niego i żonę, mówi Dymna, wyglądają na najszczęśliwszych.

Wieloryb na brzegu morza

Gdyby Globisz nie był Globiszem, czyli siłaczem o gołębim sercu, to słoneczne popołudnie w lipcu 2014 roku byłoby końcem. Końcem: pracy, marzeń, planów, tych chwil ulotnego szczęścia i powodów, które trzeba znaleźć, by codziennie wstać z łóżka.

Krakowski aktor akurat przebywa w Warszawie, czyta "Martwe dusze" Gogola dla Polskiego Radia. Potem, w hotelu, doznaje udaru mózgu. Przeżywa, ale ma niedowład części ciała. I afazję. Czyli, tłumacząc w skrócie: niemożność normalnego wypowiadania się.

Najpierw nie mówi w ogóle. Później, z trudem, tylko pojedyncze słowa: tak, nie, ja, Aga (to o żonie). Dzisiaj z wysiłkiem malującym się na twarzy potrafi już zbudować zdanie. Szuka słów, robi przerwy, nie zawsze mu wychodzi. Tak, jakby robił dwa kroki do przodu, żeby zaraz cofnąć się o jeden. Ale walczy.

Na scenę Globisz wraca po raz pierwszy z początkiem 2016 roku. Gra epizodyczną rolę, na wózku, w "Podopiecznych" Pawła Miśkiewicza. Aktor stojący przy nim pomaga wypowiadać mu tekst. Mniej więcej w tym czasie dostaje angaż do napisanej specjalnie dla niego sztuki "Wieloryb The Globe" w reżyserii Evy Rysovej. To rzecz o wielkim, bezsilnym ssaku, wyrzuconym na brzeg morza, który nie potrafi komunikować się z innymi.

Sztukę napisał Mateusz Pakuła: - Czuliśmy się bezradni wobec tragedii, która spotkała Krzysztofa. Zastanawialiśmy się, jak możemy mu pomóc. A najlepszą pomocą dla aktora jest powrót na scenę - opowiada Pakuła. - Pomysł z wielorybem początkowo był żartem. A potem pomyślałem: dlaczego nie? Wieloryb to zwierzę, które w wodzie potrafi komunikować się na setki kilometrów. Wyrzucone na brzeg, staje się bezbronne i bezradne. Pasuje do Globisza; nie chodzi tylko o komunikację, ale pewną monstrualność tego aktora. Zawsze był fizycznie dość duży, przede wszystkim jednak chodzi o jego ogromną charyzmę, jest wielką osobowością sceniczną. Poza tym, jak się okazało, Globisz już przed udarem interesował się afazją. "O człowieku bardzo wiele mówi sposób, w jaki się jąka, stęka, szuka słów" - powiedział kiedyś Oldze Katafiasz, autorce "Notatek o skubaniu roli".

Początkowo bali się - Pakuła z ekipą - jak Globisz i jego rodzina przyjmą ten pomysł. Czy Krzysztof nie poczuje się urażony, zasmucony? Czy nie pomyśli, że okazują mu litość? Czy nie będzie się bał, że wyjdzie żałośnie? Najpierw załatwili więc wszystko: sceny (Łaźni Nowej w Krakowie i Teatru Starego w Lublinie), producentów i tak dalej. Na sam koniec, jak już wszystko było zorganizowane, zapytali Globisza.

Powiedział tylko: tak, tak, tak.

Jedno słowo

Prof. Maria Pąchalska, neuropsycholog: - Świat człowieka po udarze rozsypuje się na tysiąc kawałków. On sam się rozpada. W takich przypadkach powrót do pracy, odbudowywanie swojej tożsamości wymaga wielkiej siły i odwagi. Pewnie szczególnie w przypadku aktora, bo scena jest bezlitosna. Ale ten powrót, tak trudny, jest zarazem wielkim krokiem w rehabilitacji.

Pakuła: - To było ryzykowne, dla nas wszystkich, a najbardziej dla Krzysztofa. Co, jeśli nie wyjdzie? Jeśli Krzysztof na scenie, owszem, okaże się godny współczucia, ale nie - uznania?

Premiera "Wieloryba" to było zwycięstwo. Nikt z wbitych w fotel widzów nie miał chyba wątpliwości, że Globisz nadal, a może teraz szczególnie, jest niesamowitym aktorem. - Nigdy nie widziałem tak zapłakanej publiczności, tak czerwonych twarzy i takiego poruszenia - wspomina Mateusz Pakuła.

To wielorybie zwycięstwo bardzo pomogło Globiszowi w rehabilitacji. Dało siłę, żeby walczyć, angażować się w kolejne przedsięwzięcia. A innych reżyserów ośmieliło, żeby zapraszać go do współpracy. Pokazało, że on jest wielkim aktorem i czasem bez słów, samą swoją obecnością, wypełnia scenę.

Wrócił też na uczelnię, na Akademię Sztuk Teatralnych w Krakowie (dawniej PWST). Prowadzi tam zajęcia z niewerbalnych środków ekspresji. Dymna: - To niezwykłe, ile on może przyszłych aktorów nauczyć. Pokazuje im, jak bez słowa - lub kilkoma wypowiadanymi z trudem słowami -można przekazać wszystko. On daje im jedno słowo i pokazuje: szanuj je, jest twoim skarbem, mając ich bardzo niewiele, możesz wyrazić wszystko.

Poza tym, dodaje Dymna, Krzyś jest taki jak dawniej. Z tym swoim poczuciem humoru i zarażającym śmiechem. Z tymi chochlikami w oczach, przez które czasem myśli, że tylko z nas wszystkich sobie żartuje.

Ale przede wszystkim jest silny. Silny i odważny.

Rola życia

Ta historia o sile i odwadze aktora ma też swój inny aspekt.

Pakuła: - Jego postawa może dodawać sił innym. Po "Wielorybie" do Krzysztofa przyjechała grupa poudarowców; chcieli, by został ich rzecznikiem. Ale był odzew również innych chorych albo ich rodzin. Mówią, że Krzysztof wiele ich nauczył. I może dziwnie to zabrzmi, bo choroba jest przecież dramatem, ale z tej choroby - i z jej przeżywania - wynikło dużo dobra.

To na przykład, że zaczęło więcej i głośniej mówić się o udarach.

- Udary i urazy mózgu to trzecia, a według niektórych druga, przyczyna śmierci - mówi prof. Maria Pąchalska. - W zależności od obszaru mózgu, który został uszkodzony, objawia się różnie. Afazja jest typowa dla uszkodzenia lewej półkuli. Mogą też występować zaburzenia funkcji poznawczych, logicznego myślenia, zaburzenia tożsamości. Ktoś po udarze może nie być w stanie odpowiednio wyrażać swoich emocji albo abstrakcyjnie myśleć, rozszyfrowywać metafor.

Staje się trochę innym, choć wciąż tym samym człowiekiem. Czasem uwięzionym w swoim ciele, ograniczanym przez własny mózg. I Globisz nie jest jedyny, takich ludzi są tysiące, ale dobrze, że przy okazji jego choroby o tym się rozmawia. Bo, jak przekonuje prof. Pąchalska, istnieje przecież profilaktyka udarów, istnieją sposoby ich leczenia i warto, żeby ludzie wiedzieli na ten temat trochę więcej.

Dymna: - Być może żaden lekarz, żaden naukowiec, żaden inny człowiek po udarze nie zrobił dla chorych tyle, ile Krzysiek. Bardzo bym chciała, żeby jeszcze kiedyś wygłaszał wielkie monologi, ale na razie jest w stanie, w jakim jest. Najważniejsze, że się nie poddał, że pracuje, że jest wśród ludzi, że dostaje propozycje i ma siłę, by je przyjmować. Choroba go nie upokorzyła - to on ją upokorzył. I już zwyciężył. W każdym jego słowie i w tym, jak milczy, w iskierkach radości w jego oczach, jest niesamowita moc.

Moc i nadzieja dla innych.

I może to jest ta najważniejsza rola w życiu Krzysztofa Globisza.

___

Krzysztof Globisz - urodzony w 1957 roku. Aktor teatralny, firnowy, telewizyjny, radiowy. Profesor sztuk teatralnych. Ma na koncie co najmniej dziesiątki ról teatralnych i filmowych, w tym występ m.in. w "Krótkim filmie o zabijaniu", "Z biegiem lat, z biegiem dni", "Aniele w Krakowie" czy "Dantonie".

Maria Mazurek
Polska Gazeta Krakowska
28 grudnia 2017

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia