Grudzień, 2019

W Trzech Zdaniach

W krakowskim „Bunkrze Sztuki" wielka wystawa ponad 100 eksponatów, głównie wielkich płócien olejnych, ale i drobnych elementów ceramicznych.

Agata Kus, młoda malarka związana z naszym miastem, jest artystką niezwykle płodną, posiadającą od paru lat rozpoznawalny styl: używa realistycznej kreski (czy raczej pociągnięcia pędzla), ale swoje obrazy komponuje w zaskakujące kolaże, daleko odbiegające od realności, tworząc równoległą wielość narracji, nowe napięcia i nowe znaczenia. Zadziwiające są też tematyczne i treściowe inspiracje: twarze znajomych, impresje filmowe, zdjęcia ze starego sztambucha, filozofia i historia nazizmu, zwierzęta, konteksty internetowe, lustrzane odbicia, drobne, pozornie niewiele znaczące czynności, jak pozbywanie się kleszcza, czy zakraplanie lekarstwa do oka, sierść psa i martwe futra, słowem czas i przemijanie, uczucia, niepokoje i lęki – imponujący i mądry dorobek, mimo tak młodego wieku!!! (6.12)
***
Z tym światem jest „coś nie tak" i czuła narracja nie jest sobie w stanie z tym poradzić, no bo jak go opowiedzieć? Mądry i dramatyczny, przepełniony niepokojem był wykład noblowski Olgi Tokarczuk, zatytułowany „Czuły narrator": rzecz o tym, jak wielkim wyzwaniem dla literatury jest opisanie końcówki świata, chaosu i rozbicia oraz przewidywanie tego co nadchodzi, nadejdzie lub już nadeszło, a przecież: „Na początku było Słowo". Trudno jest streścić to, o czym mówiła Tokarczuk, każdy może zastanowić się nad czymś innym, ale w naszej rozchwianym bytowaniu takie wielowymiarowe refleksje są niezwykle potrzebne, no chyba, że się nie czyta i nie słucha, że ktoś postawił cenzorską tamę, jak niektóre nasze media publiczne – to już nie zdumiewa, to jest po prostu przerażające! (7.12)
***
Paul Claudel (libretto) i Arthur Honegger (kompozycja) tworząc „Joannę d'Arc na stosie" chcieli, żeby powstało dzieło komunikatywne, powszechnie zrozumiałe nawet dla tych, którzy nie byli osłuchani ze współczesną (jak na tamte czasy) muzyką, więc nie mogę zrozumieć dlaczego dzisiaj trudno mi doszukać się sensu w inscenizacji tego oratorium dramatycznego dokonanej w Operze Krakowskiej przez Monikę Strzępkę. Jakby wszystko: i role mówione, i partie wokalne, i orkiestra, i chór mieszany, i chór dziecięcy, i balet (każde z osobna – na wysokim poziomie!) przeszkadzało sobie wzajemnie, odniosłem też wrażenie, że reżyseria, choreografia, scenografia, kostiumy, światła też nie stanowiły jedności, ale może posuwam się za daleko, przecież to świetni twórcy i dobrze, że zostali do pracy nad dziełem Honeggera zaproszeni, a Strzępka jest niewiarygodnie odważna w odkrywaniu nieznanych planet! Ale ponad wszelką wątpliwość błędy techniczne, głównie przy sterowaniu mikroportów, którymi posługiwali się aktorzy, zdecydowały, że słuchanie tekstu było bardzo utrudnione. (8.12.)
***
Spotkanie w „Loży" z życiem i twórczością Gustawa Herlinga-Grudzińskiego było niezwykłe, bo Józef Żuk Opalski (spiritus movens całości) nie tylko go znał, ale też przyjaźnił się z nim. Gustaw Herling-Grudziński napisał opowiadanie o Giordanie Brunie („Głęboki cień"), w którym Żuk dostrzega wiele elementów autobiograficznych, bo nasz pisarz (też wędrowiec!) przez większą część życia nie spotkał prawdziwej wolności i na długie lata został objęty cenzurą, również we Włoszech (swoim kraju przeznaczenia), gdzie znaczący wpływ na rząd mieli rodzimi komuniści, poddawani presji ze strony towarzyszy radzieckich, a ten totalitarny reżim nie mógł darować Herlingowi „Innego świata". Ale myślę, że – w przeciwieństwie do Bruna – Herling najwyraźniej pogodził się ze swoim losem i narzuconymi ograniczeniami, przyjął postawę zachowawczą i doczekał wreszcie politycznych zmian na świecie, które pozwoliły mu prawdziwie zaistnieć, podczas kiedy Bruno krzyczał, walczył o prawdę, o swoją prawdę, przecież gdyby nie trybunał inkwizycji, gdyby nie stanowcze „NIE" przeciwko wycofaniu się ze swoich poglądów, wreszcie gdyby nie płonący stos na Campo de'Fiori, kto dzisiaj pamiętałby tego renesansowego filozofa? (9.12)
***
Tokarczuk od Szymborskiej dzieli jedno pokolenie – 29 lat – to dzisiaj przepaść! Pamiętam uroczą panią Wisławę i jej potyczki z Noblem, z całą napuszoną ceremonią i etykietą uroczystości, którą była najwyraźniej spięta, o czym mówiła potem otwarcie z dużym poczuciem humoru, przyznając się do klęski („tragedia sztokholmska, którą zniosła godnie"). Tymczasem Tokarczuk, nie nawykła do salonów, czuła się w Sztokholmie jak ryba w wodzie, a tout le monde najwyraźniej nie zrobił na niej wrażenia. Takie nadeszły czasy (i chwalić Boga!), że wychowani i wyedukowani w wolnej Polsce potrafią skutecznie walczyć z kompleksami prowincjuszy i ustawić siebie w pozycji króla polowania (to zamierzona aluzja do tematu rozmowy naszej pisarki z królem Szwecji, zapalonym myśliwym), a że wszystko toczy się po kole – najmłodsze pokolenie znowu jest zalęknione i niepewne tego, co je czeka. (10.12.)
***
Ktoś mi mówił, że młodzi ludzie nie chcą śpiewać po polsku bo wstydzą się werbalizować uczuć w języku ojczystym, wolą po angielsku, bo mogą się ukryć („to nie ja, to ktoś inny, obcy..."). Młodzi studenci w krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych (3 dziewczyny i 2 chłopców z IV roku Wydziału Aktorskiego – specjalizacji wokalno-aktorskiej) też śpiewają po angielsku, tylko jak śpiewają!!! Wyreżyserowane przez prof. Annę Radwan przedstawienie dyplomowe („WOOD, czyli... nieznośna lekkość mikrofonu") oparte jest na scenariuszu Jakuba Przebindowskiego, ale scenariusz jest nieistotny, w dużym uproszczeniu określa miejsce i okoliczności scenicznego zdarzenia (casting!) i stanowi ramę dla zaśpiewania kilkunastu przebojowych piosenek, bo najważniejszy w spektaklu jest znakomity wokal i świetny ruch! (14.12)

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
14 grudnia 2019

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia