Groźniejsze niż pornografia

"Śmierć i dziewczyna" - reż. Ewelina Marciniak - Teatr Polski we Wrocławiu

To wszystko twoja wina - mówi do Królewny Śnieżki okrutna Macocha. - Czuję się teraz przez ciebie jak na tym koncercie, który ty zawaliłaś pod koniec szkoły, a on w tym samym czasie zawalił ci drzwi do kariery. Artystką życia to może jesteś, ale artystą nigdy nie będziesz". Tak zaczyna się po mistrzowsku skomponowana rodzinna psychodrama.

Ewelina Marciniak sięgnęła po twórczość austriackiej noblistki Elfriede Jelinck, bezlitośnie portretującej współczesność zamieszkaną przez ludzi coraz bardziej samotnych i wyobcowanych. Efekt jest zachwycający.

Zapowiedź, że to spektakl pornograficzny, spowodowała, że nowy minister kultury próbował nie dopuścić do premiery "Śmierci i dziewczyny" we wrocławskim Teatrze Polskim. Próbowali też konserwatywni katolicy i faszyzujący narodowcy, choć - mimo urzędowej zachęty ich pikieta pod teatrem była na szczęście dość niemrawa. Pornografii zresztą jest w spektaklu niewiele i nie o epatowanie nią tu chodzi. "Śmierć i dziewczyna" jest czymś dużo groźniejszym niż pornografia - jest niepokojąco aktualną diagnozą naszej rozchwianej rzeczywistości, skrywającej płytko pod powierzchnią kulturowych konwencji coraz mroczniejsze obsesje, fantazje i lęki.

Złożona, jakby schizofreniczna opowieść rozgrywa się na kilku planach. Katarzyna Borkowska, odpowiedzialna za scenografię, kostiumy i światło, z rozmachem konstruuje monumentalną sceniczną rzeczywistość rozpiętą między surrealistycznym koszmarem, telewizyjnym show i kunsztownym realizmem mieszczańskiego salonu. Na białych ścianach wiszą ogromne czarne płótna, którym przygląda się Krytyk (Piotr Nerlewski) - to kopia kaplicy Marka Rothko. Pośrodku trzy fortepiany - narzędzie wzlotu i upadku znerwicowanej Uczennicy (Katarzyna Strączek), poddawanej niekończącemu się egzaminowi. Zawsze trzeba być co najmniej w pierwszej trójce, wszystko co poniżej ląduje w śmieciach - beznamiętnie powtarza Nauczyciel (Michał Opaliński).

Na pierwszym planie gustownie umeblowane mieszkanie, a w nim elegancka, choć nieco kostyczna Macocha (Ewa Skibińska). Późnym wieczorem wyczekuje powrotu córki: "Dziękuję, proszę, dobry wieczór, dobranoc" perfekcyjnie zaprogramowany mechanizm ulega rozstrojeniu, gdy w życiu Pianistki (fenomenalna Małgorzata Gorol - na zdjęciu) pojawia się młody Uczeń (świetny Andrzej Kłak). W poruszającej scenie miłosnej bohaterowie, niewiele mówiąc, wykonują wspólnie skomplikowane gimnastyczne figury. Jednak szybko pozbywamy się złudzeń. Człowiek rozdarty między pierwotnym instynktem i społecznym porządkiem, metafizyką i biologią, pozostaje samotny i niezrozumiany. I to pęknięcie znakomicie udaje się twórcom uchwycić. Fugi Bacha towarzyszą Królewnie w podróży po brudnych dark roomach, w których realizuje najdziksze fantazje.

Prawdziwym bohaterem spektaklu staje się ciało (w znakomitej choreografii Dominiki Knapik). Piękne, silne, podobne antycznym rzeźbom, które w wysmakowanych estetycznie układach odwzorowują na scenie nagie postaci. A jednocześnie skażone wulgarną fizjologią, jak w sugestywnej scenie oddawania moczu przez bohaterkę. To ostatnie prawdziwie nasze terytorium. "Cały czas moje ciało nie wyjawiło mi swoich sekretów. Pozostaje pytanie: jak głęboko trzeba sięgnąć w siebie?" - pyta bohaterka.

Reżyserce nie brak dystansu do koszmarnej rzeczywistości, a także zbawczej mocy teatru. "Sztuka to rodzaj szamba, które zbiera wszystkie odpadki bytowe. I kiedy te wszystkie ścieki bytowe wpadają tu do nas, do szamba, to państwo już nic muszą potem tego oczyszczać własnymi rękami" - zwraca się do publiczności Krytyk.

Natura przewiduje tylko dwie role - ofiary i kata. Marciniak udowadnia, że obie doskonale w nas współistnieją. Dobrze, że wciąż jeszcze są miejsca, w których możemy wszystkie te mroczne brudy uprać bezkarnie.

Michał Centkowski
Newsweek Polska
3 grudnia 2015

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia