Gorzko! Gorzko! Gorzko!

"Żeby cię lepiej zjeść" - reż: Piotr Waligórski - Teatr Bagatela w Krakowie

"Pocałuj szczura w dupę...". Tyle Bambus (Sebastian Oberc) mówi na widok miłości. Trzyma za ogon wielkie ścierwo gryzonia, wyjęte z kloszardziego wózka martwego Świra (Piotr Różański), który nie wytrzymał kapania dni, patrzy na ciepło twarzy Nutrii (Michał Kościuk) i Marysi (Małgorzata Piskorz), i mówi trzy słowa. Mało. Ale tu - wystarcza. I zdycha ciepło miłości.

W krainie zarastającej barszczem Sosnowskiego szczury są wielkie jak świnie, a ludziom wystarcza powiedzieć mało, by powiedzieć wszystko. Dobra jest ta gramatyczna niejasność. Tak, w postpegieerowskiej krainie barszczu Sosnowskiego - w scenicznej opowieści Piotra Waligórskiego - mało wystarcza tym, którzy mówią, i tym, do których się mówi. A najlepiej nic nie gadać. Bo niby co? I po co? 

Po co powtarzać garść słów, które powiedziało się wczoraj, przytaszczywszy je z przedwczoraj, a wcześniej ze środy, jeszcze wcześniej z wtorku, który nie tylko w sferze słów - we wszystkim był identyczny z poniedziałkiem. Z poniedziałkiem identycznym z niedzielą identyczną z sobotą identyczną z piątkiem identycznym z każdym przeszłym dniem każdego przeszłego tygodnia każdego przeszłego miesiąca wszystkich byłych lat. W krainie zarastającej barszczem Sosnowskiego znaki przestankowe nie są potrzebne. Nie ma kropek, bo nic się nie kończy. Nic się nie kończy, bo nie ma dużych liter, które by coś nowego zaczynały - nowe zdanie, nowy dzień, nową noc, albo nowe życie. 

Nic, tylko kapiący ogrom dni i nocy, trupio identycznych. Garść słów wciąż tych samych, które mówią wszystko. Na przykład: "czekolada", "lubię", "dawniej", "dziś już nie", "dupa", "szczur", "ptaszek rzadkiego gatunku". Codzienna katatoniczna włóczęga po tych samych ścieżkach marnych - kilka kroków w lewo, zwrot, kilka w prawo, zwrot, znów w lewo... i tak do zmierzchu, tylko tak, bo inaczej się nie da. Nie da się iść dalej, gdyż dalej jest widok nieustępliwy - coś niby spłowiała fototapeta z tyłu sceny - łąki nie do przejścia, zarastające trującym zielskiem, łąki aż po garb marnego wzgórza na horyzoncie, a za nim - kolejne łąki nie do przejścia. Tak wygląda cała nadzieja ludzi krainy złego barszczu. 

Bambus i jego towarzysz Koślawy (Wojciech Leonowicz) - deliryczni strażnicy marnych ścieżek. Palacz Bula (Bogdan Grzybowicz), który pamięta odległe czasy ognia na okrągło buzującego w kotle. Porucznik (Maciej Słota), ten, co wraca w rodzinne strony - jego przyjazd ma cierpki smak wizyty gogolowskiego rewizora. Misiura (Dariusz Starczewski), kiedyś kierownik PGR-u, teraz - nikt. Nikt - jak wszyscy w trupiej osadzie. Skrobanka (Ewelina Starejki), Algida (Magda Grąziowska), Flądra (Paulina Napora), Misza (Marek Bogucki), Szwajcar (Adam Szarek). Nikt - owady na dnie żywicy. Jeszcze się ruszają, otwierają oczy, oddychają. Jeszcze tak. I wiedzą, że żywica nie zastygnie w bursztyn. Zastygnie w kamień, w którym niczego nie będzie widać. Czterogodzinne przedstawienie Waligórskiego "Żeby cię lepiej zjeść" to elegia na ich zamieranie. 

Elegia bez patosu, ulepiona z niewielkiej ilości zdań najprostszych, z gestów najbanalniejszych, powracających niczym mantra, i z ogromnych pasm milczenia. Wzruszający portret trwania już po nic. Czułość? Tak, lecz w czułości Waligórskiego nie ma - Bogu niech będą dzięki! - nawet pół kropli litości. Jest tak, jakby do robaków z krainy złego barszczu mówił: pozwólcie, że was pokażę, tylko pokażę. I wybaczcie, lecz nie będę waszą marnością epatował widza, nie będę z niej krzesał społecznych tez interwencyjnych, nie będę robił wśród sytych zbiórki litości, ani wołał o pomoc dla was. Nie będę, bo to pensjonarskie piski by były. Nie będę, gdyż w istocie jesteście figurą losu w ogóle. Nic nie będę robił, bo nic już nie da się zrobić. Nic poza patrzeniem. Więc patrzę. Z całym dobrodziejstwem inwentarza przyjmuję i pokazuję wasze stygnięcie. 

No i stygną. Są. W tym czysto, chwilami dojmująco granym seansie, ludzie dygocą na lichych ścieżkach, patrzą w źdźbła łąk nie do przejścia i dławią wszystko, co nie cuchnie nędzą - miłości szczurzą dupę podtykają pod usta. Gorzko! Gorzko! Gorzko!... Do końca tak. Do końca opowieści Waligórskiego, tak jak do końca opowieści innego reżysera, zwanego Bogiem - nie czekają na Godota. 

Teatr Bagatela. Scena na Sarego 7. "Żeby cię lepiej zjeść". Scenariusz i reżyseria Piotr Waligórski. Scenografia Wojciech Stefaniak. Muzyka Adrian Konarski.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
21 grudnia 2009

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia