Gra w szachy

"Ja ciebie też" - reż. Lech Mackiewicz - Teatr Lubuski w Zielonej Górze

Rok 2015. Do Zielonej Góry przyjeżdża Lech Mackiewicz, pseudonim Chaco. Chaco de Palma. A może przybywa de Palma o twarzy Mackiewicza? Wchodzi do gabinetu Roberta Czechowskiego, dyrektora tutejszego teatru. Krótka wymiana zdań. – Cześć, Robert, chcę zrobić u ciebie sztukę na dwie głowy. ---– Na dwie głowy? -– marszczy się mimiczna twarz zatroskanego Czechowskiego. – No tak. Będę musiał się rozszczepić. Wiesz, to tak jak gra w szachy. Jeden wariant sztuki zrobię biały, a drugi czarny. Pomóż mi w tym. Potrzebuję sześciu młodych, napalonych, po trzech do każdego wariantu. Dwie dziewczyny i czterech chłopaków. – Zrobi się – odpowiada Czechowski i dodaje: No to się zaczęło... Tak mogło wyglądać pierwsze zielonogórskie wtajemniczenie Mackiewicza. Projekt o tyle ważny, że podający rękę do widza, pokazujący mu: „teatr jest dla ciebie".

Tak, jak Julio Cortazar w swojej „Grze w klasy", Chaco de Palma stworzył tekst, który może funkcjonować w różnych lokalizacjach. Mackiewicz, który przełożył tekst „Ditto. A story" („Ja Ciebie też...") już na język sceny w Mellbourne, musiał jednak nawiązać porozumienie z dwoma zupełnie różnymi grupami aktorów. Wariant czarny (młodsi: Alicja Stasiewicz, James Malcolm i Radosław Walenda) i biały (Romana Filipowska, Aleksander Stasiewicz, Robert Kuraś) to zupełnie inne galaktyki teatru, inne tętna i motywacje. Gdyby przekładać sens każdej z wersji na język morfologii, wyszedłby bezwzględny konflikt serologiczny. Dwie odrębne całostki zostały zilustrowane zupełnie inną muzyką, którą przysposobił Damian Neogenn Lindner.

Opowieść czarna jest historią trójki młodych aktorów-debiutantów, którzy czekają na swój pierwszy angaż w teatrze. Szykują się do roli u „Czechowskiego". Para (Agrafka i Misiek) oraz ten trzeci – Nynek. Ona – dynamit, zdolna by rozwalić system w każdej minucie, zła i zbuntowana, chronicznie spragniona czyjejś uwagi (młoda następczyni Hanny Klepackiej?). Misiek – zagubiony i zatroskany, w swym zakochaniu bystry i nieporadny na przemian. Nynek – introwertyk, który musi się zbuntować – by przeżyć w całej walce o byt. Są zbyt nieśmiali, by wystąpić przed szereg i zakpić z Szekspira. Teatr jest dla nich czymś niedosiężonym, czymś co dopiero staje przed oczami, ku czemu nieśmiało wyciągają ręce. Witalność, dbałość o każdy ruch i szelest. Króluje ONA – tykająca bomba, Stasiewicz. Oni – przesunięci w cień, krążący jak dwa księżyce wokół ziemi.

Opowieść biała jest w tonacji durowej. W obsadzie króluje duet Stasiewicz (brat Alicji) - Kuraś. Ona (Filipowska) snuje się tu zagubiona, niepewna. Casting dla nich to tylko jeden z etapów samopoznania. Historia biała to opowieść o wulkanie energii, który przelewa się w każdym z tych ciał. Niewinność i gra „na serio", która tli się jeszcze w pierwszej wersji ustępuje tu cielesnej dynamice. Teatr dla tej trójki jest tylko kolejną próbą ognia. Casting (tym razem u Chaco - Mackiewicza) staje się po trosze spowiedzią z siebie, ironią z odgórnych nakazów i konwencji. Szekspir ginie między wierszami, znika w salwach śmiechu z widowni. Z Kurasia wprawni alchemicy mogliby robić narkotyki. Aktor jest gwoździem programu, sprawnie steruje emocjami (zarówno swoimi, jak i widowni). Myślę, że Kuraś czekał na tę rolę, by pokazać jak wiele jest w stanie dać lubuskim widzom. Jest więcej niż Nynkiem. W tej samej wersji możemy zobaczyć zaimprowizowany dialog z reżyserem (na spektaklu, na którym byłem pojawia się postać „zastępcy Mackiewicza", która wprowadza niejedną niespodziankę i łamie pierwotną wersję w wielu niekontrolowanych momentach). Ta scena jest wzięta jakby z formuły Impro-cup (kultywowanej na scenach kabaretowych Zielonej Góry). Tym samym, ekipa Czechowskiego po raz kolejny udowodniła że potrafi sobie radzić w sytuacjach ekstremalnych. Papierkiem lakmusowym, który różnicuje napięcia między-spektaklowe jest sama scena pocałunku Agrafki i Nynka – w pierwszej wersji beznamiętna, w drugiej – pożądliwa. Uchylam ocenę dotyczącą wskazania, za którą wersją warto iść. Myślę, że są komplementarne i trzeba zobaczyć zarówno czarną, jak i białą. Całościowy odbiór przynosi dopiero percepcja dwóch spektakli. Myślę, że zdania będą podzielone. Każdy wariant przynosi inne informacje i inne mikro-sytuacje.
„Ja Ciebie też" to awers i rewers, opowieść o strachu przez ekshibicjonizmem, walce marzenia z twardą jak deski teatralne rzeczywistością (wariant czarny) i próbie znalezienie swojego języka w obliczu bezwzględnych mechanizmów sztuki (wariant biały). Na ile tekst de Palma jest plastyczny, na ile można nim żonglować i tworzyć z niego wciąż nowe figury i mikroświaty? Na to pytanie szuka odpowiedzi Mackiewicz, którzy uruchamia eksperyment oparty na regułach szachisty. Układy, opozycje i konwencje są poddawane nieustannej rewizji. Zmienia się zarówno funkcja, jaką pełnią postaci względem siebie i efekt, jaki przynoszą kolejne zdarzenia i wymiany zdań. Rozdwojenie jaźni, poczucie deja vu i ciągła rotacja znaczeń – podobnych stanów świadomości tu nie brakuje. Scenografia przynosi bardzo przytulne przestrzenie, a prowadzenie świateł wspomaga odbiór i nie pozwala zagubić się w obliczu dynamicznej wymiany zdań i ambicjonalnych ciosów.

Czekałem na taki wybuch świeżości na lubuskiej scenie. Po kameralnej „Odessie" przyszedł czas na motoryczny i dynamiczny eksperyment Mackiewicza. Teatr wyszedł do widza. Już od kilku tygodni twórcy podróżowali po miejskich szkołach prezentując wybrane fragmenty dramatu. Przypomina mi się od razu moje legnickie dzieciństwo, gdzie swego czasu jeden z najgłośniejszych teatrów w Polsce mogłem zobaczyć w małych, licealnych salach. Być może z tej zielonogórskiej akcji narodzą się także prężne grupy młodych, spragnionych teatrofili (to dla nich skierowana jest „szkolna" oferta prezentacji spektaklu o godzinie 10 – pierwsza połowa kwietnia).

„Ja Ciebie też" – jedna z najstarszych odpowiedzi na świecie. W jednej ze scen Misiek opowiada Nynkowi swój sen. Na końcu długiej liny, po której bohater się wspina zawieszono kopertę z kartą z napisem: „jeśli chcesz wiedzieć, jak się człowiek czuje, kiedy jest na topie, to musisz wspiąć się na top. Na samą górę". Inne są drogi tych dwóch ekip. W inne estetyki powędrują ich losy, koleje granych przez nich postaci. Inne „topy" przyjdzie im nosić na swoich barkach. Na innych lądach staną ich bose, aktorskie stopy. To wymowne, że Lubuski Teatr przedstawił tę dwugłową sztukę właśnie w Międzynarodowy Dzień Teatru.
– Udało się, Panie Dyrektorze.

Janusz Łastowiecki
Dziennik Teatralny Zielona Góra
31 marca 2015
Portrety
Lech Mackiewicz

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia