Gorączka teatru

Rozmowa z Maciejem Wojtyszką

Brytyjski humor, ociekający powściągliwą ironią, zdecydowanie więcej wybacza. To sytuacje są złe, a człowiek dobry. Jak u Dickensa. I tutaj można przywołać Cooneya i jego Mayday, którego głównym bohaterem jest bigamista. Bigamista! Powtarzam! A przecież wszyscy go lubią i kibicują, żeby udało mu się wybrnąć z jakże mało komfortowej sytuacji. Bohaterowie "Czego nie widać" mają wady, są ułomni i śmieszni, bywają małostkowi, ale da się ich polubić.

Z Maciejem Wojtyszką, reżyserem spektaklu Michaela Frayna "Czego nie widać", rozmawia  Magdalena Furdyna z Teatru Bagatela.

Magdalena Furdyna: Za co pan lubi Czego nie widać?

Maciej Wojtyszko: – W Wieczorze kuglarzy Ingmara Bergmana jest taki dialog. Cyrkowiec pyta aktora: „Dlaczego ty jesteś ważniejszy ode mnie?" Na to słyszy: „Ty ryzykujesz tylko życie. Ja ryzykuję uczucia".
Wielką przyjemnością jest robić spektakl, którego tematem jest teatr i jego gorączka.
Zrozumienie i pokazanie przygody, jaką jest proces tworzenia spektaklu, daje mnóstwo radości. Osoby stojące obok mogą powiedzieć: „O, jaką pan ma ciężką pracę!". A to przecież piękna robota. Bo najciekawsze w sztukach o teatrze jest to, że aktorzy wiedzą znacznie więcej od reżyserów. Nie trzeba robić zbyt wielu uwag, bo zespoły aktorskie „ryzykują uczucia" każdego dnia.
Widz po obejrzeniu Czego nie widać ma szansę inaczej spojrzeć na pracę aktora. Właśnie za to lubię ten tekst, który jest przecież przykładem klasycznej super-farsy. Pod płaszczykiem niezwykle dowcipnej i atrakcyjnej zabawy został opisany specyficzny, czasami magiczny, a niekiedy małoduszny świat teatru i jego ludzi.
Wprawdzie aktorzy grają komedię, ale ich emocje są prawdziwe. To może być źródłem śmiechu, ale także refleksji i smutku.

– Czego nie widać grają teatry pod każdą szerokością geograficzną.

– Nie bez powodu. To sztuka, która poprzez poziom komplikacji stanowi prawdziwe wyzwanie . I nie ma tutaj najmniejszego znaczenie jej gatunek – farsa. Stanowi wyborny materiał do grania i reżyserowania, bo Czego nie widać jest niezwykle trudną partyturą sceniczną. Poza samym wyzwaniem aktorskim zagranie tego utworu wymaga od twórców niezłej kondycji fizycznej. Zupełnie jak udział w maratonie.
Mogę powiedzieć, że praca nad tym przedstawieniem była bardzo ciężka, ale bywała też świetną zabawą. „Męczyliśmy się" do momentu osiągnięcia niezbędnego w tym spektaklu tempa i sprawności. Mam nadzieję, że uda się ten efekt powtarzać.
Poza tym zdarzało się, że w trakcie wielokrotnych przebiegów i powtórzeń kolejnych scen znajdowaliśmy jeszcze jakieś dodatkowe znaczenia i smaczki, na które wcześniej nie zwróciliśmy uwagi. Okazywało się, że jest znacznie głębiej, niż przypuszczaliśmy.

– Lektura scenariusza tej farsy wymaga sporego skupienia. Łatwo się zgubić. A pan w trakcie pracy miał przed sobą jeszcze dodatkowe wyzwanie: przygotowanie podwójnej obsady.

– Pracowałem równolegle ze wszystkimi aktorami. Koledzy sobie pomagali wymieniając się uwagami. To ekipa wyjątkowo zgodnie współpracująca. Nasze Czego nie widać jest pełne sytuacji, pomysłów i relacji, które nabudowywały się – poza scenariuszem – w trakcie prób. Aktorzy nawzajem czerpali ze swoich przemyśleń, odkryć i rozwiązań scenicznych.

– Może dlatego ten tekst jest uznawany za najlepszą farsę na świecie?

– Pisząc tę sztukę autor nie bagatelizował wzajemnych relacji i silnych emocji pomiędzy postaciami scenicznymi. To są żywi ludzie, którzy dopiero poprzez kontekst sytuacyjny stają się zabawni i groteskowi.
Trzeba dodać, że Michael Frayn już po premierze Noises off (1982) wiele razy modernizował swój tekst, co zresztą jest bardzo charakterystyczne dla pracy brytyjskich dramatopisarzy. (Po konfrontacjach sztuk z publicznością szlifują pierwotne scenariusze. Tak robił Frayn z Czego nie widać, tak też – między innymi – czynił Cooney ze słynnym Maydayem.) Anglik Michael Frayn wyszedł z najlepszej na świecie szkoły komediopisarskiej. Wychowany na „zachodnim" poczuciu humoru, do maestrii doprowadził żonglowanie nim.

– A cóż to takiego „zachodnie poczucie humoru"?

– Są dwa rodzaje poczucia humoru: „zachodnie" i „wschodnie". (To oczywiście mój prywatny, żartobliwy podział.) We „wschodnim", bardzo pięknym, zjadliwym, satyrycznym – słowem: gogolowskim – ludzie są zwyczajnie źli, bowiem zwykle „wschodni" bohaterowie mają dusze czarne jak noc.
Brytyjski humor, ociekający powściągliwą ironią, zdecydowanie więcej wybacza. To sytuacje są złe, a człowiek dobry. Jak u Dickensa. I tutaj można przywołać Cooneya i jego Mayday, którego głównym bohaterem jest bigamista. Bigamista! Powtarzam! A przecież wszyscy go lubią i kibicują, żeby udało mu się wybrnąć z jakże mało komfortowej sytuacji.
Bohaterowie "Czego nie widać" mają wady, są ułomni i śmieszni, bywają małostkowi, ale da się ich polubić. Reasumując, brytyjskie poczucie humoru, inaczej mówiąc „zachodnie", zakłada, że to nie człowiek jest głupi, tylko znalazł się w głupiej lub złej sytuacji.

– Za „zachodnim" poczuciem humoru idzie „zachodnia" umiejętność pisania lekkich rzeczy?

– Anglicy piszą sztuki z ogromnym wyczuciem rzemiosła, które, opanowywane przez lata praktyki, urosło do rangi mistrzostwa. Rzetelne i mało romantyczne rzemiosło bywa podstawą ich dramaturgicznych sukcesów. Z tej szkoły wyszedł na przykład Charlie Chaplin. Proporcje natchnienia i nakładu pracy są tu nieco inne niż w przypadku teatru improwizowanego.

– A wasze próby nie mogłyby stać się kanwą dla jakiejś polskiej komedii?

Nasza wspaniała inspicjentka, pani Joanna Jaworska, robiła rozmaite notatki. Może na ich podstawie któregoś dnia przedstawimy widzom akt czwarty: „Czego Państwo się nawet nie domyślają". Tylko dla wybranych widzów.

___

Maciej Wojtyszko - urodzony 16 kwietnia 1946 w Warszawie, reżyser, dramatopisarz, autor scenariuszy oraz utworów dla dzieci. Studiował filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Jako prozaik debiutował w roku 1966. Autor kilku książek dla dzieci i młodzieży (m.in. "Bromba i inni", "Antycyponek", "Trzynaste pióro Eufemii", "Tajemnica szyfru Marabuta", "Synteza"). Niektóre z nich stały się pierwowzorami dla animowanych seriali telewizyjnych. Wykładowca w warszawskiej Akademii Teatralnej, w latach 1990-93, 1999-2002 i 2012-2016 dziekan Wydziału Reżyserii na tej uczelni.

 

Magdalena Furdyna
Materiały Teatru Bagatela
12 września 2017
Portrety
Maciej Wojtyszko

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski