Grubas. Wieloryb. Mors.

"Grubasy" - reż: A. Błońska - Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

Grubas. Wieloryb. Mors. Tłuścioch. Puszysty, przy kości - rzadko, bo za delikatnie. To ich codzienność. To słyszą. To widzą w oczach przechodniów, pasażerów metra. Byłam na "Grubasach" w Instytucie Teatralnym. I trochę się tego przedstawienia bałam. Bo niezawodowcy. Bo...?

No właśnie, bo co? Bo temat niby oczywisty, a jednak potwornie trudny? Bo co grubasy mają do powiedzenia o grubasach? Teraz mi wstyd za ten strach, który czułam przed spektaklem. Dawno nie widziałam na scenie prawdy. Podanej zwyczajnie, ale nie sztampowo. Szczerości serwowanej wprost. Bez kokardy, bitej śmietany, bibułki i bawełny. Ot tak, do bólu.

"Bardzo dziękuję, że byłaś. Zależało mi bardzo, bo to pierwsza rzecz od lat, którą mogłam się pochwalić. Bo jestem dumna i silna. To mój świat od zawsze i już nie jest problemem, nie walczę z tym. Ostatnie lata, ten właśnie spektakl i ci ludzie mnie odmienili. Pokochałam się bardzo i zaakceptowałam, a wygląd i waga przestały mnie dręczyć. To niesamowita ulga po 30 latach" - napisała do mnie przyjaciółka z podwórka, Iwona Szlenker, która zagrała w "Grubasach". "Iwona, 105 kg, analityczka biznesowa, kruszynka" - usłyszałam ze sceny. "Odważnie" - pomyślałam. A to był dopiero początek.

Zawsze byłam sportowym typem. Na podwórku zawsze w ruchu. Piłka, skakanka, rolki. Iwona mniej. Kochała tańczyć, lubiła rolki, ale nie biegała z wywieszonym językiem od trzepaka do drzewa, gdzie wisiałyśmy do góry nogami na gałęziach. Jako dziecko nigdy nie zwróciłam uwagi na to, że jest większa. Dopiero potem, gdy spotkałyśmy się po latach, jako dorosłe już osoby, pomyślałam, że ma problem.

Wiem, że to choroba. Cywilizacyjna. Taka, z którą zmagają się nie tylko ci, których dopadła, ale też Światowa Organizacja Zdrowia. Przeraża mnie, że kilkuletnie dzieci nie są w stanie się schylić i zasznurować butów, że dyszą, wchodząc na drugie piętro. Ale kompletnie nie przeszkadza mi rozmiar większy niż 44. Nie uważam, że każdy ma być szparagiem z wybiegu. Otyłość to walka, którą nie każdy chce i potrafi podjąć. I ma do tego prawo.

Pamiętam, jak zaproponowałam Iwonie mądrego doradcę żywieniowego. Nawet spróbowała. Dziś bym tego nie zrobiła. "Jeśli będę potrzebowała pomocy, sama o nią poproszę" - powiedziała. Zrozumiałam. I to się zmieniło po spektaklu. Motorniczy, bibliotekarka, analityk finansowa, studentka, inżynier. Łączy ich jedno - nadwaga. Nie, łączy ich dużo więcej: mają odwagę stanąć na scenie i zrobić to, czego grubasy nie robią, a już na pewno nie robią publicznie: biegać, rozebrać się, powiedzieć, ile ważą i jak wielką ochotę mają na blok czekoladowy. Powiedzieć, o czym marzą.

Wmówiono im, że taki grubas nie może myśleć o dobrym związku, mężu, rodzinie...

Iwona powiedziała mi, że kiedy pierwszy raz wypowiedziały z dziewczynami te marzenia na głos, trzy z nich wylądowały z płaczem w toalecie. Nikt wcześniej nie zapytał, czego pragną. A pragną tego, co wszyscy, wszystkie. Miłości, szczęścia. Niektóre jeszcze tego, żeby przestać obsesyjnie jeść. Reżyserka Agnieszka Błońska (skończyła nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim) wydobyła z aktorów-amatorów to, co sami głęboko chowali w zakamarkach serca, duszy, domu. Pokazała, że mogą śmiało marzyć i mówić o marzeniach. Wbrew napiętnowaniu społecznemu. Dała im odwagę i możliwość współtworzenia spektaklu, który w dużej mierze powstawał podczas prób, na scenie. Łukasz, inżynier, czołga się po podłodze i opowiada o diecie białkowej. Kiedy zaczynali próby, ważył 178kg. Do dziś schudł 85 kg, czyli tyle, ile waży Jola, najlżejsza uczestniczka "Grubasów". To dla niego napisano "białkową" scenę. Nie wiem tylko, dlaczego w najbardziej dramatycznych dla mnie momentach spektaklu, kiedy aktorka nie mogła przestać jeść, publiczność wyła ze śmiechu. Na szczęście nie cała.

"Grubasy" mogą nas dużo nauczyć. Iwona, dziękuję. Jestem z Ciebie cholernie dumna.

Beata Sadowska
naTemat
24 lutego 2012

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia