Gorzki uśmiech losu

"Gąska" - reż. Mirosław Bednarek - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Młodzieńczy entuzjazm kiedyś opada, powoli stacza się na dno wraz z mijającym czasem i szarą codziennością. Nikt nie jest gotowy na porzucenie marzeń, a gdy nadchodzi dzień, w którym pojawia się świadomość, iż niewiele można zmienić - coś pęka, wszystko traci swój pierwotny sens. W tym momencie wyłaniają się dwie drogi - bezsilna walka o szczęście lub akceptacja takiego stanu rzeczy, jaki jest. Bohaterowie spektaklu „Gąska" poszli zupełnie różnymi ścieżkami, a ich skomplikowane perypetie możemy obejrzeć na opolskiej scenie Teatru im. Kochanowskiego.

Gorzko-słodka farsa porywa publiczność na emocjonalne rozdroża ludzi w średnim wieku, żyjących od lat „na jedno kopyto". Ta sama żona, ten sam dom, ta sama praca, dzieci, rutyna, nuda, brak perspektyw na przyszłość, zero zapowiadających się zmian – to wszystko popycha bohaterów historii – Fiodora i Wasilijewa, w ramiona młodej, pięknej, wyzwolonej Gąski, która w pewnym sensie jest ich ostatnią szansą na jakikolwiek chłyst wigoru. Fascynacja bohaterów zdecydowanie nie jest akceptowana przez ich porzucone żony – Diane i Ałłe, które postanawiają walczyć zarówno o mężów, jak i o wspólne wspomnienia, uczucia i minione chwile. Romans wyzwala w kobietach uśpioną przez lata siłę, daje im refleksyjnego „kopa", zmuszając do namysłu nad sobą, swoim związkiem, tym, co było, jest i będzie. Młoda aktoreczka, rozpoczynająca swoją karierę na prowincji, wnosi w życie bohaterów coś więcej niż zwykłe zamieszanie. Niewierni mężowie nie podążają jedynie za cielesną przyjemnością, ale transformacją całego swojego życia. Kobiety, choć chwilami dają się ponieść emocjom, w głębi są mocno zawiedzione i przerażone. Cała sytuacja staje się katalizatorem egzystencjalnych refleksji i obaw. Pobudza gnuśnych bohaterów do namysłu nad upływającym życiem. Przypomina, iż mogło być zupełnie inaczej, lecz szansa, którą mieli nie została wykorzystana. Pounetą całego widowiska jest hak zawszieszony na suficie hotelowego pokoju, który niegdyś służył do podwieszenia kołyski. Dziś sugeruje on bohaterom jedynie zdanie: „a możeby się tak powiesić?".

Błyskotliwy utwór Nikołaja Kolady bywał wielokrotnie przenoszony na polskie sceny teatralne. Tekst jest wielowarstwowy - z jednej strony podszyty humorem, z drugiej wypełniony gorzką refleksją. Wywołuje na twarzach publiczności bolesny uśmiech, drążąc ludzkie lęki i zmartwienia. Tak dobry materiał sceniczny stanowi połowę sukcesu - to czy inscenizacja będzie wykonana z powodzeniem, jest zależne przede wszystkim, od aktorów i ich umiejętności. W tym przypadku opolska ekipa nie powaliła na kolana. Dobrze radziły sobie jedynie sfrustrowane małżonki - Judyta Paradzińska i Arleta Los-Pławszewska. Największym rozczarowaniem wydaje się być rola Gąski - Izabela Gwizdak sprawiała wrażenie wręcz zagubionej, co kolidowało z osobowością sceniczną jej bohaterki. Zabrakło dystansu i naturalności. Zbyt szablonowe odegranie rozpisanych ról odebrało to, co najlepsze w tekście – nie pozwoliło wyjść poza scenę teatru. Nie sprawdziły się także niektóre rozwiązania reżyserskie. Próba posługiwania się dwoma planami, scenografia z banalnym, dużym oknem, które miało nadać refleksyjny charakter całości, gra świateł i dźwięków, pauzy - zabrakło w tym wszystkim dopracowania i spójności. Utwór, owszem, posiada duży potencjał i z racji tego wielu widzom na pewno przypadnie do gustu, jednak warto skupiać swoją uwagę na dopracowaniu podstaw, a nie pędzić przed siebie, muskając pobieżnie wiele możliwości, jakie daje teatr.

 

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
14 marca 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia